17.03.2026, 17:34 ✶
Padło słowo na "w". Słowo tak kluczowe dla politycznej kariery, jednocześnie budzące trwogę i przypływ jakiejś nieopisanej, straszliwej motywacji. Robert nie mógł powiedzieć, że o tym nie myślał. Bardzo oczywiście nie chciał, by to chęć wygranej w wyborach skłaniała go do pomocy ludziom po Spalonej Nocy. Nie było jednak wątpliwości, że swoim działaniem miał zbić pewien kapitał polityczny. Czy to było źle, skoro chciał naprawdę coś zmienić w magicznej Anglii? Czy niewłaściwym było napawanie się czasem myślą o jeszcze ważniejszej funkcji? Zanim zdobył pozycję w Wizengamocie, uważano go za gorszego, podrzędnego, zbyt młodego, by racjonalnie decydować o sprawach państwowych. Robert przypomniał sobie Jeremy'ego Slughorna. Pisanie tamtego chamskiego donosu we wściekłości i rozżaleniu, ze złamanym sercem i poczuciem beznadziei. A potem sędzia nie przyszedł do pracy. Pojawiły się plotki, potem nekrolog. Crouch wiedział, że nie postąpił dobrze. Że powinien był przewidzieć, że taki szok zatrzymałby serce starszego pana. A jednak, stało się. Wyważył sobie drzwi i jedyne, co mógł zrobić, to iść dalej. Nie tylko w imię własnej kariery, lecz by przeważyć szalę. Przekonać samego siebie, że to, co wtedy zrobił, było konieczne.
– Dopuszczam. Eugenia nie znosi konkurencji, dlatego stara się mnie sprowadzić do roli narwanego młodzieńca, którego nie należy brać na poważnie. A jeśli akcja z mieszkaniami się uda i zyskam poparcie społeczne, mój głos w Wizengamocie będzie znaczył więcej niż kiedykolwiek. Będzie można zacząć tworzyć realne stronnictwo. Być może nawet coś w rodzaju partii.
Robert wiedział, że sam jeden dużo nie zdziała. Potrzebował wsparcia ludzi, którzy mieli podobne poglądy. Wiedział zresztą, że tacy byli w Ministerstwie. Przecież czystokrwiści nie stanowili większości społeczeństwa, a osoby półkrwi i mugolaki domagały się swojej reprezentacji. Robert miał zaś ten przywilej, że był Crouchem. Dlatego w jego biurze było miejsce dla osób półkrwi i mugolaków, że jego praktykant, niezwykle zdolny i lotny chłopak o imieniu John, miał mugolskich rodziców. Podobnie jego asystent, Adrian, który ze swoją wiedzą prawniczą mógłby spokojnie już zasiąść w Wizengamocie. Zaprzeczanie temu, że ci ludzie byli znaczącą częścią magicznego społeczeństwa, stanowiło nie tylko wyraz konserwatywnych poglądów, lecz i najzwyczajniejszej głupoty. Ślepoty na fakty. Robert był zaś zdania, że polityk powinien widzieć rzeczywistość nawet wyraźniej niż zwyczajna osoba. A to dlatego, że właśnie na nią miał realny wpływ.
– Jest problem z mieszkaniami w Londynie, bo albo umieścimy je w mugolskich dzielnicach, albo będzie ich za mało. A te pierwsze i tak chodzą po wygórowanych cenach. Wyobraź sobie te nagłówki: "Crouch chce, żeby Ministerstwo płaciło mugolom grube pieniądze". Myślałem więc o innym mieście, ale wciąż dobrze skomunikowanym siecią Fiuu. Myślałem o Bristolu lub Manchesterze. Mieszkają tam już przecież czarodziejskie rodziny.
– Dopuszczam. Eugenia nie znosi konkurencji, dlatego stara się mnie sprowadzić do roli narwanego młodzieńca, którego nie należy brać na poważnie. A jeśli akcja z mieszkaniami się uda i zyskam poparcie społeczne, mój głos w Wizengamocie będzie znaczył więcej niż kiedykolwiek. Będzie można zacząć tworzyć realne stronnictwo. Być może nawet coś w rodzaju partii.
Robert wiedział, że sam jeden dużo nie zdziała. Potrzebował wsparcia ludzi, którzy mieli podobne poglądy. Wiedział zresztą, że tacy byli w Ministerstwie. Przecież czystokrwiści nie stanowili większości społeczeństwa, a osoby półkrwi i mugolaki domagały się swojej reprezentacji. Robert miał zaś ten przywilej, że był Crouchem. Dlatego w jego biurze było miejsce dla osób półkrwi i mugolaków, że jego praktykant, niezwykle zdolny i lotny chłopak o imieniu John, miał mugolskich rodziców. Podobnie jego asystent, Adrian, który ze swoją wiedzą prawniczą mógłby spokojnie już zasiąść w Wizengamocie. Zaprzeczanie temu, że ci ludzie byli znaczącą częścią magicznego społeczeństwa, stanowiło nie tylko wyraz konserwatywnych poglądów, lecz i najzwyczajniejszej głupoty. Ślepoty na fakty. Robert był zaś zdania, że polityk powinien widzieć rzeczywistość nawet wyraźniej niż zwyczajna osoba. A to dlatego, że właśnie na nią miał realny wpływ.
– Jest problem z mieszkaniami w Londynie, bo albo umieścimy je w mugolskich dzielnicach, albo będzie ich za mało. A te pierwsze i tak chodzą po wygórowanych cenach. Wyobraź sobie te nagłówki: "Crouch chce, żeby Ministerstwo płaciło mugolom grube pieniądze". Myślałem więc o innym mieście, ale wciąż dobrze skomunikowanym siecią Fiuu. Myślałem o Bristolu lub Manchesterze. Mieszkają tam już przecież czarodziejskie rodziny.