Wizja Voldemorta w sukni balowej była... ciekawa. Lyssa jednak pośpiesznie odsunęła ją od siebie, bo bardzo nie chciała o tej osobie myśleć; wyrządził aktualnie wystarczająco dużo szkód i nie zamierzała na ładnym balu poświecać mu wiele uwagi. Uśmiechnęła się zato do Brenny, kiedy Victoria uświadomiła sobie, że faktycznie się nie znały.
- Miło mi poznać - w głosie Lyssy była jakaś grzeczna neutralność, która w jej wydaniu była czymś o wiele milszym niż wymowna słodycz, po którą zdawała się całkiem chętnie momentami sięgać. Postać Brenny na ten moment ani jej nie ziębiła, ani nie grzała, ale dość szybko odnalazła w głowie wspomnienie artykułu Philomeny. Brenna wydawała się całkiem miła, pomijając fakt że aspirowała do statusu zdrajcy krwi.
- Przemyślę to - odpowiedziała już nieco bardziej grzecznie, bo na pewno nie zamierzała się nad tym rozwodzić w łazience i podczas balu maskowego. - Tak, była mugolska. I spokojnie, wiem czym jest hot dog - sama nawet tłumaczyła Aidanowi skąd wzięła się w ogóle sama nazwa i dlaczego pies na szyldzie był w bułce, a nie było tam parówki. - Ale nie jestem pewna czy on to wie... - uśmiechnęła się do Victorii sztywno, bo no cóż, to była jedna wielka tragedia. Może oprócz edukacji w kwestiach randkowania, Lestrange powinna go też poduczyć z wiedzy o świecie. - W każdym razie... dziękuję że mogłam się wygadać. To było... cóż, to było przeżycie. Tak, inaczej tego nie można nazwać - Lyssa założyła na nowo swoją maskę. - Ale chyba już wrócę na salę. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić. Do zobaczenia - posłała kobietom jeszcze delikatny, przyjemny uśmiech i wyszła z łazienki.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.