08.03.2026, 23:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2026, 23:38 przez Helloise Rowle.)
Helloise obserwowała, jak Dægberht odwraca się od okna. Ona nie musiała tam stać. Widziała widma lęgnące się w każdym ruchomym cieniu rzucanym na ścianę przez tańczące w kominku ognie; widziała je w każdym nie dość oświetlonym kącie. Nie trzeba jej było szukać ich i tam w oddali. Ledwo więc mężczyzna zajął miejsce, czarownica nerwowym gestem uderzyła czubem różdżki o blat stołu, a w odpowiedzi na jej czar wszystkie okiennice gwałtownie zamknęły się z trzaskiem, pogrążając wnętrze chaty w mroku rozpraszanym jedynie kilkoma palącymi się tu i ówdzie świecami oraz dużym płomieniem wiecznie żywego paleniska.
— Popatrzyłeś wystarczająco, prawda? — zapytała wymuszenie zdystansowana. — Oboje popatrzyliśmy wystarczająco. Oboje mamy wystarczająco. Nie ma, na co patrzeć. — I Matka jedna wie, czy bardziej próbowała przekonać jego, czy samą siebie.
Czarownica schowała twarz w dłoniach, rozmasowała palcami czoło i skronie, jakby od myślenia o tym, co na zewnątrz, rozbolała ją głowa. Gdy jednak ponownie spojrzała na Flinta, była opanowana.
— To ładnie. Bardzo ładnie. Zdaje się, że Bogini docenia, gdy zwraca się do niej pięknymi słowami, czy nie? — Nie bez powodu śpiewali przecież wszystkie te melodyjne hymny oraz pieśni i recytowali rytmiczne litanie. Owszem, w pierwszej kolejności liczył się zapewne duch i intencja, modlitwa nie musiała być głośna czy nawet werbalna, jednak także i te kompozycje artystycznych wersów musiały być Pani miłe. Dar Flinta był więc bez wątpienia darem wartościowym, ale czy rzeczywiście darem rzemiosła? Helloise nie zastanawiała się nigdy nad granicami tej kategorii. — Choć, wiesz, na Jej miejscu najbardziej cieszyłby mnie dar tego, że wychowujesz swoją słodką małą w wierze i szacunku do Pani — westchnęła rozczulona wizją ojca i córki przygotowujących wspólnie ofiarę.
— Popatrzyłeś wystarczająco, prawda? — zapytała wymuszenie zdystansowana. — Oboje popatrzyliśmy wystarczająco. Oboje mamy wystarczająco. Nie ma, na co patrzeć. — I Matka jedna wie, czy bardziej próbowała przekonać jego, czy samą siebie.
Czarownica schowała twarz w dłoniach, rozmasowała palcami czoło i skronie, jakby od myślenia o tym, co na zewnątrz, rozbolała ją głowa. Gdy jednak ponownie spojrzała na Flinta, była opanowana.
— To ładnie. Bardzo ładnie. Zdaje się, że Bogini docenia, gdy zwraca się do niej pięknymi słowami, czy nie? — Nie bez powodu śpiewali przecież wszystkie te melodyjne hymny oraz pieśni i recytowali rytmiczne litanie. Owszem, w pierwszej kolejności liczył się zapewne duch i intencja, modlitwa nie musiała być głośna czy nawet werbalna, jednak także i te kompozycje artystycznych wersów musiały być Pani miłe. Dar Flinta był więc bez wątpienia darem wartościowym, ale czy rzeczywiście darem rzemiosła? Helloise nie zastanawiała się nigdy nad granicami tej kategorii. — Choć, wiesz, na Jej miejscu najbardziej cieszyłby mnie dar tego, że wychowujesz swoją słodką małą w wierze i szacunku do Pani — westchnęła rozczulona wizją ojca i córki przygotowujących wspólnie ofiarę.
dotknij trawy