23.03.2026, 10:36 ✶
Rodzina była wszystkim - tak przynajmniej im powtarzano od lat. Lestrange zawsze stoją za sobą murem - mawiali rodzice, dziadkowie, babki i prababki. Dlaczego więc dom sióstr Lestrange spłonął? Dlaczego ci, którzy nosili maski, nie ochronili swoich bliskich? Czy kierował nimi egoizm, czy wyrachowany plan, by odsunąć od siebie podejrzenia? A może to była swoista kara za to, że ani Daphne, ani Victoria, ani Primrose, nie podjęły jeszcze decyzji, po której stronie chcą stanąć? Czy to wszystko miało sens? Stawianie ideałów ponad rodzinę, za którą powinni przecież stawać murem. W sercu Rodolphusa zawsze było miejsce dla kuzynek, lecz nie mógł ich chronić zawsze i wszędzie, za wszelką cenę.
W końcu musiały wybrać.
Ale jeszcze nie dzisiaj. Również nie jutro. Ale tak, jak mówił Cynthii, tak wiedział, że musi powiedzieć również im: w niedalekiej przyszłości będą musiały się określić lub zginąć. Czy będzie w stanie posłać mordercze zaklęcie prosto w oczy niewinnej Prim? Czy rzuciłby crucio na odważną Victorię? Czy spaliłby słodką Daphne? Tego nie wiedział - i po części liczył, że ta nauczka, którą dostały teraz, uniknie stawania naprzeciwko sobie, gdy dojdzie do otwartej walki.
Ale tak: w sercu Rodolphusa było specjalnie miejsce dla kuzynek. Gdy poczuł na swoim ciele kościste ramiona, odruchowo zamknął drobną Primrose w uścisku. Pogłaskał ją po głowie w geście, mówiącym że będzie dobrze - chociaż każde z nich wiedziało, że dobrze już było, a teraz miało być jeszcze gorzej.
- Prim - powiedział miękko, gładząc jej włosy. Wyglądała jak siedem nieszczęść i gdyby młody Lestrange miał poprawnie działającą empatię, to zapewne targnęłyby nim wyrzuty sumienia. Za duże ubrania, na dodatek w kolorze, który pożerał drobną sylwetkę, mówiły o stanie kuzynki więcej, niż by sama Primrose chciała. Pisała mu w listach (i wyjcach), że straciła wszystko. I mimo że pochodzili z obrzydliwie bogatej rodziny, to doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dla niektórych utrata majątku wiązała się z utratą pamiątek i wspomnień, które się z nimi wiązały. Miał gdzieś prezenty, które spłonęły i były przeznaczone dla całej rodziny, ale dla Primrose była to prawdziwa tragedia. - Już jest dobrze.
Nie było dobrze i nie będzie dobrze, ale musiał skłamać, by dodać jej otuchy. Na pewno nie miała łatwo - dopiero co wróciła, a rzucono ją w wir pracy, do której nie chciała się nadawać. Primrose powinna brylować na balach, tańczyć do białego rana i pić wino, a nie słuchać poparzonych ofiar dzieła Śmierciożerców.
Lestrange dał się wciągnąć do środka, a gdy kuzynka powiedziała coś do skrzata, zmarszczył brwi. Nie spojrzał nawet na stworzenie, bo nie potrafiłby ukryć obrzydzenia. Po jednej z ostatnich wypraw z Robertem darzył skrzaty jeszcze większą nienawiścią, niż zwykle. Dlatego też te stworzenia nie miały wstępu do jego domu, chyba że w wyjątkowych sytuacjach. W innym razie miały mu znikać z oczu.
- Wyglądasz, jakbyś już nie spała od kilku nocy - powiedział, lustrując kobietę spojrzeniem, w którym nie kryła się nagana czy też ocena. Po prostu wyłapywał kolejne niepasujące do Prim elementy i sklejał je w całość. - Jesteś spakowana?
Nie napisała mu przecież, że znowu zmieniła zdanie.
@Primrose Lestrange
W końcu musiały wybrać.
Ale jeszcze nie dzisiaj. Również nie jutro. Ale tak, jak mówił Cynthii, tak wiedział, że musi powiedzieć również im: w niedalekiej przyszłości będą musiały się określić lub zginąć. Czy będzie w stanie posłać mordercze zaklęcie prosto w oczy niewinnej Prim? Czy rzuciłby crucio na odważną Victorię? Czy spaliłby słodką Daphne? Tego nie wiedział - i po części liczył, że ta nauczka, którą dostały teraz, uniknie stawania naprzeciwko sobie, gdy dojdzie do otwartej walki.
Ale tak: w sercu Rodolphusa było specjalnie miejsce dla kuzynek. Gdy poczuł na swoim ciele kościste ramiona, odruchowo zamknął drobną Primrose w uścisku. Pogłaskał ją po głowie w geście, mówiącym że będzie dobrze - chociaż każde z nich wiedziało, że dobrze już było, a teraz miało być jeszcze gorzej.
- Prim - powiedział miękko, gładząc jej włosy. Wyglądała jak siedem nieszczęść i gdyby młody Lestrange miał poprawnie działającą empatię, to zapewne targnęłyby nim wyrzuty sumienia. Za duże ubrania, na dodatek w kolorze, który pożerał drobną sylwetkę, mówiły o stanie kuzynki więcej, niż by sama Primrose chciała. Pisała mu w listach (i wyjcach), że straciła wszystko. I mimo że pochodzili z obrzydliwie bogatej rodziny, to doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dla niektórych utrata majątku wiązała się z utratą pamiątek i wspomnień, które się z nimi wiązały. Miał gdzieś prezenty, które spłonęły i były przeznaczone dla całej rodziny, ale dla Primrose była to prawdziwa tragedia. - Już jest dobrze.
Nie było dobrze i nie będzie dobrze, ale musiał skłamać, by dodać jej otuchy. Na pewno nie miała łatwo - dopiero co wróciła, a rzucono ją w wir pracy, do której nie chciała się nadawać. Primrose powinna brylować na balach, tańczyć do białego rana i pić wino, a nie słuchać poparzonych ofiar dzieła Śmierciożerców.
Lestrange dał się wciągnąć do środka, a gdy kuzynka powiedziała coś do skrzata, zmarszczył brwi. Nie spojrzał nawet na stworzenie, bo nie potrafiłby ukryć obrzydzenia. Po jednej z ostatnich wypraw z Robertem darzył skrzaty jeszcze większą nienawiścią, niż zwykle. Dlatego też te stworzenia nie miały wstępu do jego domu, chyba że w wyjątkowych sytuacjach. W innym razie miały mu znikać z oczu.
- Wyglądasz, jakbyś już nie spała od kilku nocy - powiedział, lustrując kobietę spojrzeniem, w którym nie kryła się nagana czy też ocena. Po prostu wyłapywał kolejne niepasujące do Prim elementy i sklejał je w całość. - Jesteś spakowana?
Nie napisała mu przecież, że znowu zmieniła zdanie.
@Primrose Lestrange