• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things

[07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#8
14.03.2026, 01:36  ✶  

Jej słowa ciągnęły się dalej, a Louvain po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł coś, co nie było czystą złością ani pogardą. Było to zmęczenie. Uciążliwość tej rozmowy zaczynała mu ciążyć jak zbyt ciasny kołnierz pod szyją. W pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie, przez jego głowę przemknęła myśl tak prosta, że aż absurdalna: mógłby to zakończyć. Po prostu machnąć ręką, pozwolić jej mówić, ustąpić o krok i dać tej scenie umrzeć śmiercią naturalną. Mógłby. Ale sama wizja takiej kapitulacji pozostawiła w jego ustach gorzki posmak. Ustąpić kobiecie. I to nie byle jakiej kobiecie, lecz tej, która, jeśli świat działał tak, jak powinien, miała być jego przyszłą żoną, a więc kimś zobowiązanym do lojalności i posłuszeństwa, nie do podnoszenia głosu i rzucania w niego wazonami w jego własnym domu. Gorycz wypełniła mu pierś szybciej, niż zdążył się przed nią obronić. Nie było ceny, która uczyniłaby taką kapitulację wartą zapłacenia. Już nawet nie chodziło o to, jak go nazywała, ani o te wszystkie moralne kazania o odpowiedzialności i dojrzałości. Szczególnie niedorzeczne, skoro ich rozmowę rozpoczęła, ciskając w jego stronę porcelaną. Nie. Chodziło o coś prostszego. O dumę. Był nią napakowany jak armatnia lufa prochem i nie miał najmniejszego zamiaru pozwolić, by rozbita, roztrzęsiona kobieta odebrała mu grunt pod nogami. Bo była krucha. Tak krucha, że aż trudno było mu uwierzyć, że wciąż stoi i próbuje prowadzić z nim tę rozmowę jak równy z równym.

Alkohol, który miał uśpić jego nerwy, zaczął działać odwrotnie. Rozgrzewał go od środka, wyostrzał myśli, sprawiał, że ruchy stawały się powolniejsze, ale cięższe. Nóżka kieliszka w jego dłoni układała się coraz wygodniej w palcach. Zauważył to z pewnym opóźnieniem  szczególnie w chwili, gdy Desideria stała odwrócona tyłem głowy do niego. Na krótką sekundę obraz był niemal zbyt wyraźny. Jedno gwałtowniejsze poruszenie ręki. Krótki, satysfakcjonujący trzask. Cisza po wszystkim. Myśl była kusząca, niepokojąco realna, tak prosta w swojej brutalności, że przez moment aż rozgrzała mu krew. W tej wyobrażonej ciszy byłby spokój. Koniec tej farsy. Koniec jej tonu, jej oskarżeń, jej spojrzeń. Ale Louvain nie był głupcem. Ten jeden moment satysfakcji mógłby kosztować go znacznie więcej, niż był gotów zapłacić. Odepchnął tę myśl tak, jak wcześniej odsuwa się od stołu przegraną kartę. Niech każde jego zdanie wbija się w nią trochę głębiej. Niech każde słowo będzie cięższe od poprzedniego. Niech ten wieczór zapamięta tak dobrze, że następnym razem dwa razy pomyśli, zanim podniesie na niego głos. A jeśli przy okazji wróci do swoich komnat z twarzą mokrą od łez, tym lepiej. Być może właśnie tak wyglądała nauka. Zamiast tego jego głos zabrzmiał chłodno i z wyraźną nutą oburzenia. - Jeśli naprawdę sądziłaś, że będę tutaj siedział i wypisywał do ciebie utęsknione listy jak jakiś desperat… - prychnął cicho - …to najwyraźniej myślisz o sobie w zdecydowanie zbyt wielkim formacie. Upił łyk wina, jakby rozmowa była tylko kolejną drobną niedogodnością wieczoru. - Może twoje “mokre” sztuczki robią wrażenie na włoskich amantach, KOCHANIE - zaakcentował sarkastycznie. - Ale jeśli chcesz utrzymać mnie przy sobie, będziesz musiała włożyć w to trochę więcej wysiłku. Mówił to z taką obojętnością, jakby był to zwyczajny fakt, nie obelga. Potem znowu napił się wina. Prawdę mówiąc, coraz bardziej ciążyła mu sama konieczność uczestniczenia w tej rozmowie. Gdyby miał wybór, najchętniej po prostu odciąłby się od wszystkiego. Wypił jeszcze kilka kieliszków, pozwolił światu rozmyć się w alkoholu i zasnął gdzieś na kanapie do rana. To byłoby łatwiejsze niż powstrzymywanie impulsów, które w nim narastały.

Jej kolejne słowo jednak zatrzymało go w pół ruchu. Kurewki. Louvain zaśmiał się nagle, krótko i ironicznie, prawie z rozbawieniem. Ten śmiech nie był jednak pusty. Pod nim kryła się ta sama, ciemna satysfakcja, która od kilku minut sączyła się w nim jak trucizna. - Naprawdę, Desiderio - powiedział z udawaną łagodnością - nie powinnaś tak okropnie wyrażać się o swoich przyjaciółkach. Pozwolił, by zdanie zawisło w powietrzu odrobinę za długo. Obserwował ją przy tym uważnie, niemal z ciekawością. W takich momentach najłatwiej było zobaczyć, gdzie przebiegają pęknięcia. A Louvain lubił wiedzieć, gdzie nacisnąć.  Okrucieństwo. Nie gwałtowne, nie impulsywne, lecz powolne i świadome. Czuł w nim dziwną, gorzką ekscytację. Jakby każde jej słowo było zaproszeniem do odwetu. Każdy przytyk, każda obelga, każdy rzucony w jego stronę zarzut domagał się wyrównania rachunku. I to nie równego. Silniejszego. Głębszego. Takiego, który zostawia ślad. Bo skoro ona wybrała tę drogę, pomyślał, to niech poczuje jej koniec. - Zastanawiałaś się może - ciągnął niemal mimochodem - z kim Astoria spędziła część wieczoru na tym uroczym balkonie od strony ogrodu? Uniósł brew, obserwując jej reakcję. - Komu przyniosła drinka? W czyje usta wpatrywała się z taką uwagą? Czuł, jak w jego wnętrzu pojawia się kolejna fala tej dziwnej, okrutnej satysfakcji. To było jak gra w szachy, w której nie chodziło już o zwycięstwo, ale o to, jak długo można przeciągać moment upadku przeciwnika. Chodziło o to by wykrwawić ją tak bardzo jak tylko było to możliwe. - Ale rozumiem, że wolisz wierzyć gazetom niż własnym oczom. Lekki uśmiech przeciął jego twarz.




i got ninety-nine problems but a bitch Mulciber ain't one
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desideria Zabini (2617), Louvain Lestrange (3051)




Wiadomości w tym wątku
[07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 14.01.2026, 03:27
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 14.01.2026, 18:24
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 19.01.2026, 03:56
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 23.01.2026, 12:50
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 24.01.2026, 04:49
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 23.02.2026, 00:00
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 11.03.2026, 05:05
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Louvain Lestrange - 14.03.2026, 01:36
RE: [07.10.72 | Maida Vale] Time, devourer of all things - przez Desideria Zabini - 19.03.2026, 06:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa