Lyssa zmarszczyła nos w jakimś średnio zadowolonym wyrazie, bo Szeptucha wcale nie brzmiała jakoś super przekonująco. Kolejna wariatka, a przynajmniej na taką mogła brzmieć. Skoro wiedziała o ludziach rzeczy których nie powinna, to Dolohóvna tym bardziej nie miała zamiaru się kiedykolwiek na nią natknąć. Aczkolwiek pozostawało pytanie czy Szeptucha nie miała zamiaru natknąć się na nią, bo biorąc pod uwagę to co mówiła Victoria, to mogło się tak zdarzyć.
- Masz bardzo mądrą babkę - odpowiedziała, odpowiadając równie lekkim uśmiechem. Mężczyźni byli... głupi. Była w tym twierdzeniu jakaś nastoletnia buta, kogoś kto mężczyzn kojarzył głównie ze szkolnych korytarzy. No dobrze, nie mężczyzn, chłopców. Ale do niedawna to właśnie wokół nich kręciła się przede wszystkim uwaga Lyssy. Nie przeszkadzało jej to jednak w tym, by podobne zarzuty wycelować w i starszych przedstawicieli tej płci, skazując na potępienie połowę ludzkiej rasy. Może dlatego tak bardzo drażniło ją w pewien sposób, kiedy ktoś się jej podobał - zaraz po słodyczy zauroczenia przychodziła gorycz uświadomienia sobie, że wcale nie było czym się zauroczyć.
- Pracujesz w BUMie? - zapytała grzecznie, przenosząc spojrzenie na Brennę. Nie miała za dużo styczności z przedstawicielami angielskiego prawa. Chociaż w sumie... Victoria, Aidan, no i ten nieszczęsny Moody na Beltane. Lista robiła się powoli coraz dłuższa i dłuższa. Pytanie czy to dobrze czy źle. - Nie wiem - odpowiedziała na propozycję Longbottom całkiem szczerze. - Wszyscy do tej pory wydawali się... - zbyt angielscy. - Zawodem.
Na wzmiankę Victorii o Primrose, pokiwała głową. Trochę niepewnie z początku, wyraźnie się zastanawiając, ale wreszcie ulegając pokusie. Posiadanie kogoś z kim mogła porozmawiać po francusku i do tego dziewczyny, zawsze wydawało się miłą opcją.
- Tak, jedzeniu psów. Bo ta buda gdzie mnie zabrał miała obrazek takiego wielkiego psa w bułce... - urwała z boleściwą miną, pozwalając by cisza odpowiednio wybrzmiała, a kobiety dopowiedziały sobie same jak się tak rozmowa potoczyła.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.