27.03.2026, 08:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2026, 18:01 przez Anthony Shafiq.)
– Niejednokrotnie była to całkiem skuteczna taktyka. Wiesz... jeśli nie było się uczestnikiem kataklizmów zaserwowanych nam przez Voldemorta, to łatwo było je zbagatelizować. Spalona noc co prawda... przykuła uwagę i proszę z tego miejsca, żebyście wybaczyli mi ten eufemizm, niemniej, dalej uważam, że u steru są ludzie, którzy nie do końca wiedzą co z tym począć. Nawet jeśli hmm... cóż, to wciąż są moi ludzie, którzy są u tego steru. – skrzywił się nieco i uciekł wzorkiem. Czy byłby tak zgorzkniały, gdyby nie zawirowania wokół uniwersytetu? Być może nie. Jenkins jednak sama uczyniła sobie z niego wroga, nie tylko w logiczny sposób, zachowując się irracjonalnie i kompulsywnie, ale też ten małostkowy, karmiący negatywnymi wnioskami urażoną dumę polityka.
– Może oba, może przekazują i góra nie wie co z tym zrobić. Kto w ogóle zajmuje się tą Polaną Ognisk? Na pewno jest tam jakiś zarządca aczkolwiek, z całym moim szacunkiem do działalności badawczej, wydaje mi się, że Niewymowny nie powinien być u steru tego typu działań, no chyba że Longbottom, z racji wychowania w rodzinie policyjnej, który jako jeden z nielicznych jest świadom konieczności wynikających z obu ścieżek, a nie tylko jednej. – w zamyśleniu obrócił kilkukrotnie złotym sygentem z insygniami jego oddziału, pod którymi nieodmiennie od lat znajdowała się waga. Po spalonej nocy z Morpheusem nie było dobrze, ale może wypchnięcie go ku innemu zadaniu...
– Niestety, moja wpływy nie są takie mocne ani na drugim piętrze, ani na dziewiątym, żeby to przepchnąć, ale jeśli dostałaś zgodę... mogę to dla Ciebie sprawdzić. – Ruchem dłoni ściągnął ku sobie swoje pióro, by zanotować kilka słów, pozwalających mu zapamiętać to zadanie, nawet gdy młodzi aurorzy opuszczą jego gabinet. Za dużo zadań, za mało czasu...
Tak wiele, do zrobienia...
– Już mówiłem o tym Victorii i powtórzę to znów, może to nawet lepiej, ze Departament porzucił temat waszego stanu, daje to przestrzeń sektorowi prywatnemu, ale wydaje mi się, że i na to trzeba byłoby znaleźć miejsce i czas w naszych napiętych grafikach. Może... całkiem prawdopodobne, że może to się okazać kluczowe. Kto wie, czy zaklęcie doprowadzające pół kraju do ruiny nie było w oparciu nawet nie o szczelinę, a o moc zgromadzoną w naszych przeciwnikach. Z poziomu badawczego jesteśmy w plecy o kilka miesięcy, ale... – odetchnął i opadł na fotel, analizując zebrane do tej pory dane. Zasoby. Kapitał i ludzi.
– Chodzi mi po głowie projekt, którego jednym z efektów byłoby w Dolinie, niedaleko źródła umiejscowienie podziemnego laboratorium badawczego. Z jednej strony myślę o tym, że nie ma to zbyt wiele sensu, bo lepiej skorzystać z zasobów które już się ma, ale niestety Dolina dotąd pozostawała poza moim zasięgiem. – przyznał, by na moment odpuścić temat na rzecz konkursu tęgich umysłów.
Dotyk ślepi aurora poczył niemal natychmiast i pospiesznie zdusił odruch wzdrygnięcia się. Chciałby mówić, że wpuścił go celowo, jednak nie byłoby to prawdą. Był osłabiony, był zmęczony, był niewyspany, był przede wszystkim rozkojarzony.
Jego aura była wciąż srebrzysta, choć nie sposób było nie zauważyć szarości rezygnacji i postępującego osamotnienia, z którymi Anthony cały czas walczył. Jego bieżący stan mienił się dyskomfortem wynikającym z wielu rzeczy, między innymi ten aurowidzowskiej potyczki ale też (a może przede wszystkim) słowami, które między nimi padły do tej pory, pokazującymi poziom trudności o wiele większej rozgrywki, w której przyszło im wziąć udział.
Żyli w ciekawych czasach.
