Przez moment zastanawiała się, gdzie zaginął Stanley, czy poszedł po to wino na Pokątną, czy gdzie go właściwie wywiało. Niepokojąco długo się nie pojawiał, a może tylko jej się wydawało? Miała wrażenie, że ta wycieczka po wino trwa wieczność. Szczególnie, gdy została tutaj w towarzystwie jego matki, która każdą minutę wykorzystywała na to, żeby zadać jej kolejne pytanie. Zachowywała jednak spokój i bez większego problemu odpowiadała na każde pytanie zadane przez kobietę. Była cierpliwa.
Avery potrafiłaby chyba każdego przedstawić w odpowiednim świetle - gdyby tylko jej na tym zależało. Nie miała problemu z naginaniem prawdy, potrafiła opowiadać w ten sposób, żeby historia była odebrana tak, jak ona tego chciała. Nie przeszkadzało jej to, że w pewien sposób oszukuje Anne. Może nie było to specjalnie dobroduszne zachowanie, ale w tej chwili wydawało się być najbardziej odpowiednie - tego się trzymała. Małe kłamstwo jeszcze nikomu nie zaszkodziło, szczególnie w dobrej wierze.
Zobaczyła, że kobieta nachyla się w jej stronę, więc zrobiła to samo. Najwyraźniej chciała się z nią podzielić jakąś tajemnicą, była ciekawa, co ma jej do powiedzenia. - Trzeba sobie wychować? - Powtórzyła po kobiecie. Ciekawe, matka nie dzieliła się z nią takimi rewelacjami, może coś ją ominęło? Raczej była wychowywana w sposób, że ma słuchać, być ozdobą swojego przyszłego męża i nie wtrącać się w nieswoje sprawy. Może jednak nie wszyscy tak uważali? Nie było nic złego w tym, aby spojrzeć na to z innej strony, może miało to nawet trochę sensu. - Patrzy na mnie? - Ona tego nie zauważyła, zastanawiała się ile było w tym prawdy, co mówiła, a ile siły sugestii, czy udało im się stworzyć aż tak świetny obrazek, że jego matka w to wszystko uwierzyła. Nie miała pojęcia, właściwie nie do końca wiedziała, co powinna myśleć o tym wszystkim. - Miło słyszeć takie słowa, dziękuję. - Rzekła jeszcze do kobiety. Tutaj akurat była pewna, że ma rację. Trudno by było, żeby dwójka tak atrakcyjnych osób nie wyglądała ze sobą pięknie, swoich atutów była pewna - w końcu płynęła w niej krew wił, które słynęły z tego, że są pięknościami, Stanleyowi też jednak nie mogła odmówić tego, że był atrakcyjny.
Na całe szczęście w tym momencie w pomieszczeniu pojawiła się ich zguba, z butelką wina w ręku. Alkohol zdecydowane się przyda po tym wszystkim. Zatrzymała dłużej wzrok na mężczyźnie, kiedy się do niej odezwał. Kochanie Zaatakowało ją znienacka, nie spodziewała się tego zupełnie. Zawiesiła się na moment, zupełnie przypadkowo. - Nie żałuj mi. - Odparła po dłuższej chwili, dopiero wtedy przeniosła wzrok na Borgina i zauważyła grymas na jego twarzy. Miała nadzieję, że pani Borgin nie zauważyła tej chwilowej niedyspozycji.
Sięgnęła po kieliszek z trunkiem i upiła z niego spory łyk. Potrzebowała tego zdecydowanie. Dokończyli obiad, a Anne postanowiła przynieść tort - idealny moment, będą mieli szanse na krótką konsultację.
- W porządku, trochę się bałam, że przepadłeś. - Odparła jeszcze, bo faktycznie dosyć długo go nie było. - Przepytała mnie trochę, ale chyba wszystko poszło po naszej myśli, nie widziałeś jaka jest zadowolona? - Przynajmniej tak się wydawało Stelli, w końcu ona nie znała kobiety na tyle, aby mieć pewność.
- Słyszałeś? Ciekawe. - Nie spodziewała się, że Borgin tak świetnie zna się na teorii. Nie zabrała ręki, mimo, że jego matki nie było w pobliżu, może wcale jej nie przeszkadzał ten dotyk? - Mi zawsze dobrze idzie. Powinieneś już to zauważyć. - Avery potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji, nie ukrywała tego przed Borginem. Dolna warga lekko jej drgnęła, kiedy ponownie usłyszała to słowo Kochanie. Zastanawiała się, dlaczego w ten sposób się do niej odezwał, może za bardzo wczuł się w rolę? - No, powiedzmy, że nie było źle, chociaż ja dzisiaj wykonałam najgorszą robotę. Kochanie. - Szepnęła jeszcze, postanowiła odwdzięczyć się tym samym. Nie do końca wiedziała, co jest grą, a co nie, granica zaczęła się zacierać.
- Jasne, jem tort i się zmywam. - Potwierdziła tylko, że rozumie, czego od niej oczekuje.
Po chwili wróciła do nich jego matka. Kontynuowali przedstawienie, a gdy zjedli po kawałku czekoladowego tortu Stella pożegnała się z panią Borgin, po czym Stanley odprowadził ją do drzwi. - Miło było. - Powiedziała jeszcze i musnęła ponownie jego policzek tym razem na pożegnanie, następnie zniknęła za drzwiami.