15.03.2026, 19:17 ✶
Nie sposób było inaczej wyrazić tego napięcia i rozpływającej się po ciele ulgi. Anthony przylgnął do mężczyzny, wpił się w niego, podobnie chcąc w tym jednym pocałunku wyrazić wszystko, co działo się podczas nieobecności Jonathana. Strach. Żal. Wściekłość. Nadzieję, kurczowo, wręcz desperacko trzymaną, tak jak teraz obiema dłońmi trzymał jego twarz w niemym dziękczynieniu za bezpieczny powrót.
Oddychanie?
Na cóż one komu, gdy to Jonathan był jego powietrzem. Jego życiem.
Jego miłością.
– Żadnych gości – odpowiedział cicho wpatrując się w ciepłe oczy swojego przyjaciela, wciąż tak blisko, jak blisko może być ćma płomienia. – Sami domownicy... – najprostsza z możliwych deklaracji. Tu nie było mowy o powolnym poznawaniu się, o wytyczaniu szlaków nowej znajomości, o niepewności jutrzejszego dnia. Wszystko albo nic.
Masz mnie całego, albo nie masz mnie wcale.
Przez myśl Anthony'ego, egoistyczną w swym szczęściu, przemknęło jednak zmartwienie. Brwi ściągnęły się w momentalnej trosce.
– Jesteś cały mój miły? – nie mógł przecież zapytać o szczegóły doświadczeń, nie mógł wiedzieć. Żadnych sekretów, ale cudze sekrety nie liczyły się do ich umowy. Zaufanie i czas, czas i zaufanie, przyjdzie jednak czas na licytacje, na negocjacje o zdobycie dostępu, zdobycie wiedzy pozwalającej oczom strachu nieco się zmniejszyć. Teraz liczyło się teraz, liczył się on, chyba cały, nadal cały.
Czy grzechem byłoby ucałować go raz jeszcze, skoro modlił się o jeden pocałunek?
Oddychanie?
Na cóż one komu, gdy to Jonathan był jego powietrzem. Jego życiem.
Jego miłością.
– Żadnych gości – odpowiedział cicho wpatrując się w ciepłe oczy swojego przyjaciela, wciąż tak blisko, jak blisko może być ćma płomienia. – Sami domownicy... – najprostsza z możliwych deklaracji. Tu nie było mowy o powolnym poznawaniu się, o wytyczaniu szlaków nowej znajomości, o niepewności jutrzejszego dnia. Wszystko albo nic.
Masz mnie całego, albo nie masz mnie wcale.
Przez myśl Anthony'ego, egoistyczną w swym szczęściu, przemknęło jednak zmartwienie. Brwi ściągnęły się w momentalnej trosce.
– Jesteś cały mój miły? – nie mógł przecież zapytać o szczegóły doświadczeń, nie mógł wiedzieć. Żadnych sekretów, ale cudze sekrety nie liczyły się do ich umowy. Zaufanie i czas, czas i zaufanie, przyjdzie jednak czas na licytacje, na negocjacje o zdobycie dostępu, zdobycie wiedzy pozwalającej oczom strachu nieco się zmniejszyć. Teraz liczyło się teraz, liczył się on, chyba cały, nadal cały.
Czy grzechem byłoby ucałować go raz jeszcze, skoro modlił się o jeden pocałunek?