18.03.2026, 13:51 ✶
List napisano dość chwiejnym, ale niewątpliwie należącym do Lorien pismem. W dodatku w dołączonej kopercie znalazło się kilka ważnych dokumentów dot. pełnomocnictw wydanych przez Lecznicę Dusz.
Alexandrze,
Nie będę pytać dlaczego nie poinformowałeś mnie o stanie zdrowia Donalda. Nie chcę tego wiedzieć, nie chcę znać szczegółów. Nie mam siły się nad nimi roztkliwiać teraz. Nie.
A nie mówiłam? Jest jedyną rzeczą jaka przychodzi mi teraz do głowy i ciśnie się na usta. Mam nadzieję, że przekażesz te słowa Philomenie. Przekaż jej je ode mnie. Powiedz, że jako Pani Mulciber przesyłam jej moje najszczersze wyrazy współczucia.
Skontaktowałam się z szanownym panem Tezeusem Lovegoodem, który, jak zapewne dobrze ci wiadomo, jest ordynatorem Lecznicy Dusz, w której umieszczono twojego brata. Wyjątkowo kulturalny i profesjonalny człowiek, choć uważam, że jego sekretarka parzy okropną kawę.
Nasze spotkanie przebiegło… interesująco. Pan Lovegood nie do końca jest typem człowieka, którego spodziewałabym się na tym stanowisku. Zapewnił mnie, że Donald nie jest dla niego jedynie kolejnym przypadkiem - i że w jego stanie wciąż istnieje przestrzeń na działanie. Rozmawialiśmy długo, znacznie dłużej, niż pierwotnie planował w swoim napiętym grafiku.
Jestem nim wyjątkowo pozytywnie zaskoczona i cieszę się, że Donald jest pod odpowiednią opieką. Mam nadzieję na dalszą owocną współpracę.
Nie mniej pan Lovegood jest Ci bardzo wdzięczny za datek, który został przekazany moimi dłońmi na rzecz Lecznicy. Nie dziękuj, to oczywiste.
Zwrócił jednak moją uwagę na coś znacznie bardziej istotnego niż sama hojność. Na fakt, że w obecnej sytuacji Donald nie potrzebuje troski, a konkretnych decyzji. Najlepiej podjętych przez kogoś kto nie jest złamany i zdewastowany żałobą po nim jak na przykład jego babka czy brat czy… żona. Nie chciałabym czegokolwiek sugerować, ale odwlekanie formalności jedynie ogranicza możliwości działania. A te - jak sam przyznał - mogą mieć kluczowe znaczenie w przyszłości.
Pozostawię Ci ocenę, czy chcesz być tym, który je blokuje.
Be a good boy, Alex.
Podpisz dokumenty.
Londyn, 18-07-1972
Alexandrze,
Nie będę pytać dlaczego nie poinformowałeś mnie o stanie zdrowia Donalda. Nie chcę tego wiedzieć, nie chcę znać szczegółów. Nie mam siły się nad nimi roztkliwiać teraz. Nie.
A nie mówiłam? Jest jedyną rzeczą jaka przychodzi mi teraz do głowy i ciśnie się na usta. Mam nadzieję, że przekażesz te słowa Philomenie. Przekaż jej je ode mnie. Powiedz, że jako Pani Mulciber przesyłam jej moje najszczersze wyrazy współczucia.
Skontaktowałam się z szanownym panem Tezeusem Lovegoodem, który, jak zapewne dobrze ci wiadomo, jest ordynatorem Lecznicy Dusz, w której umieszczono twojego brata. Wyjątkowo kulturalny i profesjonalny człowiek, choć uważam, że jego sekretarka parzy okropną kawę.
Nasze spotkanie przebiegło… interesująco. Pan Lovegood nie do końca jest typem człowieka, którego spodziewałabym się na tym stanowisku. Zapewnił mnie, że Donald nie jest dla niego jedynie kolejnym przypadkiem - i że w jego stanie wciąż istnieje przestrzeń na działanie. Rozmawialiśmy długo, znacznie dłużej, niż pierwotnie planował w swoim napiętym grafiku.
Jestem nim wyjątkowo pozytywnie zaskoczona i cieszę się, że Donald jest pod odpowiednią opieką. Mam nadzieję na dalszą owocną współpracę.
Nie mniej pan Lovegood jest Ci bardzo wdzięczny za datek, który został przekazany moimi dłońmi na rzecz Lecznicy. Nie dziękuj, to oczywiste.
Zwrócił jednak moją uwagę na coś znacznie bardziej istotnego niż sama hojność. Na fakt, że w obecnej sytuacji Donald nie potrzebuje troski, a konkretnych decyzji. Najlepiej podjętych przez kogoś kto nie jest złamany i zdewastowany żałobą po nim jak na przykład jego babka czy brat czy… żona. Nie chciałabym czegokolwiek sugerować, ale odwlekanie formalności jedynie ogranicza możliwości działania. A te - jak sam przyznał - mogą mieć kluczowe znaczenie w przyszłości.
Pozostawię Ci ocenę, czy chcesz być tym, który je blokuje.
Be a good boy, Alex.
Podpisz dokumenty.
Całuję,
Lorien
Lorien