04.03.2026, 23:16 ✶
— Podobno jest ręcznie spisany. Jedyny w swoim rodzaju — westchnęła tęsknie Helloise, leniwie obchodząc dookoła studiującą ulotkę Ceolsige. Zaglądała jej przez ramię, przyglądała się tej zamyślonej twarzy. — Może tam leżeć i oryginał. Lecz to chyba nie wróży dobrze?
Cały pomysł i marzenie czarownicy oparte były o kruchą nadzieję, że jakimś cudem wolumin pozostał w Londynie, zakopany w czyjejś prywatnej kolekcji. Marzenie o rękopisie stawało się w jej perspektywie nierealne, gdy upragniona księga leżała tam daleko, za wielką wodą. Całe swoje dorosłe życie kobieta znała tylko ten las. Podróżowała niekiedy z rodziną jako dziecko, lecz żadnego nie miała wkładu w te wyjazdy, pełen bowiem ciężar planowania brał na siebie ojciec. Helloise nie była pewna, czy umiałaby w ogóle wydostać się z Wysp, a co dopiero przeprawić do Stanów, odnaleźć w wielkim mieście jakieś mugolskie muzeum… okraść je? Równie dobrze wiedźma spod Kniei mogłaby się wyprawiać na księżyc tropem Pana Twardowskiego.
— Mugole są ślepi, to prawda — powtórzyła za Burke głucho, nieobecnie. — Nie wiem niczego więcej niż to, co tam napisano. — Wzruszyła bezradnie ramionami. — Dostałam to od kogoś. To tutaj, tam z tyłu — obróciła palcem wskazującym, sugerując Ceolsige obrócenie strony — powiedzieli tu, że to ten mugol był z Londynu i tu żył, potem dopiero wywędrował… tam dalej. Niczego więcej nie mam. A chciałabym. Wiem, że wynajęcie twojej ciekawości kosztuje. — Skrzyżowała ręce za plecami z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Nie miała pojęcia o tym, ile na rynku liczą sobie za podobne usługi. Zmartwienie o pieniądze stawiała mimo to na ostatnim miejscu. Jeśliby przedsięwzięcie okazało się realne… miała pomysł, do kogo mogła zwrócić się o wsparcie jej projektów.
Cały pomysł i marzenie czarownicy oparte były o kruchą nadzieję, że jakimś cudem wolumin pozostał w Londynie, zakopany w czyjejś prywatnej kolekcji. Marzenie o rękopisie stawało się w jej perspektywie nierealne, gdy upragniona księga leżała tam daleko, za wielką wodą. Całe swoje dorosłe życie kobieta znała tylko ten las. Podróżowała niekiedy z rodziną jako dziecko, lecz żadnego nie miała wkładu w te wyjazdy, pełen bowiem ciężar planowania brał na siebie ojciec. Helloise nie była pewna, czy umiałaby w ogóle wydostać się z Wysp, a co dopiero przeprawić do Stanów, odnaleźć w wielkim mieście jakieś mugolskie muzeum… okraść je? Równie dobrze wiedźma spod Kniei mogłaby się wyprawiać na księżyc tropem Pana Twardowskiego.
— Mugole są ślepi, to prawda — powtórzyła za Burke głucho, nieobecnie. — Nie wiem niczego więcej niż to, co tam napisano. — Wzruszyła bezradnie ramionami. — Dostałam to od kogoś. To tutaj, tam z tyłu — obróciła palcem wskazującym, sugerując Ceolsige obrócenie strony — powiedzieli tu, że to ten mugol był z Londynu i tu żył, potem dopiero wywędrował… tam dalej. Niczego więcej nie mam. A chciałabym. Wiem, że wynajęcie twojej ciekawości kosztuje. — Skrzyżowała ręce za plecami z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Nie miała pojęcia o tym, ile na rynku liczą sobie za podobne usługi. Zmartwienie o pieniądze stawiała mimo to na ostatnim miejscu. Jeśliby przedsięwzięcie okazało się realne… miała pomysł, do kogo mogła zwrócić się o wsparcie jej projektów.
dotknij trawy