12.03.2026, 12:24 ✶
Wiedział, że praca Hestii, szczególnie w ostatnim czasie, musiała być wykańczająca. Nie dało się być zwykłym krawężnikiem w czymś, co można było nawet podciągnąć pod stan wyjątkowy. Cały Londyn wciąż czuł na karku oddech Śmierciożerców. Nawet mugole wydawali się permanentnie zaniepokojeni.
Tym bardziej cieszył się, że zaprosił ją na to wyjście. Zasługiwała na chwilę odpoczynku. Na to, by przez chwilę nie być brygadzistką, lecz zwyczajną, wesołą dziewczyną ubraną w kolorowe ciuchy i śmiejącą się z komedii w kinie. Henry po Dunwich sam czuł ten niepokój i potrzebę zrobienia sobie przerwy. Pogadania z przyjaciółmi, wyjścia gdzieś. Bycia normalnym dwudziestolatkiem.
Kiedy więc usiadł i patrzył raz to na paprykę, a raz na zmieszaną minę Hestii, zdołał zachować powagę tylko przez chwilę. Potem parsknął śmiechem. Ostatnio rzadko mu się to zdarzało. Tym bardziej, że ona sama mówiła o czymś tak absurdalnym jak odpowiednio erotyczne uchwycenie fałd papryki. Nie potrafił tego wszystkiego brać poważnie.
– Fałdy papryki... Matko droga – wydusił przez śmiech. – Wiesz, myślę, że takie przedstawienia jedzenia mają swoją przyszłość. Kiedyś może ktoś stworzy o tym film? A bohaterowie będą posyłać sobie gorące spojrzenia przy krojeniu papryki albo ugniataniu ciasta. Ale tak na poważnie, te zdjęcia są rzeczywiście świetne – przyznał. Następnie wyciagnął z torebki kolejny element prezentu.
Była to kartka i to nie byle jaka. Henry wiedział, że Hestia rysowała, jednak już dawno nie widział jej rysunków. Widział tym, jak doskonaliła swoją technikę i jak dobrze jej to wychodziło. A teraz dostał jeden z jej rysunków.
– To komiksowy styl, prawda? Czasem przechodzę obok sklepu z komiksami i oglądam okładki na wystawie. Ale to jest takie... oryginalne. Ładniejsze niż tamte. Dziękuję. – Położył rękę na sercu i skłonił lekko głowę.
Tym bardziej cieszył się, że zaprosił ją na to wyjście. Zasługiwała na chwilę odpoczynku. Na to, by przez chwilę nie być brygadzistką, lecz zwyczajną, wesołą dziewczyną ubraną w kolorowe ciuchy i śmiejącą się z komedii w kinie. Henry po Dunwich sam czuł ten niepokój i potrzebę zrobienia sobie przerwy. Pogadania z przyjaciółmi, wyjścia gdzieś. Bycia normalnym dwudziestolatkiem.
Kiedy więc usiadł i patrzył raz to na paprykę, a raz na zmieszaną minę Hestii, zdołał zachować powagę tylko przez chwilę. Potem parsknął śmiechem. Ostatnio rzadko mu się to zdarzało. Tym bardziej, że ona sama mówiła o czymś tak absurdalnym jak odpowiednio erotyczne uchwycenie fałd papryki. Nie potrafił tego wszystkiego brać poważnie.
– Fałdy papryki... Matko droga – wydusił przez śmiech. – Wiesz, myślę, że takie przedstawienia jedzenia mają swoją przyszłość. Kiedyś może ktoś stworzy o tym film? A bohaterowie będą posyłać sobie gorące spojrzenia przy krojeniu papryki albo ugniataniu ciasta. Ale tak na poważnie, te zdjęcia są rzeczywiście świetne – przyznał. Następnie wyciagnął z torebki kolejny element prezentu.
Była to kartka i to nie byle jaka. Henry wiedział, że Hestia rysowała, jednak już dawno nie widział jej rysunków. Widział tym, jak doskonaliła swoją technikę i jak dobrze jej to wychodziło. A teraz dostał jeden z jej rysunków.
– To komiksowy styl, prawda? Czasem przechodzę obok sklepu z komiksami i oglądam okładki na wystawie. Ale to jest takie... oryginalne. Ładniejsze niż tamte. Dziękuję. – Położył rękę na sercu i skłonił lekko głowę.