– Brawo chłopcze. – pogratulował łagodnie, uśmiechając się nieco sztywno. – Niech Ci dobre oko w służbie służy – pozwolił przypomnieć sobie, dlaczego tak ważne było, żeby aurowidzowie wiedzieli jak najwięcej w miejsce rosnącej w sercu paniki, że jego umiejętności przestały jakkolwiek wystarczać na to wojenne pole.
– Może oba, może przekazują i góra nie wie co z tym zrobić. Kto w ogóle zajmuje się tą Polaną Ognisk? Na pewno jest tam jakiś zarządca aczkolwiek, z całym moim szacunkiem do działalności badawczej, wydaje mi się, że Niewymowny nie powinien być u steru tego typu działań, no chyba że Longbottom, z racji wychowania w rodzinie policyjnej, który jako jeden z nielicznych jest świadom konieczności wynikających z obu ścieżek, a nie tylko jednej. – w zamyśleniu obrócił kilkukrotnie złotym sygentem z insygniami jego oddziału, pod którymi nieodmiennie od lat znajdowała się waga. Po spalonej nocy z Morpheusem nie było dobrze, ale może wypchnięcie go ku innemu zadaniu...
– Niestety, moja wpływy nie są takie mocne ani na drugim piętrze, ani na dziewiątym, żeby to przepchnąć, ale jeśli dostałaś zgodę... mogę to dla Ciebie sprawdzić. – Ruchem dłoni ściągnął ku sobie swoje pióro, by zanotować kilka słów, pozwalających mu zapamiętać to zadanie, nawet gdy młodzi aurorzy opuszczą jego gabinet. Za dużo zadań, za mało czasu...
Tak wiele, do zrobienia...
– Już mówiłem o tym Victorii i powtórzę to znów, może to nawet lepiej, ze Departament porzucił temat waszego stanu, daje to przestrzeń sektorowi prywatnemu, ale wydaje mi się, że i na to trzeba byłoby znaleźć miejsce i czas w naszych napiętych grafikach. Może... całkiem prawdopodobne, że może to się okazać kluczowe. Kto wie, czy zaklęcie doprowadzające pół kraju do ruiny nie było w oparciu nawet nie o szczelinę, a o moc zgromadzoną w naszych przeciwnikach. Z poziomu badawczego jesteśmy w plecy o kilka miesięcy, ale... – odetchnął i opadł na fotel, analizując zebrane do tej pory dane. Zasoby. Kapitał i ludzi.
– Chodzi mi po głowie projekt, którego jednym z efektów byłoby w Dolinie, niedaleko źródła umiejscowienie podziemnego laboratorium badawczego. Z jednej strony myślę o tym, że nie ma to zbyt wiele sensu, bo lepiej skorzystać z zasobów które już się ma, ale niestety Dolina dotąd pozostawała poza moim zasięgiem. – przyznał, by na moment odpuścić temat na rzecz konkursu tęgich umysłów.
Rozproszenie ◉◉◉◉○ gdyż ponieważ oklumencja
Rzut PO 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Dotyk ślepi aurora poczył niemal natychmiast i pospiesznie zdusił odruch wzdrygnięcia się. Chciałby mówić, że wpuścił go celowo, jednak nie byłoby to prawdą. Był osłabiony, był zmęczony, był niewyspany, był przede wszystkim rozkojarzony.
Jego aura była wciąż srebrzysta, choć nie sposób było nie zauważyć szarości rezygnacji i postępującego osamotnienia, z którymi Anthony cały czas walczył. Jego bieżący stan mienił się dyskomfortem wynikającym z wielu rzeczy, między innymi ten aurowidzowskiej potyczki ale też (a może przede wszystkim) słowami, które między nimi padły do tej pory, pokazującymi poziom trudności o wiele większej rozgrywki, w której przyszło im wziąć udział.
Żyli w ciekawych czasach.
– Brawo chłopcze. – pogratulował łagodnie, uśmiechając się nieco sztywno. – Niech Ci dobre oko w służbie służy – pozwolił przypomnieć sobie, dlaczego tak ważne było, żeby aurowidzowie wiedzieli jak najwięcej w miejsce rosnącej w sercu paniki, że jego umiejętności przestały jakkolwiek wystarczać na to wojenne pole.
bezróżdżkowa, oklumencja, wstępowanie i kłamstwo (wcale mnie to aż tak nie zabolało w serduszku)
drobny lęk (przejęcie kontroli), bezsenność)
drobny lęk (przejęcie kontroli), bezsenność)