13.03.2026, 22:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2026, 14:47 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal uśmiechnął się ze współczuciem do Heleny. On również nieco inaczej wyobrażał sobie ten wyjazd. Gdyby termy były czynne, właśnie pławiłby się w masażach, kąpielach, saunach i ogólnym relaksie.
Wobec jednak (tragicznego!) obrócenia wniwecz jego planów, postanowił odpoczywać nieco bardziej aktywnie i z radością powitał propozycję spaceru do ruin.
Uśmiechnął się mimo woli, słysząc ojczysty język zakropiony mieszanką akcentów i pogardliwy epitet Heleny.
Cholerni jankesi, rozbrzmiał w jego myślach głos Jessiego, jego osobistego Jankesa - renegata. Amerykanie byli głośni, nie szanowali ani lokalnych zasad, ani przestrzeni osobistej (byli tacy, którzy powiedzieliby, że pod tym względem Hannibal wcale nie był od nich lepszy).
Ach, no i trzeba też było im oddać, że potrafili się bawić. Reakcja Heleny nie zachęcała jednak do dzielenia się z nią tym poglądem. Krótko zastanowił się, czy pokaz filetowania lokalnego druzgotka miałby być w wykonaniu mugoli z Ameryki, czy pracowników kurortu, ale tego pytania również wolał nie zadawać.
Włosko-amerykańska grupa wpisywała się doskonale w stereotypy i zdecydowanie nie starała się być cicho. Czarodzieje doskonale słyszeli każde słowo.
Wywoływanie duchów?
Taaak, Amerykanie potrafili się bawić, Czasami aż za dobrze.
- Czy oni nie powinni… no nie wiem, nie zauważać tych ruin albo coś? - szepnął cicho, kierując pytanie głównie do Peregrinusa.
Może nie - jeżeli wierzyć rewelacjom dwóch czarownic, z którymi rozmawiał w kurorcie, amerykańscy intruzi nie byli pierwszymi mugolami, na których zaklęcia ochronne nie zrobiły większego wrażenia.
Napotkał wzrok jasnowidza i przyjął jego niewypowiedzianą prośbę skinieniem głowy. Uśmiechnął się psotnie.
- Spróbuję skłonić ich do odejścia.
Zmierzwił palcami włosy i ruszył w stronę wciąż skrytej za załomem muru grupy. Po drodze rozpiął dwa górne guziki swojej lnianej koszuli (jak to len, wygniecionej, szczęśliwie i adekwatnie do jego celów) i wywlókł ją niedbale ze spodni.
Ukazał się mugolom próbując wygładzić koszulę, celowo na tyle nieskutecznie, że wyglądał jeszcze bardziej niechlujnie. Westchnął pokazowo i podniósł wzrok na nieznajomych.
- Ach, hmm, dobry wieczór - powiedział, udając rozkojarzenie i próbując ocenić, która z kobiet jest drugą Amerykanką - Wybaczcie, ale usłyszałem głosy. Nie spodziewaliśmy się tu towarzystwa - upchnął koszulę jako tako w spodnie i podszedł tak, żeby zająć miejsce między domniemaną parą Amerykanów. Objął ich lekko ramionami - Słuchajcie, jest taka sytuacja, przyszedłem z dziewczyną na romantyczny spacer. Jakbyście mogli... - posłał znaczące spojrzenie mężczyźnie - Hmmm, na długo tu jesteście? Dajcie nam jeden wieczór, obiecuję, że jutro nas tu nie będzie, będziecie sobie mogli do woli wywoływać duchy - kontynuował trochę przyciszonym głosem, z naciskiem kogoś, kto chciałby jak najszybciej wrócić do przerwanych zajęć. Dyskretnie skierował ich w przeciwnym kierunku.
- Chociaż koleżanka ma rację, plaża jest zdecydowanie lepszym miejscem na śpiewanie przy winku. Kiedy morze jest spokojne, głos się dobrze niesie - zawyrokował z absolutną pewnością siebie.
