21.03.2026, 16:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2026, 17:03 przez Helloise Rowle.)
Decyzja o niedzieleniu się z Helloise wszystkim, co Brenna wiedziała, była raczej dobra. Wiedźma nie miała może długiego języka — zwykle zatrzymywała informacje dla siebie — lecz nie odczuwała również wobec Longbottom żadnego sentymentu i bez mrugnięcia okiem wykorzystałaby wrażliwe informacje na swoją korzyść, gdyby tylko jakaś okazja pojawiła się na horyzoncie.
Przerysuj to, przyprowadź mi człowieka, który będzie to potrafił — czarownica miała wiele pomysłów na to, w jaki sposób Brenna mogła ją dopuścić do posiadanych przez siebie informacji o runach. Potrafiła jednak dostrzec, kiedy ktoś nie chce się pod nią ugiąć ani na centymetr. Nie z tej strony, to z innej…
— Oczywiście. Tak mówią, że da się je odgonić — potwierdziła tymczasem, ponieważ choć nie miała żadnego praktycznego doświadczenia z odstraszaniem widm, to czytała w gazetach o tym, że patronusy mają być skutecznym rozwiązaniem. Hela była na tyle zdolną nekromantką, że informacja o tym miała dla niej realną wartość; potrafiłaby zapewne nie najgorszego patronusa wyczarować.
Wbrew pozorom w kwestii tego, że Voldemort zniszczył coś, kobiety się zgadzały. Nie było sposobu — nawet w pokręconym umyśle Helloise — aby wyprzeć ten fakt. Chciała ona wierzyć natomiast, że uda się Śmierciożerców po dobroci stopniowo spychać na inny tor i przypomnieć im, czym jest prawdziwy konserwatyzm. Bo jak wojować, to tylko z Boginią na ustach w świętej wojnie prowadzonej z dala od miejsc kultu religijnego. Wówczas godne to i sprawiedliwe.
Jeśli Matka okazała się łaskawa, być może usłyszała dwie swoje córki, które tamtego dnia zaniosły jej w tym kameralnym akcie modlitewnym swoje intencje.
— Wróć, jeśli będziesz o czymś wiedziała — poprosiła na koniec Helloise, po czym ostatni raz ścisnęła ręce Brenny i wycofała się. Przysiadła na miotle niby na ruchomej ławeczce i dała się ponieść w górę, do ciemnego wnętrza chaty na kurzej łapie.
Ledwie znalazła się w środku, poza zasięgiem wzroku Brenny, czarownica sięgnęła po skryte w jednej z szaf eliksiry na sen i wypiła flakonik duszkiem. Czując ogarniającą ją naraz senność, stanęła przy oknie, aby patrzeć na to, co zrobi dalej Longbottom. Nie kryła się — jeśli brygadzistka akurat spojrzała w górę, mogła dostrzec Helloise obserwującą ją spomiędzy firan.
Sylwetka obserwatorki nie majaczyła tam jednak długo. Kobieta szybko osunęła się na sofę, a tracąc świadomość skupiła swoją energię na tym, aby wyjść z ciała. W jakiejś płonnej, naiwnej nadziei na więcej informacji zamierzała podążyć za Brenną, która rozjątrzyła jej ciekawość i pozostawiła zirytowaną.
// rzucam nekromancję na użycie eksterioryzacji
Możesz się obracać, Brenno! Możesz nasłuchiwać. Nic ci to nie da. Duch Helloise podążał za brygadzistką tak długo, jak ta nie zniknęła w murach chronionego domu czy nie teleportowała się w nieznane. Wiedźma nie dowiedziała się może tego dnia już niczego więcej, lecz wiedziała teraz, że Brenna Longbottom ma coś, co ona również bardzo chciałaby mieć — informacje.
Przerysuj to, przyprowadź mi człowieka, który będzie to potrafił — czarownica miała wiele pomysłów na to, w jaki sposób Brenna mogła ją dopuścić do posiadanych przez siebie informacji o runach. Potrafiła jednak dostrzec, kiedy ktoś nie chce się pod nią ugiąć ani na centymetr. Nie z tej strony, to z innej…
— Oczywiście. Tak mówią, że da się je odgonić — potwierdziła tymczasem, ponieważ choć nie miała żadnego praktycznego doświadczenia z odstraszaniem widm, to czytała w gazetach o tym, że patronusy mają być skutecznym rozwiązaniem. Hela była na tyle zdolną nekromantką, że informacja o tym miała dla niej realną wartość; potrafiłaby zapewne nie najgorszego patronusa wyczarować.
Wbrew pozorom w kwestii tego, że Voldemort zniszczył coś, kobiety się zgadzały. Nie było sposobu — nawet w pokręconym umyśle Helloise — aby wyprzeć ten fakt. Chciała ona wierzyć natomiast, że uda się Śmierciożerców po dobroci stopniowo spychać na inny tor i przypomnieć im, czym jest prawdziwy konserwatyzm. Bo jak wojować, to tylko z Boginią na ustach w świętej wojnie prowadzonej z dala od miejsc kultu religijnego. Wówczas godne to i sprawiedliwe.
Jeśli Matka okazała się łaskawa, być może usłyszała dwie swoje córki, które tamtego dnia zaniosły jej w tym kameralnym akcie modlitewnym swoje intencje.
— Wróć, jeśli będziesz o czymś wiedziała — poprosiła na koniec Helloise, po czym ostatni raz ścisnęła ręce Brenny i wycofała się. Przysiadła na miotle niby na ruchomej ławeczce i dała się ponieść w górę, do ciemnego wnętrza chaty na kurzej łapie.
Ledwie znalazła się w środku, poza zasięgiem wzroku Brenny, czarownica sięgnęła po skryte w jednej z szaf eliksiry na sen i wypiła flakonik duszkiem. Czując ogarniającą ją naraz senność, stanęła przy oknie, aby patrzeć na to, co zrobi dalej Longbottom. Nie kryła się — jeśli brygadzistka akurat spojrzała w górę, mogła dostrzec Helloise obserwującą ją spomiędzy firan.
Sylwetka obserwatorki nie majaczyła tam jednak długo. Kobieta szybko osunęła się na sofę, a tracąc świadomość skupiła swoją energię na tym, aby wyjść z ciała. W jakiejś płonnej, naiwnej nadziei na więcej informacji zamierzała podążyć za Brenną, która rozjątrzyła jej ciekawość i pozostawiła zirytowaną.
// rzucam nekromancję na użycie eksterioryzacji
Rzut Z 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!
Możesz się obracać, Brenno! Możesz nasłuchiwać. Nic ci to nie da. Duch Helloise podążał za brygadzistką tak długo, jak ta nie zniknęła w murach chronionego domu czy nie teleportowała się w nieznane. Wiedźma nie dowiedziała się może tego dnia już niczego więcej, lecz wiedziała teraz, że Brenna Longbottom ma coś, co ona również bardzo chciałaby mieć — informacje.
Koniec sesji
dotknij trawy