22.03.2026, 12:21 ✶
Henry pojawił się ze szklankami w idealnym momencie, doskonale odgadując zamiary Hannibala zanim jeszcze ten powrócił z butelką. Selwyn bez słowa odkorkował ją, wino trafiło do szklanek i przez kilka sekund współpracowali gładko, jak zawsze.
- Szkoda by było, gdybyś miał przestać pisać - odezwał się, skupiony na szklankach. - Może freelancing?
Henry na szczęście posiadał wiele przydatnych umiejętności, ale dziennikarstwo było jego marzeniem. Hannibal przypomniał sobie ich wspólną podróż przez ogarnięte chaosem miasto w Spaloną Noc. Naiwnie było myśleć, że problemy skończą się z ugaszeniem pożarów i naprawieniem zniszczeń.
Nie wrócił na swoje miejsce na kanapie. Zamiast tego usiadł ze swoją szklanką na podłodze, obok Electry.
Chwila była groteskowo podobna do szkolnych czasów, łatwiejszych czasów.
Czy tak samo siedzielibyśmy, gdyby któreś z nas albo naszych bliskich zginęło? Przed pogrzebem? Po?
Myśl sprawiła, że sam poczuł potrzebę dotknięcia kogoś żywego. Odgarnął z czoła Ellie kosmyk włosów, równie niepokorny, jak właścicielka.
- Cieszę się, że przyjechałaś - powiedział, patrząc na nią ciepło. Jej obecność mimo wszystko łagodziła obyczaje - Christopher Rosier jest moim kuzynem. Może mógłbym zamienić z nim dwa słowa, żeby on zamienił dwa odpowiednie słowa na Twój temat, jeżeli chciałabyś do nich uderzyć. Trochę tam trzeba uważać, co się mówi, bo to faktycznie sztywniaki, ale myślę, że byłabyś świetną projektantką. I może miałabyś wtedy wpływ na całokształt ich twórczości.
Posłusznie wzniósł rękę do toastu. Optymizm w głosie Henry’ego był cienki, jak papier, ale potrzebowali teraz każdego skrawka, więc Hannibal zmusił się do uśmiechu, zmusił się do energii, kiedy stuknął brzegiem swojej szklanki o szklanki przyjaciół. Szkło spotkało szkło z brzękiem bardziej przystającym świętowaniu, niż atmosferze panującej w mieszkaniu i dysonans prawie wywołał skrzywienie na twarzy Selwyna. Prawie.
- Kto jak nie my? - dorzucił.
W coś przecież trzeba było wierzyć.
- Szkoda by było, gdybyś miał przestać pisać - odezwał się, skupiony na szklankach. - Może freelancing?
Henry na szczęście posiadał wiele przydatnych umiejętności, ale dziennikarstwo było jego marzeniem. Hannibal przypomniał sobie ich wspólną podróż przez ogarnięte chaosem miasto w Spaloną Noc. Naiwnie było myśleć, że problemy skończą się z ugaszeniem pożarów i naprawieniem zniszczeń.
Nie wrócił na swoje miejsce na kanapie. Zamiast tego usiadł ze swoją szklanką na podłodze, obok Electry.
Chwila była groteskowo podobna do szkolnych czasów, łatwiejszych czasów.
Czy tak samo siedzielibyśmy, gdyby któreś z nas albo naszych bliskich zginęło? Przed pogrzebem? Po?
Myśl sprawiła, że sam poczuł potrzebę dotknięcia kogoś żywego. Odgarnął z czoła Ellie kosmyk włosów, równie niepokorny, jak właścicielka.
- Cieszę się, że przyjechałaś - powiedział, patrząc na nią ciepło. Jej obecność mimo wszystko łagodziła obyczaje - Christopher Rosier jest moim kuzynem. Może mógłbym zamienić z nim dwa słowa, żeby on zamienił dwa odpowiednie słowa na Twój temat, jeżeli chciałabyś do nich uderzyć. Trochę tam trzeba uważać, co się mówi, bo to faktycznie sztywniaki, ale myślę, że byłabyś świetną projektantką. I może miałabyś wtedy wpływ na całokształt ich twórczości.
Posłusznie wzniósł rękę do toastu. Optymizm w głosie Henry’ego był cienki, jak papier, ale potrzebowali teraz każdego skrawka, więc Hannibal zmusił się do uśmiechu, zmusił się do energii, kiedy stuknął brzegiem swojej szklanki o szklanki przyjaciół. Szkło spotkało szkło z brzękiem bardziej przystającym świętowaniu, niż atmosferze panującej w mieszkaniu i dysonans prawie wywołał skrzywienie na twarzy Selwyna. Prawie.
- Kto jak nie my? - dorzucił.
W coś przecież trzeba było wierzyć.
Koniec sesji