Stella nie należała do osób, które się poddawały. Uważała, że zawsze warto ułożyć jakiś plan - jak głupi by nie był i się go trzymać, wtedy z każdej sytuacji można było wyjść z twarzą. Tak miało być i tym razem, o ile Borgin nie zacznie panikować, miała nadzieję, że uda mu się trzymać emocje w ryzach.
- Zapamiętam te słowa i przypomnę Ci o tym w najmniej odpowiednim momencie - Miała tu na myśli oczywiście jego Dobrze, że jesteś. Uśmiechnęła się, kiedy to powiedział, miała nadzieję, że rzeczywiście tak myśli i nie są to jedynie słowa rzucone na wiatr, już ona mu to przypomni. Uścisk był może niespodziewany, ale na pewno przyjemny. Stella czuła jeszcze większy spokój, gdy przez moment znalazła się w jego ramionach, było to dziwne uczucie, nie znane jej dotąd, ale wolała o tym nie wspominać póki co. Może trochę się bała tych wszystkich dziwnych myśli, a ta sytuacja, w której mieli udawać parę tylko to komplikowała, ale trudno, skoro już postanowiła, że w to idzie, to nie zamierzała zmieniać zdania.
Borgin ją puścił i udał się w stronę łazienki. Avery wreszcie usiadła. Pozostawało jej czekać, aż zacznie się spektakl, na całe szczęście grać to ona umiała. Od dziecka była nauczona, jak zachowywać się w towarzystwie, w jaki sposób zwracać do innych, aby osiągnąć to czego chciała. Nie bez powodu brylowała z rodzicami na salonach, wiele się tam nauczyła.
Czekała, aż dołączy do niej reszta towarzystwa, nie trwało to długo. Stanley wrócił po chwili, wydawał się być dużo bardziej spokojny. Bardzo dobrze, to powinno im ułatwić całą sytuację, przynajmniej taką miała nadzieję. Zauważyła oczko, które jej puścił, odpowiedziała na ten gest uśmiechem.
Kiedy wybiła godzina dwunasta dołączyła do nich matka Borgina z jedzeniem. Czas zacząć zabawę. - Niezbyt dużo, tak właściwie to nie jestem specjalnie głodna. - Wiedziała, że wypada zjeść cokolwiek, chociaż nie do końca była pewna, czy będzie w stanie zjeść cokolwiek. - Na pewno będzie smakować, pysznie wygląda. - Rzekła jeszcze do Anne posyłając jej przy tym uśmiech. Przejęła od niej talerz z jedzeniem.
Ledwo zdążyła wziąć do ręki widelec matka Stanleya znalazła dla niego kolejne bojowe zadanie. Miał znaleźć wino. Idealny moment na to, żeby wziąć Stellę na spytki. Tak przynajmniej wydawało się pannie Avery. Jakoś sobie z tym poradzi, w końcu nie z takimi kobietami miała już do czynienia.
Odprowadziła go jeszcze wzrokiem do kuchni. Została tutaj sama z kobietą, która zdecydowanie nie zamierzała tego nie wykorzystać. Stella była gotowa odpowiedzieć jej na wszystkie pytania. - To dosyć świeża sprawa. - Powiedziała do Anne, bo właściwie tak było. Jak na razie jeszcze nie zaczęła kłamać, w końcu poznali się przecież niedawno. Była to nowa znajomość, fakt coraz częściej się spotykali i zaczęli się poznawać, jednak nie trwało to długo. - Myślę, że Stanley wolał poczekać z podzieleniem się tą informacją. - Starała też się go w jakiś sposób wytłumaczyć, aby matka nie miała do niego niepotrzebnych pretensji. - Maluję, jestem malarką i grywam na wiolonczeli podczas różnych uroczystości, właśnie w ten sposób poznałam pani syna. Po jednym z moich występów zaczęliśmy rozmawiać i jakoś tak wyszło, że się polubiliśmy. - Po raz kolejny nie kłamała, jak na razie mówiła całą prawdę, w odpowiedni sposób.
Anne jak na razie okazała się być całkiem nie najgorszym przeciwnikiem. Rozmowa szła naturalnie, odpowiedzi nie były naciągane, oby tak dalej. Jeszcze chwila i będą mieli to za sobą. - Wydaje mi się, że brygadziści tym się właśnie zajmują, pomagają innym.- Nie do końca rozumiała komentarz pani Borgin. - Zresztą mi też pomógł, podczas marszu charłaków, gdzie znalazłam się zupełnie przypadkowo. - Postanowiła wspomnieć o tym fakcie, bo miała wrażenie, że matka Stanleya jest wobec niego mocno krytyczna i nie do końca jej się podobało to podejście. - Spokojnie, nie zaniedbuje mnie, wiem, że jest mocno zapracowany, ale zawsze znajduje dla mnie czas. - Pierwsze kłamstwo, które padło z jej ust. Nie było to wcale takie trudne, nie miała problemu z tym, żeby nie mówić całej prawdy. - Ale oczywiście, jeśli coś by się zmieniło, to odezwę się do Pani, mam wrażenie, że on wykonuje Pani polecenia bez gadania. - Taka przysługa mogłaby się jej przydać, gdy coś pójdzie nie po jej myśli.