• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[17.10.72] ordinary people | Benjy & Prue

[17.10.72] ordinary people | Benjy & Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#10
15.03.2026, 18:46  ✶  
Pokątna żyła swoim zwykłym chaosem, chociaż było w tym coś lekko sztucznego, nie do końca będącego tym samym, co przed pożarami, a raczej odzwierciedleniem miejskiej próby powrotu do normalności. Słońce znowu wyszło zza chmur i na moment zatrzymało się na jej twarzy, a ja zmrużyłem oczy, jakbym właśnie zobaczył coś znajomego i jednocześnie dziwnie nowego. Lubiłem tę jej potrzebę porządkowania wszechświata, jeszcze bardziej lubiłem też ją z niej wyciągać, kawałek po kawałku. Przesunąłem powoli kciukiem po grzbiecie jej dłoni, bardziej odruchowo niż świadomie, kiedy powiedziała o tym, że to siedziało głęboko w niej, było pielęgnowane przez lata - kiwnąłem lekko głową, bo to nie brzmiało dla mnie jak żadne odkrycie - wiedziałem o tym od dawna, widziałem to jeszcze wtedy, kiedy byliśmy młodsi i potrafiła siedzieć nad jednym problemem tak długo, aż rozebrała go na czynniki pierwsze. A ja tylko stałem obok i zastanawiałem się, jakim cudem ktoś może być jednocześnie tak cholernie logiczny i tak kompletnie niereformowalny.
- Wiem. - To nie było rzucone od niechcenia, powiedziałem to normalnie, bez śladu ironii, cholera, bo zawsze uważałem to raczej za diabelsko pociągające - czasem równie irytujące, fakt, lecz równocześnie wcale nie uważałem tego za problem, tak samo jak nie lubiłem iść na łatwiznę. - Właściwie to zawsze mi się to w tobie podobało. - Dodałem po chwili, bez śladu zawahania. Potrafiła zobaczyć rzeczy, które innym umykały, rozebrać problem na części, znaleźć sens tam, gdzie ja zwykle machałem ręką i mówiłem, że jakoś się ułoży, to było fascynujące. Całkiem niezły układ, jak na dwoje ludzi, którzy przez pół życia próbowali udowodnić sobie nawzajem, że to drugie kompletnie nie ma racji. - Mhm. - Przytaknąłem, uśmiech powoli rozciągnął mi się na twarzy, kiedy zaczęła rozkładać to wszystko na części pierwsze, stałem obok niej na środku Pokątnej, słuchając jak próbuje uporządkować coś, co z definicji nie miało być uporządkowane, i to było tak bardzo w jej stylu, że przez chwilę nawet nie próbowałem jej przerywać, po prostu patrzyłem na nią z tym półuśmiechem, który pojawiał się u mnie zawsze wtedy, kiedy robiła coś tak niesamowicie… prudencjowego. W końcu pokręciłem lekko głową, ciągnąc ją lekko za rękę i ruszając dalej powolnym krokiem. Było w tym coś absolutnie rozbrajającego i zarazem fascynującego, coś, co sprawiało, że zamiast ją powstrzymywać, miałem ochotę patrzeć, dokąd ją to zaprowadzi - ta potrzeba, żeby nawet chaos ułożyć w jakąś strukturę - człowiek mówił „zróbmy coś bez planu”, a moja żona natychmiast zaczynała budować wokół tego system zasad tak precyzyjny, że połowa osób zawodowo zajmujących się badaniami naukowymi mogłaby się od niej uczyć metodologii. Szliśmy powoli wzdłuż Pokątnej, a ja co chwilę zerkałem na nią z boku, ponieważ obserwowanie jej było ciekawsze niż wszystkie wystawy sklepów razem wzięte.
