19.03.2026, 22:22 ✶
O nie nie, żadnego latania. Każdy miał swoje granice, a ta Icarusa znajdowała się tam, gdzie jego nogi odrywały się od ziemi na wysokość, z której upadku mógłby najzwyczajniej nie przeżyć. Wiedział, że Mona kochała smoki, a one latały. Jednak wolał je podziwiać z jak największej odległości. Naczytał się też książek na ich temat, gdy oboje chodzili do szkoły. Dowiedział się o o tylu drastycznych zgonach związanych z przypadkowym spotkaniem z takowym gadem, że już na samą myśl przechodził go dreszcz. Taki z rodzaju tych mniej przyjemnych.
Z dobrych rzeczy, wygrał mecz. Trochę było to niehonorowe, bo jednak grał z osobą, która nie miała jednej ręki. Jednak wygrana to wygrana. Ari wzruszył więc ramionami, w bezczelnej i nonszalanckiej manierze. Obdarował Monę szerokim uśmiechem zwycięzcy. Czaiło się w nim żartobliwe, ale możliwie prowokujące politowanie dla przegranej.
– Cóż, od dzisiaj nazywam się Icarus Gargulek Prewett – rzucił, po czym zorientował się, jak durnie to brzmiało. Parsknął śmiechem i objął Monę ramieniem. – Chodźmy, podzielę się z tobą nagrodą pocieszenia.
Podążyli w stronę karczemnej lady, by zgłosić zwycięstwo Icarusa w tym pojedynku. Po odczekaniu pięciu minut w kolejce (ktoś kłócił się o to, że powierzchnia gargulka była nierówna), otrzymali od kelnerki talon na jeden obiad w Dziurawym Kotle. Icarus spróbował wybłagać u niej drugi, zachwalając niesamowite umiejętności Mony w grze w gargulki. Nie trzeba było długo prosić, bowiem dziewczyna miała obok siebie cały stosik kuponów. Najwyraźniej nie miała, co z nimi zrobić. Wręczyła więc też jeden Monie i życzyła im obojgu miłego dnia. Jej głos świadczył o tym, że takowego nie miała. Pewnie zakolegowałaby się z Chrissy, barmanką z Convivium. Miały podobne temperamenty.
– Dobrze, kawa wypita, mamy kupon na kotleta, to co dalej? – uśmiechnął się do Mo. Zorientował się, że wspólne spędzanie czasu sprawiało mu mnóstwo radości. Takie głupie wypady były właśnie najlepsze.
!BINGO A2
Z dobrych rzeczy, wygrał mecz. Trochę było to niehonorowe, bo jednak grał z osobą, która nie miała jednej ręki. Jednak wygrana to wygrana. Ari wzruszył więc ramionami, w bezczelnej i nonszalanckiej manierze. Obdarował Monę szerokim uśmiechem zwycięzcy. Czaiło się w nim żartobliwe, ale możliwie prowokujące politowanie dla przegranej.
– Cóż, od dzisiaj nazywam się Icarus Gargulek Prewett – rzucił, po czym zorientował się, jak durnie to brzmiało. Parsknął śmiechem i objął Monę ramieniem. – Chodźmy, podzielę się z tobą nagrodą pocieszenia.
Podążyli w stronę karczemnej lady, by zgłosić zwycięstwo Icarusa w tym pojedynku. Po odczekaniu pięciu minut w kolejce (ktoś kłócił się o to, że powierzchnia gargulka była nierówna), otrzymali od kelnerki talon na jeden obiad w Dziurawym Kotle. Icarus spróbował wybłagać u niej drugi, zachwalając niesamowite umiejętności Mony w grze w gargulki. Nie trzeba było długo prosić, bowiem dziewczyna miała obok siebie cały stosik kuponów. Najwyraźniej nie miała, co z nimi zrobić. Wręczyła więc też jeden Monie i życzyła im obojgu miłego dnia. Jej głos świadczył o tym, że takowego nie miała. Pewnie zakolegowałaby się z Chrissy, barmanką z Convivium. Miały podobne temperamenty.
– Dobrze, kawa wypita, mamy kupon na kotleta, to co dalej? – uśmiechnął się do Mo. Zorientował się, że wspólne spędzanie czasu sprawiało mu mnóstwo radości. Takie głupie wypady były właśnie najlepsze.
!BINGO A2