Lyssa spodziewała się oporu. Oczekiwała tarcia, które wystrzeliłoby jej niezadowolenie niemalże na orbitę, gdzie osiągnęłoby niesamowite wręcz rozmiary. Wściekłość, o to było coś, co niezmiernie chciała w tym momencie poczuć. Taka prawdziwa, paląca. Taką którą można nakręcić na drugiej osobie i ciężko było utrzymać samemu. Potrzebowała ofiary, znaczy partnera, a Peregrinus niestety zawsze był pod ręką. Teraz też.
Ale zamiast jakiegoś mantyczenia, żeby dała spokój, on wczuł się w temat. Dolohov zawahała się wyraźnie, na moment ściągając brwi w konsternacji i patrząc na Trelawneya jakby ten urwał się z innego świata. Ale jej zawieszenie trwało tylko krótki ułamek chwili, bo jeśli wróż sądził że jego przygotowania miały sprawić że Lyssa stanie się... mniej przepełniona pasją, to się zwyczajnie przeliczył.
Wzięła głęboki wdech i dopadła do niego w paru krokach, łapiąc go za sweterek na ramionach.
- Tak! Tak, tak, tak! Dokładnie tak! - głos wciąż był ostry i głośny, ale gdzieś była w tym autentyczna rozpacz i... ulga? Oh, czyżby wreszcie znalazła kogoś, kto był gotowy ją zrozumieć? Czy nagle świat stał się prostszy? Czy nagle Peregrinus poszedł po rozum do głowy i postanowił się nie stawiać? Przecież oboje wiedzieli że coś takiego nie miało najmniejszego sensu, bo ona była okropnie uparta. Darowała sobie tylko wzmiankę, że zmaścić to się można było w spodnie, bo chyba chodziło o różnicę kulturową. Ale skoro już o tym była mowa... - NIE WYOBRAŻASZ SOBIE co on takiego powiedział. Peregrinusie, ja byłam tam tak okropnie nieszczęśliwa, że miałam się ochotę zadławić tą obrzydliwą bułką, przysięgam. BUŁKĄ!!! On mnie zabrał na bułkę z parówą w jakiejś obrzydliwej budzie w mugolskiej dzielnicy, rozumiesz to?! Zamiast do jakiegoś porządnego lokalu na Horyzontalnej albo Pokątnej, albo.... - nabrała głęboko powietrza, bo w sumie jej się skończyło, i potrząsnęła mężczyzną, mocniej zaciskając na nim palce. - POWIEDZ MI!! Powiedz mi jak myślisz o czym można rozmawiać z taką dziewczyną jak ja. NO POWIEDZ. Z G A D N I J!!!!
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.