- Widzisz, i tu właśnie zaczyna się ploblem -  powiedziałem spokojnie, nie przestając iść - bo plóbujesz znaleźć instlukcję obsługi do czegoś, co jej nie ma. - Spojrzałem przed siebie, na witryny sklepów i ludzi mijających nas na chodniku, ale wciąż czułem ją obok - tę jej skupioną obecność, chociaż była jednocześnie tu i w meandrach własnej głowy. Przez moment patrzyłem w przód, na witryny sklepów i ludzi mijających nas na chodniku, potem znowu na nią. - I tak, masz lasję. Technicznie szesz bioląs, blak zasad tesz jest jakąś zasadą. - Przyznałem, uśmiechając się szerzej, łapałem się na tym, że słucham jej bardziej niż czegokolwiek dookoła, lecz ten brak absolutnej kontroli nad otoczeniem wcale nie napawał mnie jakąkolwiek obawą - dziś mieliśmy dzień całkowicie dla siebie, dzisiaj naprawdę starałem się odpuścić wszelkie obiekcje wobec publicznego okazywania sobie uczuć, chodzenia razem w dzień szerokimi ulicami magicznego Londynu, pośród tych wszystkich ludzi, i tak dalej - w końcu mało brakowało, byśmy nie byli tu razem.
- Losowe podlósze to w zasadzie moja specjalność. - Nie chwaliłem się, tylko stwierdziłem fakt, po chwili wzruszyłem ramionami, jakby to wszystko było najzwyklejszą rzeczą na świecie. W moim kroku wciąż była ta wymuszona odrobina ostrożności, której nie dało się jeszcze całkiem ukryć, ale nie miałem najmniejszego zamiaru robić z tego tematu dnia. W Ameryce Południowej raz wsiadłem na statek tylko dlatego, że ktoś powiedział, że płynie „gdzieś na północ”, nie miałem pieniędzy, więc przez trzy dni zdejmowałem z pokładu jakieś przeklęte skrzynie z kakao. W Meksyku spałem tydzień w warsztacie mechanika, bo pomogłem mu zdjąć klątwę z silnika ciężarówki, do dziś nie wiedziałem, kto w ogóle rzuca klątwy na ciężarówki. A w Kanadzie przyjąłem zlecenie tylko dlatego, że facet powiedział, że „gdzieś w lesie jest coś bardzo złego”, okazało się, że miał rację…
Prychnąłem cicho pod nosem, kiedy powiedziała o ustalaniu jej urlopu z moim przyjacielem, nie był to nawet śmiech, raczej ten odruchowy dźwięk, który pojawiał się, kiedy ktoś dotknął czegoś absurdalnie oczywistego. Ścisnąłem jej dłoń trochę mocniej, prowadząc ją dalej przez chodnik, potem wzruszyłem ramionami, jakby cała ta sprawa była zupełnie banalna.
- Zlobię to s przyjemnością. - Uśmiechnąłem się krzywo. Ludzie mijali nas w pośpiechu, gdzieś dalej ktoś wybuchł śmiechem, drzwi sklepu zatrzasnęły się z głuchym stuknięciem. - Nie wiem, czy zdajesz sobie splawę, ale twój szef uznał za stosowne pszeplowadziś ze mną balso szczegółową losmowę na temat tego, jakie mam wobec ciebie zamialy. - Przez chwilę patrzyłem przed siebie, przypominając sobie minę Corio stojącego naprzeciwko mnie, z tą swoją charakterystyczną powagą człowieka, który udawał, że nie obchodziło go nic poza logiką sytuacji, wypisaną na twarzy, potrafił być cholernie przenikliwy, kiedy chciał, a kiedy chodziło o ludzi, na których mu zależało, robił się prawdopodobnie jeszcze bardziej upierdliwy niż ja. Przypominało przesłuchanie prowadzone przez człowieka, który uznał, że ma moralny obowiązek sprawdzić, czy nie jestem kompletnym idiotą, dosłownie ustawił mnie w swoim tymczasowym gabinecie i zaczął zadawać pytania, jakbym był podejrzanym w sprawie kryminalnej. - A ja balso chętnie mu się za tę pogadankę odwdzięczę. - Zrobiłem krótką pauzę, po czym dodałem zupełnie spokojnie. - Myślę, sze doceni ilonię sytuacji. - Wzruszyłem lekko ramionami, strata najlepszej pracownicy na tydzień lub dwa nie miała nikomu zaszkodzić, gdy liczyło się jej szczęście - prawda?
