08.03.2026, 22:51 ✶
Ceolsige podążyła wzrokiem za ruchem wiedźmy. Kiedy weszła za jej plecy, płynie przesunęła spojrzenie ponownie na ulotkę. Tym samym ruchem obróciła głowę w bok łapiąc wzrok Helloise jak zaglądała jej przez ramię. Kącik ust drgnął jej w ekscytacji na potencjalną możliwość pozyskania czegoś z mugolskiego muzeum. Z jej perspektywy wróżyło to dość ekscytujące możliwości.
Leniwie obróciła ulotkę by przyjrzeć się dodatkowym informacjom. Rzeczywiście nie było ich wiele. Powoli uniosła wzrok ponownie na postać rudowłosej kobiety, stojącej przed nią, z nieodgadnionym wyrazem twarzy i rękoma za plecami. Uśmiechnęła się nieco do siebie poprawiając kosmyk włosów i odchylając nieco głowę by dłonią poprawić położenie warkocza.
— Moja ciekawość, droga Helloise, budzi się niezwykle łatwo przy takich perełkach — zaczęła miękko, kojąc niepokój czarownicy głosem gładkim jak jedwab. — To za efekty drążenia tej ciekawości mam odpowiedni cennik, nie za samo zainteresowanie. Jeśli ta księga rzeczywiście wciąż znajduje się w Londynie, namierzenie jej nie powinno wykraczać poza możliwości finansowe tak utalentowanej wiedźmy jak ty. - Widziała kunszt pracy Helloise. Była utalentowaną specjalistą, która z pewnością mogła liczyć na szczodrą zapłatę za wyroby.
- Podejmę temat, chociażby dla własnej ciekawości. Pozwolisz, że zweryfikuję wbrew szanse na to, czy rzeczywiście manuskrypt mógłby być w Londynie zanim przedstawię cenę? Nie zwykłam sprzedawać obietnic bez pokrycia. - Mimo swej treści pytanie brzmiało zupełnie szczerze. Jakby Ceolsige faktycznie brała pod uwagę opinię Helloise w tym temacie, pomimo tego, że manuskrypt zaciekawił ją na tyle, że i tak by się za nim rozejrzała.
— Aby jednak nie dublować wysiłków i nie tracić czasu na pukanie do drzwi, które już zostały otwarte... — zawiesiła głos, jakby od niechcenia, przesuwając palcem po krawędzi broszury. — Mogłabyś zdradzić, od kogo dostałaś te informacje? W moim fachu dyskrecja jest kluczowa, a wiedza o tym, kto sporządził tę ulotkę, pozwoli mi uniknąć niewygodnych pytań pod tym samym adresem. - Nie podejrzewała Helloise o jakieś ryzykowne kontakty, ale nie byłaby sobą gdyby nie zapytała. Zawodowy nawyk.
Leniwie obróciła ulotkę by przyjrzeć się dodatkowym informacjom. Rzeczywiście nie było ich wiele. Powoli uniosła wzrok ponownie na postać rudowłosej kobiety, stojącej przed nią, z nieodgadnionym wyrazem twarzy i rękoma za plecami. Uśmiechnęła się nieco do siebie poprawiając kosmyk włosów i odchylając nieco głowę by dłonią poprawić położenie warkocza.
— Moja ciekawość, droga Helloise, budzi się niezwykle łatwo przy takich perełkach — zaczęła miękko, kojąc niepokój czarownicy głosem gładkim jak jedwab. — To za efekty drążenia tej ciekawości mam odpowiedni cennik, nie za samo zainteresowanie. Jeśli ta księga rzeczywiście wciąż znajduje się w Londynie, namierzenie jej nie powinno wykraczać poza możliwości finansowe tak utalentowanej wiedźmy jak ty. - Widziała kunszt pracy Helloise. Była utalentowaną specjalistą, która z pewnością mogła liczyć na szczodrą zapłatę za wyroby.
- Podejmę temat, chociażby dla własnej ciekawości. Pozwolisz, że zweryfikuję wbrew szanse na to, czy rzeczywiście manuskrypt mógłby być w Londynie zanim przedstawię cenę? Nie zwykłam sprzedawać obietnic bez pokrycia. - Mimo swej treści pytanie brzmiało zupełnie szczerze. Jakby Ceolsige faktycznie brała pod uwagę opinię Helloise w tym temacie, pomimo tego, że manuskrypt zaciekawił ją na tyle, że i tak by się za nim rozejrzała.
— Aby jednak nie dublować wysiłków i nie tracić czasu na pukanie do drzwi, które już zostały otwarte... — zawiesiła głos, jakby od niechcenia, przesuwając palcem po krawędzi broszury. — Mogłabyś zdradzić, od kogo dostałaś te informacje? W moim fachu dyskrecja jest kluczowa, a wiedza o tym, kto sporządził tę ulotkę, pozwoli mi uniknąć niewygodnych pytań pod tym samym adresem. - Nie podejrzewała Helloise o jakieś ryzykowne kontakty, ale nie byłaby sobą gdyby nie zapytała. Zawodowy nawyk.