11.03.2026, 12:59 ✶
Pokręciła głową z dezaprobatą. Wiedziała, że nadchodziła jesień, ale w końcu był to ostatni dzwonek na zrobienie ogniska, upieczenia kiełbasek i napicia się piwa pośród śpiewu ptaków i szumu drzew. Wstawiłby się trochę, wyluzował, opierdolił pęto jak na Borgina przystało, i może poszedł popływać łódką. Mugole tak robili i wydawali się być szczęśliwsi.
- Nudny jesteś, Borgin - skwitowała w końcu ze wzruszeniem ramion. Nudziarz okropny był z niego, jebany domator, który nie sięgał palcami po przygody, które były na wyciągnięcie ręki. Ale w sumie mówił jej, że ktoś go szukał, że nie mógł opuszczać Ścieżek... A na Ścieżkach nie paliło się ognisk, szczególnie teraz, po 8 września.
Charlotte usiadła na fotelu, uspokoiwszy się już. Nie miała pojęcia o fetyszu Staszka, ale to i może lepiej, bo jeszcze gotowa byłaby go wykorzystać. Całe szczęście, że nie była ślizgonką, bo pewnie ośliniłby się jak wspomniany wcześniej pies na wspomniane również pęto kiełbachy. Skupiła się jednak na tym, co mówił Borgin. Może... Może faktycznie miał rację? wypiła potężny łyk alkoholu, gardło przyjemnie zapiekło, a oczy się zaszkliły. Odkaszlnęła raz i drugi.
- Kwiatki by mogli przysłać, to bym przymknęła oko na ich durny czyn. Patałachy - wiara w to, że to wszystko miało sens w tym chaosie lub w pomyłki było czymś, co pozwalało dziewczynie wierzyć, że świat miał jako taki porządek. Kiwała więc głową na te mądre słowa Stanleya, w milczeniu (o dziwo). Milczenie jednak nie trwało długo, wszak to była Charlotte Mulciber. Ona nie potrafiła się zamknąć na długo. - A myślałeś, że takie gały mam, bo wpadłam do kociołka z magicznym srebrnym napojem?
Prychnęła z rozbawieniem na samą wizję. W sumie dużo by dała, gdyby to był faktycznie jakiś napój, na przykład taki który zwiększyłby jej siłę na co dzień. Pewnie byłoby fajnie tak bić ludzi gołymi dłońmi, zamiast chować się za różdżką.
- Żyję z tym świństwem od urodzenia, wiem że na nic nie mogę liczyć. Dlatego nic nie zakładam, najwyżej się pozytywnie rozczaruję - po raz kolejny wzruszyła ramionami. [b]- Ale dzięki za chęci. Mimo wszystko.[b]
Mimo wszystko to ona była damą, chociaż usilnie starała się zachowywać inaczej, bo na Nokturnie dam nie szanowali. Ale podziękować musiała.
- Nudny jesteś, Borgin - skwitowała w końcu ze wzruszeniem ramion. Nudziarz okropny był z niego, jebany domator, który nie sięgał palcami po przygody, które były na wyciągnięcie ręki. Ale w sumie mówił jej, że ktoś go szukał, że nie mógł opuszczać Ścieżek... A na Ścieżkach nie paliło się ognisk, szczególnie teraz, po 8 września.
Charlotte usiadła na fotelu, uspokoiwszy się już. Nie miała pojęcia o fetyszu Staszka, ale to i może lepiej, bo jeszcze gotowa byłaby go wykorzystać. Całe szczęście, że nie była ślizgonką, bo pewnie ośliniłby się jak wspomniany wcześniej pies na wspomniane również pęto kiełbachy. Skupiła się jednak na tym, co mówił Borgin. Może... Może faktycznie miał rację? wypiła potężny łyk alkoholu, gardło przyjemnie zapiekło, a oczy się zaszkliły. Odkaszlnęła raz i drugi.
- Kwiatki by mogli przysłać, to bym przymknęła oko na ich durny czyn. Patałachy - wiara w to, że to wszystko miało sens w tym chaosie lub w pomyłki było czymś, co pozwalało dziewczynie wierzyć, że świat miał jako taki porządek. Kiwała więc głową na te mądre słowa Stanleya, w milczeniu (o dziwo). Milczenie jednak nie trwało długo, wszak to była Charlotte Mulciber. Ona nie potrafiła się zamknąć na długo. - A myślałeś, że takie gały mam, bo wpadłam do kociołka z magicznym srebrnym napojem?
Prychnęła z rozbawieniem na samą wizję. W sumie dużo by dała, gdyby to był faktycznie jakiś napój, na przykład taki który zwiększyłby jej siłę na co dzień. Pewnie byłoby fajnie tak bić ludzi gołymi dłońmi, zamiast chować się za różdżką.
- Żyję z tym świństwem od urodzenia, wiem że na nic nie mogę liczyć. Dlatego nic nie zakładam, najwyżej się pozytywnie rozczaruję - po raz kolejny wzruszyła ramionami. [b]- Ale dzięki za chęci. Mimo wszystko.[b]
Mimo wszystko to ona była damą, chociaż usilnie starała się zachowywać inaczej, bo na Nokturnie dam nie szanowali. Ale podziękować musiała.