09.03.2026, 14:50 ✶
Nie wypadało rzucać kamieniami.
To nie leżało w naturze takich małych dam jak Lorien, żeby rzucać czymkolwiek w kogokolwiek. Od tego miało się Hati’ego Greybacka kolegów skorych do pomocy. Co prawda pannie Crouch zdarzyło się (i to dość niedawno) przysnąć nad książką, ale z pewnością była to o wiele ciekawsza książka niż ci jego ukamienowani wróżbici, którzy sobie na pewno na to zasłużyli, bo wtykali nosy w cudzą przyszłość!
Bo przecież ona dostała na wcześniejszy prezent świąteczny, za całkiem ładne oceny na pierwszy semestr w szkole, wielką księgę o dwóch największych mugolskich wojnach ostatniego wieku. Takich światowych, że walczył cały świat, a nie tylko pojedyncze państwa co było szalenie nudne! Jedna zakończyła się niecałe dziesięć lat temu, co było bardzo bardzo interesujące, bo choć Lorien nieszczególnie interesowała się samymi mugolami - to ich taktyki wojenne i strategie pochłaniała z wypiekami na policzkach.
Nawet przywiozła ją ze sobą, żeby Alexandrowi pokazać taki jeden rozdział co się nazywał “Atak umarłych”, ale wcale nie chodziło o to, że mugole odkryli jak tworzyć ghoule (a szkoda, chociaż tata mówił, że wtedy byłby straszny problem), tylko była tam cała opowieść o bitwie z 6. sierpnia 1915 roku, gdzie broniono twierdzy Osowiec (tata obiecał, że jak będą mieli jakieś sprawy do załatwienia za żelazną kurtyną to ją tam zabierze i pokaże dokładnie twierdzę!). I tam wojska Cesarstwa Niemieckiego, których było ponad 2000 mugoli, wypuściły trujący gaz (co jak rozumiała był jakimś ichniejszym rodzajem alchemii), który miał zabić wszyscy. Ale był tam wielki, rosyjski, dowódca, który powiedział do tych co przeżyli, a miał ich chyba 60 żołnierzy, “Nie! Nie damy się” czy jakoś tak, ale dużo dumniej. I on się nazywał Władimir Kotlinski i poprowadził kontratak tej zagazowanej piechoty. I Niemcy byli tak przerażeni i zaskoczeni, że zaczęli się cofać i wpadać na własne bagnety i we własne zasieki. Nawet miała w książce dokładnie rozrysowane pozycje poszczególnych oddziałów piechoty, co by mogli się później pobawić magami Alexandra w bitwę o twierdzę Osowiec. I nawet jeśli nie będzie chciał być Rudolfem von Freudenberg (który przegrał jak ostatni frajer), to mogła się zgodzić, żeby był Kotlinskim. A ona byłaby zamkniętą w twierdzy damą, którą należało bronić przed złymi mugolami.
Na szczęście książka leżała ukryta pod jej sukienkami w kufrze, co by pani prababka Philomena nie zauważyła. Starsza pani prababka nigdy nie lubiła mugolskiej historii, a przynajmniej tak się Lorien wydawało. Więc lepiej było książkę schować, niż dać ją skonfiskować.
Ale Alexander spał, więc nie szło się nawet pobawić. Ani w wojnę, ani nawet na śniegu. Śpię.
- Nie śpij!- Potrząsnęła nim, wkładając w to całą siłę jaką miała. Choć było jej niewiele. Ale gdy tylko próbowała ściągnąć z niego kołdrę, Alexander poderwał się do siadu, a ona… poleciała do tyłu. Miękka puchowa kołdra przykryła ją w całości i przez chwilę na łóżku zamiast panny Crouch leżał nieduży kokon. W końcu zdołała się wygrzebać spod warstw materiału.
- Ha! Ale spadł dzisiaj!- Oświadczyła, machając palcem w stronę okna i pokrytych białym puchem parapetów.- Wuj powiedział, że możemy wziąć Kopernika na spacer. I to PRZED ŚNIADANIEM! Tylko nie możemy iść daleko.
Odgarnęła z twarzy wszystkie naelektryzowane loki, które przesłaniały jej widok na świat i Alexandra. Na tego zresztą patrzyła bardzo wyczekująco, gdy wreszcie zeszła z jego łóżka. No ileż można czekać!