14.03.2026, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 20:56 przez Henry Lockhart.)
Henry czuł się coraz bardziej zagubiony. Zaklęcia nie wychodziły, a wzrok, w ciemności i ulewie zawodził. Przez moment łzy naszły mu do oczu. Wydało mu się, że jest wciąż dzieckiem, że chce wrócić do domu i wtulić się w swoją babcię. Poczuć się bezpiecznym, zaopiekowanym.
Tamtego domu jednak już nie było. Nie było też babci. Ani tamtego Henry'ego. Chłopak zrozumiał, że w tym momencie musiał zachować zimną krew. Być dorosłym. Odważnym, trzeźwo myślącym. Niepoddającym się, nawet w obliczu koszmarów, które zapewne czekały na nich w latarni. Chwycił aparat i osłaniając ręką obiektyw, zrobił zdjęcie latarni.
Wtedy zobaczył Ceolsige, która — jak się okazało — znalazła drogę na górę. Henry nie potrafił się powstrzymać przed zrobieniem kolejnego zdjęcia. Kobieta bowiem wchodziła po pionowej ścianie. W górę. Jakby świat tu działał inaczej niż normalnie. Lub raczej tak jakby coś wypaczało dotychczasowy porządek rzeczy. Henry nie wiedział, czy coś jeszcze miało go tu zdziwić. Zresztą to chyba niewłaściwe słowo "dziwić". Dunwich raczej przerażało, doprowadzało do obłędu, szokowało. Łatwo można było temu ulec. Dać się sparaliżować. Nie można było jednak sobie na to pozwolić. Nie jak było się już tak daleko.
Chłopak wziął głęboki oddech. Odgarnął z czoła przemoczone włosy. Poczuł się jak prawdziwy dziennikarz. Jak osoba, którą zawsze chciał się stać. Wchodził zapewne w paszczę jakiegoś strasznego monstrum. Ale wiedział, że jeśli wyjdzie... nie wróci taki sam. Koniec powierzchownych lęków. Koniec wątpienia we własne możliwości.
— Mamy ścieżkę! — krzyknął do Brynji. Chciał, żeby poszła z nim. Jak była obok niego, bał się odrobinkę mniej. Choć nawet przy tym, jak ją wołał, jego głos załamał się na moment.
Przylgnął do ściany, a potem podążył śladami Ceolsige. To było istne szaleństwo. Tyle, że nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Tamtego domu jednak już nie było. Nie było też babci. Ani tamtego Henry'ego. Chłopak zrozumiał, że w tym momencie musiał zachować zimną krew. Być dorosłym. Odważnym, trzeźwo myślącym. Niepoddającym się, nawet w obliczu koszmarów, które zapewne czekały na nich w latarni. Chwycił aparat i osłaniając ręką obiektyw, zrobił zdjęcie latarni.
Wtedy zobaczył Ceolsige, która — jak się okazało — znalazła drogę na górę. Henry nie potrafił się powstrzymać przed zrobieniem kolejnego zdjęcia. Kobieta bowiem wchodziła po pionowej ścianie. W górę. Jakby świat tu działał inaczej niż normalnie. Lub raczej tak jakby coś wypaczało dotychczasowy porządek rzeczy. Henry nie wiedział, czy coś jeszcze miało go tu zdziwić. Zresztą to chyba niewłaściwe słowo "dziwić". Dunwich raczej przerażało, doprowadzało do obłędu, szokowało. Łatwo można było temu ulec. Dać się sparaliżować. Nie można było jednak sobie na to pozwolić. Nie jak było się już tak daleko.
Chłopak wziął głęboki oddech. Odgarnął z czoła przemoczone włosy. Poczuł się jak prawdziwy dziennikarz. Jak osoba, którą zawsze chciał się stać. Wchodził zapewne w paszczę jakiegoś strasznego monstrum. Ale wiedział, że jeśli wyjdzie... nie wróci taki sam. Koniec powierzchownych lęków. Koniec wątpienia we własne możliwości.
— Mamy ścieżkę! — krzyknął do Brynji. Chciał, żeby poszła z nim. Jak była obok niego, bał się odrobinkę mniej. Choć nawet przy tym, jak ją wołał, jego głos załamał się na moment.
Przylgnął do ściany, a potem podążył śladami Ceolsige. To było istne szaleństwo. Tyle, że nikt nie powiedział, że będzie łatwo.