21.03.2026, 12:41 ✶
Atmosfera się skwasiła, choć wcześniej też nie była najsłodsza. Radowanie się i odpoczywanie, gdy świat się posypał niecałe dwa tygodnie temu, wydawało się jednak niewłaściwe. On pracował w Proroku, który odchylał się w stronę zdecydowanie populistyczną, a prawdziwie lewicowej gazety tak naprawdę nie było. Co mógł zrobić? Poszukać pracy w Czarownicy i do końca życia pisać plotki obrażające intelekt czytelników i czytelniczek lub durnowate quizy typu" "z którego czystokrwistego rodu będzie twój mąż?". Na Quidditchu się nie znał, więc Złoty Znicz odpadał, a do Horyzontów Zaklęć nie chciał przystępować po tym, jak opublikowali artykuł Philomeny Mulciber. Myślał o jednej opcji, ale nie wiedział, czy to w ogóle by się powiodło.
– Inne zatrudnienie nietrudno znaleźć, mógłbym na przykład remontować ludziom domy. Na to jest przecież niezły popyt, a podaży brakuje. Mogę też chodzić do barów i grać muzykę na żywo. Lub gotować w jakiejś knajpie. Opcji jest wiele, żadna jednak nie jest związana z dziennikarstwem. To tak jakbyś musiał porzucić aktorstwo – westchnął, patrząc nie na przyjaciół, ale na swoje dłonie. – Myślałem o rozgłośni radiowej Nottów.
To był głupi pomysł, bo Henry uwielbiał pisać i nie chciał tego porzucać. Z drugiej strony, radio docierało do ogromnej liczby ludzi. Było to najlepsze miejsce, by mówić im ważne rzeczy. Z trzeciej jednak, chłopak obawiał się, że ciągłe rozmowy mogły go zmęczyć. Zwykle nie był specjalnie gadatliwą osobą. Nie miał pojęcia, czy miał odpowiednią "nawijkę", żeby ludzie rzeczywiście go słuchali.
Ellie miała podobny problem, bo choć miała prospekty na dobre zatrudnienie u Rosierów, jej marzenia szły w inną stronę. Życie rzucało im wszystkim kłody pod nogi i to bezustannie. Świat pokryty popiołem Spalonej Nocy chciał niweczyć marzenia młodych ludzi, wprowadzać zamęt w ich sercach. Szczególnie trudne było utrzymanie się na powierzchni. Wydawało się Henrykowi, że ten kraj szczególnie nie znosił młodych ludzi. Chciał przecież utrzymywać porządek ich kosztem, chronić elity za wszelką cenę. Pamiętał jednak poglądy niektórych swoich znajomych z Hogwartu. Bywali oni zaślepieni, nienawistni, a potem zapewne skłonni przystępować w szeregi Śmierciożerców.
– Może twoje doświadczenie u mugoli zmieni dom mody Rosierów na lepsze. Nie kusi cię, by zacząć projektować? To może być całkiem ciekawy pomysł: połączenie mody czarodziejskiej i mugolskiej – zasugerował. Miał nadzieję, że choć odrobinę poprawi to Electrze nastrój. – Nie wiem, czy ktokolwiek na spokojne życie po Spalonej. Nie jestem szczególnym wyjątkiem.
Całe szczęście Hannibal przyniósł wino. Henry rozlał je do szklanek i uniósł swoją w górę.
– Za spokojniejsze życie. I za to, by wszystko się poukładało – wzniósł toast. – Może, ale tylko może, te wszystkie kłody, które życie rzuca nam pod nogi, to szansa na zbudowanie czegoś lepszego.
– Inne zatrudnienie nietrudno znaleźć, mógłbym na przykład remontować ludziom domy. Na to jest przecież niezły popyt, a podaży brakuje. Mogę też chodzić do barów i grać muzykę na żywo. Lub gotować w jakiejś knajpie. Opcji jest wiele, żadna jednak nie jest związana z dziennikarstwem. To tak jakbyś musiał porzucić aktorstwo – westchnął, patrząc nie na przyjaciół, ale na swoje dłonie. – Myślałem o rozgłośni radiowej Nottów.
To był głupi pomysł, bo Henry uwielbiał pisać i nie chciał tego porzucać. Z drugiej strony, radio docierało do ogromnej liczby ludzi. Było to najlepsze miejsce, by mówić im ważne rzeczy. Z trzeciej jednak, chłopak obawiał się, że ciągłe rozmowy mogły go zmęczyć. Zwykle nie był specjalnie gadatliwą osobą. Nie miał pojęcia, czy miał odpowiednią "nawijkę", żeby ludzie rzeczywiście go słuchali.
Ellie miała podobny problem, bo choć miała prospekty na dobre zatrudnienie u Rosierów, jej marzenia szły w inną stronę. Życie rzucało im wszystkim kłody pod nogi i to bezustannie. Świat pokryty popiołem Spalonej Nocy chciał niweczyć marzenia młodych ludzi, wprowadzać zamęt w ich sercach. Szczególnie trudne było utrzymanie się na powierzchni. Wydawało się Henrykowi, że ten kraj szczególnie nie znosił młodych ludzi. Chciał przecież utrzymywać porządek ich kosztem, chronić elity za wszelką cenę. Pamiętał jednak poglądy niektórych swoich znajomych z Hogwartu. Bywali oni zaślepieni, nienawistni, a potem zapewne skłonni przystępować w szeregi Śmierciożerców.
– Może twoje doświadczenie u mugoli zmieni dom mody Rosierów na lepsze. Nie kusi cię, by zacząć projektować? To może być całkiem ciekawy pomysł: połączenie mody czarodziejskiej i mugolskiej – zasugerował. Miał nadzieję, że choć odrobinę poprawi to Electrze nastrój. – Nie wiem, czy ktokolwiek na spokojne życie po Spalonej. Nie jestem szczególnym wyjątkiem.
Całe szczęście Hannibal przyniósł wino. Henry rozlał je do szklanek i uniósł swoją w górę.
– Za spokojniejsze życie. I za to, by wszystko się poukładało – wzniósł toast. – Może, ale tylko może, te wszystkie kłody, które życie rzuca nam pod nogi, to szansa na zbudowanie czegoś lepszego.