//Zdaje mi się, że używam Przewagi: Występy.
Wobec jednak (tragicznego!) obrócenia wniwecz jego planów, postanowił odpoczywać nieco bardziej aktywnie i z radością powitał propozycję spaceru do ruin.
Uśmiechnął się mimo woli, słysząc ojczysty język zakropiony mieszanką akcentów i pogardliwy epitet Heleny.
Cholerni jankesi, rozbrzmiał w jego myślach głos Jessiego, jego osobistego Jankesa - renegata. Amerykanie byli głośni, nie szanowali ani lokalnych zasad, ani przestrzeni osobistej (byli tacy, którzy powiedzieliby, że pod tym względem Hannibal wcale nie był od nich lepszy).
Ach, no i trzeba też było im oddać, że potrafili się bawić. Reakcja Heleny nie zachęcała jednak do dzielenia się z nią tym poglądem. Krótko zastanowił się, czy pokaz filetowania lokalnego druzgotka miałby być w wykonaniu mugoli z Ameryki, czy pracowników kurortu, ale tego pytania również wolał nie zadawać.
Włosko-amerykańska grupa wpisywała się doskonale w stereotypy i zdecydowanie nie starała się być cicho. Czarodzieje doskonale słyszeli każde słowo.
Wywoływanie duchów?
Taaak, Amerykanie potrafili się bawić, Czasami aż za dobrze.
- Czy oni nie powinni… no nie wiem, nie zauważać tych ruin albo coś? - szepnął cicho, kierując pytanie głównie do Peregrinusa.
Może nie - jeżeli wierzyć rewelacjom dwóch czarownic, z którymi rozmawiał w kurorcie, amerykańscy intruzi nie byli pierwszymi mugolami, na których zaklęcia ochronne nie zrobiły większego wrażenia.
Napotkał wzrok jasnowidza i przyjął jego niewypowiedzianą prośbę skinieniem głowy. Uśmiechnął się psotnie.
- Spróbuję skłonić ich do odejścia.
Zmierzwił palcami włosy i ruszył w stronę wciąż skrytej za załomem muru grupy. Po drodze rozpiął dwa górne guziki swojej lnianej koszuli (jak to len, wygniecionej, szczęśliwie i adekwatnie do jego celów) i wywlókł ją niedbale ze spodni.
Ukazał się mugolom próbując wygładzić koszulę, celowo na tyle nieskutecznie, że wyglądał jeszcze bardziej niechlujnie. Westchnął pokazowo i podniósł wzrok na nieznajomych.
- Ach, hmm, dobry wieczór - powiedział, udając rozkojarzenie i próbując ocenić, która z kobiet jest drugą Amerykanką - Wybaczcie, ale usłyszałem głosy. Nie spodziewaliśmy się tu towarzystwa - upchnął koszulę jako tako w spodnie i podszedł tak, żeby zająć miejsce między domniemaną parą Amerykanów. Objął ich lekko ramionami - Słuchajcie, jest taka sytuacja, przyszedłem z dziewczyną na romantyczny spacer. Jakbyście mogli... - posłał znaczące spojrzenie mężczyźnie - Hmmm, na długo tu jesteście? Dajcie nam jeden wieczór, obiecuję, że jutro nas tu nie będzie, będziecie sobie mogli do woli wywoływać duchy - kontynuował trochę przyciszonym głosem, z naciskiem kogoś, kto chciałby jak najszybciej wrócić do przerwanych zajęć. Dyskretnie skierował ich w przeciwnym kierunku.
- Chociaż koleżanka ma rację, plaża jest zdecydowanie lepszym miejscem na śpiewanie przy winku. Kiedy morze jest spokojne, głos się dobrze niesie - zawyrokował z absolutną pewnością siebie.
Charyzma - wciskam kit (chociaż właściwie to mówię samą prawdę, choć nie całą!)
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!
//Zdaje mi się, że używam Przewagi: Występy.