Tego typu zgromadzenia niekoniecznie były w duchu Sauriela. A przynajmniej nie za dnia, kiedy spoglądał na niebo z wydłużających się coraz bardziej cieni. A już na pewno nie były w jego duchu, kiedy spoglądał na te kolorowe stoiska, wozy i śmiejących się ludzi i dostrzegał tylko śmierć i ogień, który miał to spopielić. Szkoda tego było. Trochę było mu tego szkoda - tych ludzi. Każda krew smakowała tak samo. Nie ważne, czy był to mugol, charłak czy czarodziej czystej krwi. I każda miała tą samą, czerwoną barwę mimo usilnego przekonywania, że było inaczej. Co jednak naprawdę ostudzało jego zapał i deptało chęci to fakt, że Victoria miała dziś dbać o bezpieczeństwo tego miejsca.
Sauriel zaś miał zadbać, żeby to miejsce spłonęło.
Czarnowłosy przemknął między cieniami. Chciał się chociaż raz przejść po tym miejscu w jego kolorach, barwach, zapachach i dźwiękach. Niektóre znajome twarze migały mu gdzieś w kącie oka, ale kiedy dobrze się obrócił to widział już tylko tłum. I po znajomych facjatach ani widu, ani słychu. Kiedy tak przystanął, oglądając się, bo wydawało mu się, że dostrzegł twarz Fergusa, ktoś przeszedł mu przed oczyma i odsłonił widok na dość... kuriozalną rzecz. Niby nic wyjątkowego, loterie w końcu były popularne na tego typu eventach, ale stojący tam goblin skupił bardzo wiele uwagi Sauriela. Na tyle, że ten automatycznie podszedł.
- Próbujesz szczęścia? - Zaskrzeczał wyzywająco niemal goblin. Sauriel rzucił mu monetę. I tak - spróbował szczęścia. Choć przecież był od tego, żeby nieść pecha.
!goblin
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.