Nie znała się aż tak dobrze na duchach i poltergeistach. To znaczy znała oczywiście teorię, a po tym, jak w jej własny mieszkaniu razem z Brenną znalazły jednego, to trochę poczytała, próbując zrozumieć co się stało i w jaki sposób Thoran Yaxley (bo była przekonana, że to jego sprawka, biorąc pod uwagę że wszelkie hałasy dobiegały z jego mieszkania, jakby poltergeist chciał pokazać winnego całej tej sytuacji) w ogóle spętał poltergeista. Ale nie potrafiła powiedzieć co sprawia, że się od siebie różnią, co powoduje, że jedne są mniej, a drugie bardziej okrutne. Może to faktycznie skoncentrowana wokół wola, z której się rodzą, wpływała na ich charakter?
– Ten stąd nie, a przynajmniej nic o tym nie słyszałam. Ale zmienia ludziom wygląd, na przykład płeć… – i dlatego tak spojrzała wcześniej po sobie i Christopherze, by się upewnić, że na przykład nie stała się mężczyzną, a Chris nie okazał się nagle wysoką blondyneczką (bo po jej ostatnim, nieudanym związku, miała z blondynkami pewien niewypowiedziany na głos problem).
– Chciałabym, żeby to była tylko zmyślona historyjka, naprawdę – tym bardziej, że w tamtym okresie Victoria nie wiedziała, czy po prostu już całkiem zdurniała, biorąc pod uwagę rzeczy jakie się działy po tym, gdy już ona i reszta Zimnych się obudzili (to jest doświadczała nieswoich wspomnień), skoro te wszystkie hałasy słyszała tylko ona i zwyczajnie było jej z tym wszystkim źle, bo nie mogła odpocząć nawet we własnym mieszkaniu. – Nie próbowałam, bo tamtą kamienicę kupiłam gdzieś w styczniu i ilekroć tam przebywałam… chociaż może nieczęsto, to nic takiego się nie działo. A tuż przed tym, jak się do niej faktycznie przeniosłam w lipcu, to zrobiłam tam taki mały remont i sądzę, że to wtedy ten poltergeist się tam pojawił. Znaczy nie sam, a z pomocą mojego równie uroczego sąsiada, bo widzisz, ten poltergeist robił to wszystko tak, jakby to od tego sąsiada dobiegały te wszystkie hałasy. Z pustego mieszkania, w którym nikogo nie było – pierdolony Thoran Yaxley. – No ale sąsiad wyparował i poltergeista też już nie ma, bo został wyegzorcyzmowany – tyle, że Daegberht powiedział jej, że może wrócić, bo nie złapał go do pojemnika, a powinien go spalić w ogniach Samhain by pozbyć się go na dobre… – O adoratorach wysyłających listy? – no dobrze, tym ją zaskoczył, bo Victoria jakoś nie od razu pomyślała o tym, że Rosier usłyszał o tym przeklętym wyjcu, po którym rozeszły się dziwne plotki, a który był bezpośrednim powodem, dlaczego anons Aidana znalazł się kilka dni później w Czarownicy. – O na brodę Merlina, nie mów, że nawet ty słyszałeś o tej głupocie. Że też ludzie nie mają lepszych tematów do plotek… To nie byli żadni adoratorzy – za kogo on ją musiał mieć? Wiedziała jakie plotki krążyły o niej i Saurielu, jak choćby to, że byli po słownie, a nie po zaręczynach, które potem zresztą zerwano, a i tak poszli razem do Blacków i ta ich relacja była taka trochę burzliwa, jakby się rozchodzili i schodzili, a do tego jeszcze te durne plotki o jakichś innych mężczyznach… Ale może Chris się tym nie przejmował, skoro miał na głowie ważniejsze rzeczy, które zresztą po trosze poszły w niwecz przez Spaloną Noc. – Tak, domyślam się… Chyba wszystkim to popsuło wszystkie plany. I na kiedy teraz planujecie ten pokaz? Zakładając, że nic się już nie zmieni – dodała znacznie mniej ostrożniej, być może nawet na głos wyrażając pewne obawy, które toczyły umysł blondyna, ale też w sumie chyba faktycznie dużej części społeczeństwa. Victoria obawiała się czegoś na Samhain ze względu właśnie na wiedzę jaką miała, zbieraną przez miesiące. Ba – czy jej się wtedy coś nie stanie?
Pracownica obrzuciła ich szybkim spojrzeniem – Chris był tu codziennym bywalcem, a Victoria była rozpoznawalna przez mnóstwo ludzi. Kobieta jednak szybko kiwnęła głową, najpewniej dziwiąc się klatką trzymana przez jej szefa i ruszyła się, by odszukać asystentkę, o której mówił Christopher. Victoria w tym czasie zdążyła się tylko uśmiechnąć do pracownicy i jej wzrok prześlizgnął się po wieszakach bardzo krótko, zupełnie nieświadoma, że za jednym z nich czaiła się była partnerka Chistophera, która chyba na dźwięk jego głosu skryła się uważniej, robiąc z tego idealny punkt obserwacyjny. Otaksowała ich wzrokiem, najwyraźniej dodała sobie dwa do dwóch i już-już mieli zniknąć jej z oczu, kiedy Cressida nie mogąc się powstrzymać, wychynęła na środek przejścia i bardzo oskarżycielsko rzuciła:
– A więc to tak! Już znalazłeś sobie kolejną dziewczynę, której namieszasz w głowie i porzucisz z dnia na dzień jak już się pobawisz i znudzisz?