Cameron zawsze wspierał ją swoimi świetnymi pomysłami. Tak było i tego dnia, co ona by właściwie bez niego zrobiła? Upewnił ją w tym, że nie ma się czym przejmować i jakoś znajdą odpowiedź na ewentualne pytania dotyczące jej stroju podczas tych zaślubin. W sumie miał rację, nie ma się czym przejmować. Skoro już ją wzieli za Madison, zaprosili do środka, to wcale nie przeszkadzało im to, jak wygląda.
- Byś był? - Nie do końca spodziewała się po Lupinie takiej deklaracji. Zdziwiło ją to trochę, w końcu nie znała go z tej strony, jak widać nadal potrafił ją zaskoczyć. - Można czekać, tyle, że zobacz. Weźmiesz ślub i co jak się okaże, że do siebie nie pasujecie pod tym względem? - Bałaby się takiego rozwiązania, w końcu dopasowanie związane z miłością fizyczną też było bardzo istotne. Co jeśli mają inne temperamenty i do końca życia będą nieszczęśliwi przez to, że wcześniej tego nie sprawdzili? Sama Heath wolałaby uniknąć takich nieporozumień. - Ja tam wolę sobie nawet tego nie wyobrażać, to naprawdę musi być bolesne. - Sama myśl, że mężczyzna mógł tak czekac do ślubu... Była dla niej czymś nowym. Sama Wood była dosyć otwarta, jeśli chodzi o te kwestie, próbowała różnych rzeczy, wolała nawet nie myśleć, jak musiał się ktoś, kto musiał czekać tyle czasu.
Wood wolała nie wyobrażać sobie, jak trudny był to dzień dla pary młodej. Wszyscy zawsze opowiadali o ślubie, jako o jednym z najważniejszych dni w życiu, zastanawiała się, czy tylko ona widziała te nieco gorsze strony. Wzrok wszystkich był przez cały dzień skierowany na parę młodą, musieli zabawiać wszystkich gości, dbać o to, żeby każdy się dobrze bawił, miała wrażenie, że oni byli tak naprawdę na ostatnim miejscu - choć powinno być inaczej.
- Może lepiej nie wracajmy do wizyty w tamtej restauracji, powiedziałam matce, co sądzę na temat miejsc, które mi poleca. - Nie do końca była zachwycona elegancką restauracją, w której znaleźli się z Lupinem. Zdecydowanie ono nie odpowiadało im standardom. Tutaj mieli jedzenie pod nosami, mogli wybrać to, na co mieli ochotę, a nie zgadywać co zostanie im przyniesione, jak zdarzyło się wtedy, gdzie nie rozumieli do końca tego, co było w menu. Nazwy brzmiały bardzo mocno skomplikowanie. - Muszę się zgodzić, śmierdziała jak zdechły tryton. - Na samą myśl o tamtym jedzeniu robiło jej się niedobrze.
- W sumie dobrze dla niego, chyba? - Może i Wood miała odmienne zdanie na temat instytucji małżeństwa, ale zdawała sobie sprawę, że niektórym faktycznie na tym zależało. Życzyła im szczęścia, skoro chcieli, aby ich życie wyglądało w ten sposób, to ich wybór. - Czemu tak mu to trudno idzie? Może go kopnij, jeśli brak mu odwagi, czy coś. - Wiedziała, że Cameron, gdyby tylko chciał mógłby udzielić bratu pomocy. - Ty nie? - Zapytała jeszcze, kiedy Cami mówił o tym, jak widział przyszłość swojego rodzeństwa, bo zabrzmiało to trochę tak, jakby jego miała być inna. Ona sama raczej za kilka lat potrafiła go sobie wyobrazić jako męża. Ciekawiło ją, jak to wygląda z jego strony. Wiedziała, że raczej ich trójka ma marne szanse, żeby skończyć razem, w końcu ta relacja była bardzo nietypowa. Zdecydowanie zbyt nowoczesna. Nikt by jej nia zaakceptował. Bała się też, że kiedyś się zakończy, że będą starsi i zobaczą, że tak nie można żyć. Dlatego też martwiło ją to, że czas płynął bardzo szybko. Nie umiała sobie wyobrazić życia bez tych dwóch.
Tak, komentarze Heath często były naprawdę delikatne, takie jak ten przed chwilą. Miewała problem z tym, żeby ubrać myśli w słowa, przez co często kończyło się to na tym, że mówiła wprost. - Jak można pragnać stabilizacji? - Było to dla niej niezrozumiałe. Starała się znaleźć w tym jakieś zalety, jednak nie dostrzegła żadnej.
- Idziemy razem? - Miała wrażenie, że każde z nich chce zapoznać się z tym panem młodym, dlaczego więc nie mieliby tego zrobić.