14.03.2026, 14:28 ✶
Basilius uśmiechnął się.
– W takim razie naprawdę się cieszę. Jestem pewny, że czasem uda się pani pozbyć tego paskudnego kaszlu na zawsze. – Natomiast na wzmiankę o Lyssie musiał się powstrzymać, ale nie parsknąć cicho. – To dobrze, że obie czujecie się lepiej. Pani Lyssa rzeczywiście wydawała się dość kiepsko znosić... Zaniepokojenie tymi nieszczęsnymi wydarzeniami.
W sumie cieszył się, że mógł wyjść z domu i wziąć udział w balu, chociaż był pewny, że zapewne później odczuje skutki zmęczenia taką imprezą towarzyską i już miał podzielić się tą myślą ze swoją towarzyszką i również wspomnieć o arii, kiedy... On też to usłyszał. Rozejrzał się zaskoczony, jakby podejrzewał, że to jedna z róż wydawała z siebie ten dziwny odgłos.
– Tak. Jakby brzęczenie? – Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy może jednak nie powinni byli tutaj przychodzić. A może dźwięk nie dochodził z krzaków? Może jednak chodziło o... Ziemię? Ktoś coś tutaj zakopał?
To Lana naprowadziła ich na odpowiednie miejsce. Basilius przykucnął obok niej przez chwilę po prostu przyglądając się pulsujacemu światełku.
– To chyba nie jest jedna z zaplanowanych atrakcji – mruknął pod nosem i przez chwilę debatował z samym sobą, czy powinien spróbować rozgrzebać glebę, czy też zostawić to w spokoju. Wygrała jednak ciekawość. Basilius podwinął nieco rękawy swojej szaty i najwyraźniej zaczął bawić się małego ogrodnika, licząc tylko że nie zbłaźni się przy tym przy swojej towarzyszce.
A jednak na coś natrafił. Flakonik z wyrytą różą na zakrętce. Spojrzał pytająco w stronę Lany, pokazując jej przedmiot.
— A może to jednak jest jakaś atrakcją dla gości? – spytał nie do końca wiedząc jakie mogłoby być inne wytłumaczenie. Pewny więc swojego, spróbował otworzyć flakonik i syknął, kiedy przedmiot nagle stało się gorący, a następnie rozpłynął mu się dłoniach. – Albo i nie – mruknął i jakby już nie dał się poznać z tej dziwniejszej strony grzebiąc przy Lanie w ziemi, przyjrzał się lepiej bezbarwnej cieczy na jego dłoniach, próbując również wyczuć nosem czy nie rozpoznaje jakiś składników.
Rzut na wiedze o przyrodzie, próba rozpoznania płynu z flakonik po zapachu
– W takim razie naprawdę się cieszę. Jestem pewny, że czasem uda się pani pozbyć tego paskudnego kaszlu na zawsze. – Natomiast na wzmiankę o Lyssie musiał się powstrzymać, ale nie parsknąć cicho. – To dobrze, że obie czujecie się lepiej. Pani Lyssa rzeczywiście wydawała się dość kiepsko znosić... Zaniepokojenie tymi nieszczęsnymi wydarzeniami.
W sumie cieszył się, że mógł wyjść z domu i wziąć udział w balu, chociaż był pewny, że zapewne później odczuje skutki zmęczenia taką imprezą towarzyską i już miał podzielić się tą myślą ze swoją towarzyszką i również wspomnieć o arii, kiedy... On też to usłyszał. Rozejrzał się zaskoczony, jakby podejrzewał, że to jedna z róż wydawała z siebie ten dziwny odgłos.
– Tak. Jakby brzęczenie? – Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy może jednak nie powinni byli tutaj przychodzić. A może dźwięk nie dochodził z krzaków? Może jednak chodziło o... Ziemię? Ktoś coś tutaj zakopał?
To Lana naprowadziła ich na odpowiednie miejsce. Basilius przykucnął obok niej przez chwilę po prostu przyglądając się pulsujacemu światełku.
– To chyba nie jest jedna z zaplanowanych atrakcji – mruknął pod nosem i przez chwilę debatował z samym sobą, czy powinien spróbować rozgrzebać glebę, czy też zostawić to w spokoju. Wygrała jednak ciekawość. Basilius podwinął nieco rękawy swojej szaty i najwyraźniej zaczął bawić się małego ogrodnika, licząc tylko że nie zbłaźni się przy tym przy swojej towarzyszce.
A jednak na coś natrafił. Flakonik z wyrytą różą na zakrętce. Spojrzał pytająco w stronę Lany, pokazując jej przedmiot.
— A może to jednak jest jakaś atrakcją dla gości? – spytał nie do końca wiedząc jakie mogłoby być inne wytłumaczenie. Pewny więc swojego, spróbował otworzyć flakonik i syknął, kiedy przedmiot nagle stało się gorący, a następnie rozpłynął mu się dłoniach. – Albo i nie – mruknął i jakby już nie dał się poznać z tej dziwniejszej strony grzebiąc przy Lanie w ziemi, przyjrzał się lepiej bezbarwnej cieczy na jego dłoniach, próbując również wyczuć nosem czy nie rozpoznaje jakiś składników.
Rzut na wiedze o przyrodzie, próba rozpoznania płynu z flakonik po zapachu
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Maska![[Obrazek: imgproxy.php?id=KoRzKUH.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=KoRzKUH.jpeg)