17.03.2026, 22:49 ✶
Skupiona na swoich problemach, nawet nie zauważyła foczki wylegującej się na skałach. Dopiero kiedy kątem oka wychwyciła jakiś ruch, odwróciła wzrok w tamtą stronę i... Zobaczyła ją.
Zdążyła jeszcze ujrzeć końcówkę przemiany, lecz to nie ten element zrobił na niej największe wrażenie. Miała bowiem przed sobą niezwykłą istotę, której mokra skóra zdawała się lśnić w słońcu jak piana morska, a włosy opadały na smukłe ramiona niczym wodorosty. Idealnie wkomponowana w otoczenie, zdawała się być częścią morskiego krajobrazu.
Lana nie mogła oderwać od niej wzroku. Chyba nigdy wcześniej nie widziała czegoś co byłoby jednocześnie tak piękne i dzikie. Piękno było dla Dolohovówny dyktowane preferencjami wyższych sfer, które udzielały ścisłych instrukcji artystom rzemieślnikom oraz oczekiwały wykonania z materiałów najlepszej jakości. Piękno było wytworne, wypolerowane na błysk i kosztowało krocie. Teraz natomiast miała przed sobą ducha natury w najbardziej pierwotnej ale zarazem najdoskonalszej formie. Była zafascynowana do tego stopnia, że dopiero po chwili dotarło do niej iż bezpruderyjnie przypatrywała się nagiej kobiecie.
Nagość nie była co prawda zupełnie obca Lanie; przez lata dzieliła przecież sypialnię z koleżankami ze Slytherinu. Widziała też wiele historycznych przedstawień kobiet pozbawionych ubrań. Jednak ta sytuacja była zupełnie inna, ponieważ Dolohovówna przyłapała nieznajomą w intymnym momencie. Być może nie chciała, by ktokolwiek był świadkiem jej przemiany? Lana powinna w tej chwili odwrócić się i odejść po cichu, by nie zwrócić na siebie uwagi kobiety. Zdawała sobie sprawę, że byłoby to najsensowniejsze zachowanie.
A jednak nie ruszyła się ani kroku i wciąż przyglądała się stojącej przed nią selkie jak zaczarowana. Gdyby nieznajoma teraz się odwróciła, ujrzałaby Dolohowóne stojącą jak słup soli z wybałuszonymi oczami i lekkim rumieńcem na twarzy...
Zdążyła jeszcze ujrzeć końcówkę przemiany, lecz to nie ten element zrobił na niej największe wrażenie. Miała bowiem przed sobą niezwykłą istotę, której mokra skóra zdawała się lśnić w słońcu jak piana morska, a włosy opadały na smukłe ramiona niczym wodorosty. Idealnie wkomponowana w otoczenie, zdawała się być częścią morskiego krajobrazu.
Lana nie mogła oderwać od niej wzroku. Chyba nigdy wcześniej nie widziała czegoś co byłoby jednocześnie tak piękne i dzikie. Piękno było dla Dolohovówny dyktowane preferencjami wyższych sfer, które udzielały ścisłych instrukcji artystom rzemieślnikom oraz oczekiwały wykonania z materiałów najlepszej jakości. Piękno było wytworne, wypolerowane na błysk i kosztowało krocie. Teraz natomiast miała przed sobą ducha natury w najbardziej pierwotnej ale zarazem najdoskonalszej formie. Była zafascynowana do tego stopnia, że dopiero po chwili dotarło do niej iż bezpruderyjnie przypatrywała się nagiej kobiecie.
Nagość nie była co prawda zupełnie obca Lanie; przez lata dzieliła przecież sypialnię z koleżankami ze Slytherinu. Widziała też wiele historycznych przedstawień kobiet pozbawionych ubrań. Jednak ta sytuacja była zupełnie inna, ponieważ Dolohovówna przyłapała nieznajomą w intymnym momencie. Być może nie chciała, by ktokolwiek był świadkiem jej przemiany? Lana powinna w tej chwili odwrócić się i odejść po cichu, by nie zwrócić na siebie uwagi kobiety. Zdawała sobie sprawę, że byłoby to najsensowniejsze zachowanie.
A jednak nie ruszyła się ani kroku i wciąż przyglądała się stojącej przed nią selkie jak zaczarowana. Gdyby nieznajoma teraz się odwróciła, ujrzałaby Dolohowóne stojącą jak słup soli z wybałuszonymi oczami i lekkim rumieńcem na twarzy...
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.