29.03.2026, 14:24 ✶
Peregrinus nie myślał o iluzji w ten prosty sposób, jako o zapowiedzi tajemnicy czy spoglądnięcia za nieznaną fasadę. Czy czułby tę dziwną tęsknotę, gdyby chodziło o zwykłe poszukiwanie odpowiedzi na pytania?
— Skłaniam się ku czytaniu tego jako ostrzeżenia. Może przed działaniem jakiejś magii umysłów? — przypuścił. A może miał się wystrzegać nadmiernego zaufania do swojej głowy. Nie potrafił pozbyć się myśli, że to dla niego szczególnie zła wróżba.
Na ścieżkę wyrysowaną w karcie wkraczał z odmętu rak — zwierz, który równie pewnie kroczył w przód, co w tył. Przed nim dwa psy, dwie wieże. Wszystko zdawało się na tej karcie odbijać od siebie nawzajem, powracać echem, w przód i w tył, w tę i z powrotem. Echem było również to światło odbijane przez górujący nad wszystkim księżyc. Wszędzie zwodnicze iluzoryczne echa.
W przeciwieństwie do Rowle’a Peregrinus nie był ubrany ciemno, a jego kremowa koszula miała rozpięty tylko jeden guzik, ponieważ Peregrinus Trelawney nie był lubieżnym rozpustnikiem. Jasny kolor stroju był może dla pochmurnego jasnowidza niecodzienny, ale równie niecodzienne było miejsce, do którego wywędrował.
Mężczyzna uśmiechnął się półgębkiem, gdy Leviathan opowiedział o kobiecie, która nalegała, aby pan Rowle wąchał śmierdzące basenowe gluty.
— Wybacz. Nie wątpię, że wąchanie szlamu to uznana metoda badawcza w tej dziedzinie — wytłumaczył się ze swojej rozbawionej reakcji Trelawney. — Po prostu mojej pracy niekoniecznie się z tego zmysłu zwykle korzysta. — Węchem co najwyżej Peregrinus mógł pomóc sobie ocenić, czy przypadkiem książki nie są spleśniałe i czy nie trzeba ich trzymać dla bezpieczeństwa w izolacji od innych woluminów. — Jak do takiego zanieczyszczenia mogło dojść niezauważenie? Myślisz, że oni tam na obsłudze nie wiedzą, co się stało?
Wyszli tymczasem przed magiczny obiekt, wprost w ruiny klasztoru. Zachowała się z niego przede wszystkim jedna ściana z rzędem wysokich łukowatych otworów, w które zapewne przed wiekami wprawione były drzwi. Pozostałe mury były w takim szczęcie, że trudno było na pierwszy rzut oka domyślić się, jaki układ mogła mieć budowla. Peregrinus wyciągnął z torby folder, który znalazł poprzedniego dnia w bibliotece, i wręczył go Leviathanowi, aby Rowle mógł również spojrzeć na odzyskane przez włoskich badaczy plany zrujnowanego piętrowego budynku.
— Podobno przed sześćdziesiątym rokiem próbowali na tym obszarze sondowania magicznego, ale niczego nie znaleźli. — Peregrinus przeszedł wzdłuż muru. Nagle zorientował się, że stanął dokładnie w tym samym miejscu, w którym stał w swoim śnie. Zdało mu się, że widzi zza swoich pleców blask latarni Eremity, że runy wyryte na murze na chwilę błysnęły. Zamrugał kilka razy, wrażenie minęło. Otrząsnąwszy się, wróżbita zbliżył się do najlepiej zachowanej części muru i palcem zaznaczył wyryte w cegłach symbole. — Dziś biegną tędy runy ochronne, dzięki którym mugole nie mogą wejść na to wzgórze i nie widzą hotelu.
— Skłaniam się ku czytaniu tego jako ostrzeżenia. Może przed działaniem jakiejś magii umysłów? — przypuścił. A może miał się wystrzegać nadmiernego zaufania do swojej głowy. Nie potrafił pozbyć się myśli, że to dla niego szczególnie zła wróżba.
Na ścieżkę wyrysowaną w karcie wkraczał z odmętu rak — zwierz, który równie pewnie kroczył w przód, co w tył. Przed nim dwa psy, dwie wieże. Wszystko zdawało się na tej karcie odbijać od siebie nawzajem, powracać echem, w przód i w tył, w tę i z powrotem. Echem było również to światło odbijane przez górujący nad wszystkim księżyc. Wszędzie zwodnicze iluzoryczne echa.
W przeciwieństwie do Rowle’a Peregrinus nie był ubrany ciemno, a jego kremowa koszula miała rozpięty tylko jeden guzik, ponieważ Peregrinus Trelawney nie był lubieżnym rozpustnikiem. Jasny kolor stroju był może dla pochmurnego jasnowidza niecodzienny, ale równie niecodzienne było miejsce, do którego wywędrował.
Mężczyzna uśmiechnął się półgębkiem, gdy Leviathan opowiedział o kobiecie, która nalegała, aby pan Rowle wąchał śmierdzące basenowe gluty.
— Wybacz. Nie wątpię, że wąchanie szlamu to uznana metoda badawcza w tej dziedzinie — wytłumaczył się ze swojej rozbawionej reakcji Trelawney. — Po prostu mojej pracy niekoniecznie się z tego zmysłu zwykle korzysta. — Węchem co najwyżej Peregrinus mógł pomóc sobie ocenić, czy przypadkiem książki nie są spleśniałe i czy nie trzeba ich trzymać dla bezpieczeństwa w izolacji od innych woluminów. — Jak do takiego zanieczyszczenia mogło dojść niezauważenie? Myślisz, że oni tam na obsłudze nie wiedzą, co się stało?
Wyszli tymczasem przed magiczny obiekt, wprost w ruiny klasztoru. Zachowała się z niego przede wszystkim jedna ściana z rzędem wysokich łukowatych otworów, w które zapewne przed wiekami wprawione były drzwi. Pozostałe mury były w takim szczęcie, że trudno było na pierwszy rzut oka domyślić się, jaki układ mogła mieć budowla. Peregrinus wyciągnął z torby folder, który znalazł poprzedniego dnia w bibliotece, i wręczył go Leviathanowi, aby Rowle mógł również spojrzeć na odzyskane przez włoskich badaczy plany zrujnowanego piętrowego budynku.
— Podobno przed sześćdziesiątym rokiem próbowali na tym obszarze sondowania magicznego, ale niczego nie znaleźli. — Peregrinus przeszedł wzdłuż muru. Nagle zorientował się, że stanął dokładnie w tym samym miejscu, w którym stał w swoim śnie. Zdało mu się, że widzi zza swoich pleców blask latarni Eremity, że runy wyryte na murze na chwilę błysnęły. Zamrugał kilka razy, wrażenie minęło. Otrząsnąwszy się, wróżbita zbliżył się do najlepiej zachowanej części muru i palcem zaznaczył wyryte w cegłach symbole. — Dziś biegną tędy runy ochronne, dzięki którym mugole nie mogą wejść na to wzgórze i nie widzą hotelu.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie