15.03.2026, 17:19 ✶
Każdy, nawet najbardziej profesjonalny pracownik Ministerstwa potrzebował czasem napić się odrobinkę koniaku w godzinach pracy. Niekoniecznie z powodu rozpowszechnionego na szeroką skalę alkoholizmu. Chodziło o to, że instytucja ta trzeźwe umysły potrafiła zapędzić w obłęd. Można było się starać, dobrze prowadzić swoje biuro, skrupulatnie wypełniać obowiązki, ale w pewnym momencie każdego dopadał moment nihilizmu. Po co? Dlaczego? Czemu po prostu nie wyjadę gdzieś do Walii i nie zostanę pustelnikiem w wysokich górach?
To właśnie Robert podejrzewał u Anthony'ego. Chwilowe wypalenie. Beznadzieję związaną z pracą w miejscu o stabilności domku z kart zbudowanego przez przedszkolaka. Chwycił więc za kieliszek, upił odrobinę, dla animuszu. Doskonały trunek rozgrzał jego gardło.
– Myślę od pewnego czasu nad tym, co stało się w Spaloną Noc. Jak chyba zresztą każdy w Anglii. Wszyscy się pytają: unde malum, unde malum? Ale jaki to ma sens, skoro nic z tym nie robimy? Że tak się wyrażę, malum maluje nam obraz przyszłości – uśmiechnął się pod nosem oczarowany własną grą słów. – W każdym razie, chciałbym coś ruszyć w tej sprawie. Mam już szczerze dosyć tej bezczynności, tego, że Ministerstwo udaje, że go nie ma. Przecież był azyl w atrium, Eugenia spełniła swoją powinność, możemy iść do domu. Tylko wszyscy w dupie mają to, że ktoś ten azyl ogarniał tamtej nocy. A mówiąc "ktoś", mam na myśli mnie. A co mi się dostaje w zamian? Droga Eugenia napisała mi, że "wzrok przesłaniają mi młodość i ambicja". Wyobrażasz to sobie?
Rozkręcał się. Popadał w dygresje. Z każdym słowem Robertowe narzekanie nabierało na sile.
– Ale dobrze, trudno. Patrzą na mnie z góry, to trudno. Gadają, że dałem się pobić, też trudno. Wpuszczałem mugoli do Atrium? Nieważne. Zrobiłem to, co słuszne. I teraz też trzeba tak postąpić – przerwał na chwilę. Wziął kolejny łyk. – Chciałbym pomóc ludziom ze zniszczonymi mieszkaniami. Moi asystenci robili wstępne kwerendy na mieście i sytuacja nie wygląda najlepiej. A jak mamy osoby bez domów, to zaraz zaczną się niepokoje i całkiem słuszne oskarżenia wobec Ministerstwa. Potem natomiast okaże się, że Śmierciożercy mają więcej zwolenników niżbyśmy zakładali.
To właśnie Robert podejrzewał u Anthony'ego. Chwilowe wypalenie. Beznadzieję związaną z pracą w miejscu o stabilności domku z kart zbudowanego przez przedszkolaka. Chwycił więc za kieliszek, upił odrobinę, dla animuszu. Doskonały trunek rozgrzał jego gardło.
– Myślę od pewnego czasu nad tym, co stało się w Spaloną Noc. Jak chyba zresztą każdy w Anglii. Wszyscy się pytają: unde malum, unde malum? Ale jaki to ma sens, skoro nic z tym nie robimy? Że tak się wyrażę, malum maluje nam obraz przyszłości – uśmiechnął się pod nosem oczarowany własną grą słów. – W każdym razie, chciałbym coś ruszyć w tej sprawie. Mam już szczerze dosyć tej bezczynności, tego, że Ministerstwo udaje, że go nie ma. Przecież był azyl w atrium, Eugenia spełniła swoją powinność, możemy iść do domu. Tylko wszyscy w dupie mają to, że ktoś ten azyl ogarniał tamtej nocy. A mówiąc "ktoś", mam na myśli mnie. A co mi się dostaje w zamian? Droga Eugenia napisała mi, że "wzrok przesłaniają mi młodość i ambicja". Wyobrażasz to sobie?
Rozkręcał się. Popadał w dygresje. Z każdym słowem Robertowe narzekanie nabierało na sile.
– Ale dobrze, trudno. Patrzą na mnie z góry, to trudno. Gadają, że dałem się pobić, też trudno. Wpuszczałem mugoli do Atrium? Nieważne. Zrobiłem to, co słuszne. I teraz też trzeba tak postąpić – przerwał na chwilę. Wziął kolejny łyk. – Chciałbym pomóc ludziom ze zniszczonymi mieszkaniami. Moi asystenci robili wstępne kwerendy na mieście i sytuacja nie wygląda najlepiej. A jak mamy osoby bez domów, to zaraz zaczną się niepokoje i całkiem słuszne oskarżenia wobec Ministerstwa. Potem natomiast okaże się, że Śmierciożercy mają więcej zwolenników niżbyśmy zakładali.