Kiedy jednak powiedziała, że może lepiej zrobić to od razu, zatrzymałem się i spojrzałem na nią z wyraźnym zaintrygowaniem - w moich oczach pojawił się ten błysk, który pojawiał się zawsze, kiedy robiła coś zupełnie wbrew swoim zwyczajom. Ulica skręcała lekko w prawo, a kawałek dalej rzeczywiście zaczynały się witryny biur podróży, eleganckie szyldy, złote litery, w środku plakaty z egzotycznymi destynacjami i bardzo magicznymi sposobami transportu, które najwyraźniej miały się doskonale, mimo ostatnich wydarzeń w kraju… Spojrzałem na nie z daleka i skrzywiłem się lekko, wskazując głową witrynę jednego z nich, gdzie w powietrzu wisiała miniaturowa makieta tropikalnej wyspy.
- Jest tylko jeden tyci ploblem. - Zwolniłem krok. - Tu wszędzie będą świstokliki. - Powiedziałem to takim tonem, jakby mówił o czymś naprawdę podejrzanym i zarazem lekko obrzydliwym. - Jeśli wejdziemy tam telas, wcisną coś magicznego. Świstoklik, poltal, kominek, Mellin wie co jeszcze. - Przechyliłem lekko głowę, marszcząc nos. - A ja kulwa nie lubię świstoklików. - Przez chwilę milczałem, jakbym zastanawiał się, czy w ogóle powinienem to tłumaczyć, ponieważ to było coś absolutnie uzasadnionego. W jej świecie wszystko miało strukturę, linie, logikę, ja przez pół życia robiłem dokładnie odwrotnie, wchodząc tam, gdzie prowadziły mnie nogi albo gdzie ktoś akurat potrzebował idioty gotowego zaryzykować kark dla paru galeonów i dobrej historii. - Las mnie taki wyszucił na ślodku jakiegoś bagna w Luizjanie. Do dziś nie wiem, kto go tak ustawił. - Mruknąłem, spojrzałem przed siebie, jakbym wciąż widział to miejsce, po czym zerknąłem na nią znacząco. - Miałem byś w Nowym Olleanie - ciągnąłem spokojnie - a wylądowałem po pas w błocie i wodzie, w ślodku czegoś, co wyglądało jak losinne spotkanie balso niezadowolonych aligatolów. - Potarłem kark wolną ręką, mój uśmiech zrobił mi się trochę bardziej krzywy. Nie było drogi, nie było ludzi, była za to woda do kolan i szeroki wachlarz stworzeń, które bardzo chciały sprawdzić, czy nadaję się do zjedzenia. Wybranie podróży z mugolskiego biura było znacznie mniej intensywną opcją, jak na pierwszy raz.
- Ooch, ja już ją mam… - Odmruknąłem, nie bez satysfakcji, mogła zachować dla siebie swoje myśli, były bezpieczne, ale przecież i tak wiedziałem, co moje.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (8556), Prudence Fenwick (6388)




Wiadomości w tym wątku
[17.10.72] ordinary people | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 19:44
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Benjy Fenwick - 13.03.2026, 20:15
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 20:47
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Benjy Fenwick - 13.03.2026, 21:10
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 21:34
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Benjy Fenwick - 13.03.2026, 22:52
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Prudence Fenwick - 13.03.2026, 23:24
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Benjy Fenwick - 14.03.2026, 01:20
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Prudence Fenwick - 14.03.2026, 22:55
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Benjy Fenwick - 15.03.2026, 18:46
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Prudence Fenwick - 15.03.2026, 22:38
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Benjy Fenwick - 16.03.2026, 01:32
RE: [17.10.72] ordinary people | Benju & Prue - przez Prudence Fenwick - 16.03.2026, 08:43
RE: [17.10.72] ordinary people | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 17.03.2026, 00:11
RE: [17.10.72] ordinary people | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 23.03.2026, 20:36

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa