• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.72] Get your pride out of your mouth

[07.10.72] Get your pride out of your mouth
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
29.03.2026, 21:57  ✶  

Na jej słowa zareagował niemal odruchowo, lekkim uniesieniem ramion i uśmiechem, który był zbyt płaski, by nazwać go współczującym. Nie było w nim kpiny, ale nie było też ciepła. Raczej coś pomiędzy. Coś, co mówiło więcej o jego podejściu do świata niż jakakolwiek odpowiedź. Przez krótką chwilę milczał, przyglądając się jej z uwagą, jakby ważył w myślach to jedno zdanie. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Brzmiało to niemal jak skarga, choć wypowiedziana bez dramatyzmu. Jak fakt, który ktoś odnotował z opóźnieniem. Na ułamek sekundy coś drgnęło w nim ostrzej. Bo przecież, mieli czas. Wystarczająco dużo. Sygnały były aż nazbyt wyraźne. Nie subtelne, nie ukryte w półcieniach jak jego dzisiejsza maska. Przeciwnie. Jaskrawe, niemal ostentacyjne. Wysłane w świat z rozmachem, który trudno było pomylić z czymkolwiek innym. Voldemort i jego śmierciożercy nie działali w ciszy. Ich obecność była jak nagły błysk na scenie, który zapowiada zmianę aktu, zanim ktokolwiek zdąży się przygotować. Louvain miał ochotę powiedzieć jej, że każdy, kto patrzył uważnie, mógł to dostrzec. Że to nie była kwestia szczęścia. Tylko wyboru. Albo… wygodnego opóźniania decyzji. Ale nie powiedział tego. Nie dlatego, że nie miał racji. W jego przekonaniu miał aż za dużo. Po prostu nie było potrzeby, by wypowiadać to na głos. Nie tutaj. Nie teraz. Spojrzenie Astorii mówiło wystarczająco wiele. To, co ją spotkało, nie było dla niej abstrakcją. Nie było opowieścią zasłyszaną z drugiej ręki ani elegancką metaforą, którą można rozłożyć na części pierwsze przy kieliszku alkoholu. To było doświadczenie, które już się wydarzyło. Które zostawiło po sobie ślad. A takie rzeczy uczą szybciej niż jakiekolwiek słowa. Louvain przechylił lekko głowę, a czarne smugi nad jego twarzą przesunęły się powoli, jakby reagowały na zmianę myśli. W jego spojrzeniu pojawiło się coś chłodniejszego. Tamta noc była tylko pierwszym uderzeniem. Pierwszym silniejszym podmuchem, który przewraca dekoracje i zmusza aktorów do zmiany ustawienia na scenie. Nie był na tyle naiwny, by wierzyć, że to koniec. Wręcz przeciwnie. To był dopiero początek. I jeśli tamto doświadczenie nie wystarczyło, by ktoś zrozumiał, że nadchodzi przypływ, który nie zatrzyma się na jednej fali… to nic nie będzie. Louvain nie musiał jej tego mówić. Wierzył, że tamta noc była dla niej wystarczająco silnym wiatrem. Takim, który nie tylko burzy, ale i zmusza do spojrzenia w inną stronę. Tam, gdzie na horyzoncie zbierają się kolejne fale. I że tym razem będzie już wiedziała, że nie stoi się wtedy bez ruchu.

Jej słowa o szaleństwie nie umknęły mu jednak tak łatwo. Zatrzymały się gdzieś głębiej, pod warstwą jego zwyczajowej pewności, jak drobina, która z pozoru niewinna, potrafiła drażnić znacznie dłużej, niż powinna. Louvain przez chwilę nie odrywał od niej wzroku, choć w jego spojrzeniu nie było już tej lekkiej zaczepności. Raczej coś bardziej skupionego. Bo gdyby miał podejść do tego śmiertelnie poważnie… nie mógłby być pewien niczego. Ani manifestu Czarnego Pana, ani własnych przekonań, które przez lata budował na gruncie wychowania, ambicji i osobistych obserwacji. Musiałby zacząć podważać wszystko. Każdą ideę, każde słowo, każdą osobę wokół siebie. A Louvain znał siebie na tyle dobrze, by wiedzieć, że gdyby wszedł na tę ścieżkę, nie zatrzymałby się w połowie drogi. Potrzeba docierania do prawdy była w nim zbyt silna. Zbyt natarczywa. Ale taka droga nie prowadziła do oświecenia. Prowadziła do paranoi. Do świata, w którym każda myśl zaczyna podejrzewać samą siebie, a każdy sojusznik staje się potencjalnym wrogiem. Do miejsca, w którym człowiek stoi sam pośrodku własnych wątpliwości i nie potrafi już rozpoznać, gdzie kończy się rozsądek, a zaczyna obłęd. On nie zamierzał tam trafiać. Dlatego trzymał się tego, co znał. Tego, w czym został wychowany. Wpajano mu to od lat, zanim jeszcze nauczył się je nazywać własnymi przekonaniami. A kiedy dostrzegł, że jego sposób myślenia nie tylko nie jest odosobniony, ale współbrzmi z wizją najpotężniejszego czarnoksiężnika swoich czasów… nie widział żadnego powodu, by z tej drogi schodzić. Może rzeczywiście było w tym coś z szaleństwa. Przekładanie idei ponad siebie. Stawianie zbiorowości wyżej niż własne bezpieczeństwo, własne życie. Z perspektywy kogoś stojącego z boku mogło to wyglądać jak brak rozsądku. Ale Louvain nigdy nie był człowiekiem, który zadowalał się rozsądkiem. Ambicja nie pozwalała mu po prostu być. Nie pozwalała mu stać w miejscu i obserwować świata z dystansu, jakby był tylko widzem w cudzym przedstawieniu. On zawsze chciał być częścią sceny. Nawet jeśli oznaczało to, że kiedyś zostanie z niej strącony. - Rób to, co kochasz i pozwól, żeby cię zabiło. - Na moment zawisł w ciszy, po czym dodał spokojniej - Inaczej nic, co robisz, nie ma w tym świecie większego znaczenia. W tych słowach, podszytych niemal romantyczną nutą fatalizmu, było coś więcej niż tylko efektowna deklaracja. Nie myślał wyłącznie o ideach, o sztuce czy o abstrakcyjnej wielkości, która wymaga poświęcenia. Między sylabami tej filozofii, ukryte było coś znacznie bardziej konkretnego. Imię, którego nie wypowiedział. Wystarczyło to jedno zawieszenie głosu, ten ledwie uchwytny moment ciszy po jego słowach. Wystarczył cień uśmiechu, który pojawił się na jego ustach, zbyt świadomy i zbyt cyniczny, by był przypadkowy. Jakby wiedział, że pewne rzeczy nie potrzebują brzmienia, by zostały zrozumiane. I choć nie wypowiedział imienia Czarnego Pana, nie było wątpliwości, że właśnie ono wybrzmiało w tej ciszy najgłośniej.

Zdanie o tym, że nigdy nie był rycerzem, nie rozeszły się po nim tak, jak powinny. Nie odbiły się, nie zniknęły wśród innych uwag, które potrafił ignorować z wprawą. Zatrzymały się. Wbiły gdzieś głębiej, niż było to komfortowe. Louvain przez krótką chwilę nawet nie zareagował, jakby coś w nim próbowało nadążyć za znaczeniem, które pojawiło się szybciej niż myśl. To nie było zwykłe stwierdzenie. To było… znajome. Echo, które nie powinno tu wybrzmieć. Coś w nim drgnęło, jak mechanizm, który nagle złapał właściwe zazębienie, ale jeszcze nie wiedział, dokąd prowadzi ruch. Przez ułamek sekundy próbował przypisać to do jakiegoś wspomnienia, jakiegoś konkretnego momentu, twarzy, rozmowy... czegokolwiek. Ale nic nie było jeszcze wystarczająco wyraźne. Jej kolejne słowa, o uzależnieniach, o kontroli, o wielkości przepłynęły obok niego niemal bez śladu. Nie dlatego, że były nieistotne. Po prostu… przestał ich słuchać. Jego uwaga była już gdzie indziej. W tym jednym zdaniu. W tym jednym tonie. W tej jednej, zbyt znajomej pewności. Nawet gdyby w tej chwili był w pełni obecny, nie odpowiedziałby na jej ostatnie pytanie. A przynajmniej nie szczerze. Czy zabiłby przyjaciela? To nie była kwestia do rozważania przy balustradzie, przy kieliszku alkoholu, w półmroku maskarady. Świat nie był gotowy na taką odpowiedź. I być może nigdy nie będzie. Niektóre prawdy nie istniały po to, by je wypowiadać. Istniały po to, by je nosić. W ciszy, która zapadła między nimi, Louvain w końcu spojrzał na nią inaczej. Nie jak na jedną z wielu. Nie jak na kolejną rozmówczynię w tej wieczornej grze. Tylko uważniej. Zbyt uważnie. I wtedy to się ułożyło. Nie jedno wspomnienie, a kilka. Nałożone na siebie jak warstwy. Ton głosu. Sposób, w jaki budowała zdania. Ta konkretna nuta przekory podszyta spokojem. I wreszcie… słowa, które znał aż za dobrze. Jego własne. Powiedziane kiedyś, w zupełnie innym czasie. Do niej. To było bardziej podstępne, niż sam mógłby wymyślić. Uśmiech pojawił się na jego ustach powoli, zanim jeszcze zdążył go powstrzymać. Cichy, krótki śmiech wyrwał się z niego sam, trochę nad sytuacją, trochę nad sobą. Nad tym, jak długo zajęło mu połączenie oczywistości, która od początku stała tuż przed nim. Bez pośpiechu sięgnął do maski i zdjął ją jednym płynnym ruchem. Czarne smugi rozproszyły się w powietrzu, jakby nigdy nie były niczym więcej niż iluzją. Jego twarz, już nieukryta, była spokojna, ale w oczach pojawiło się coś wyraźniejszego. Coś prawdziwszego. Nie miał tu już nic do ukrycia. - Dobrze się bawiłaś? - zapytał cicho, przechylając lekko głowę, jakby naprawdę rozważał tę możliwość. W jego głosie było rozbawienie, ale nie brakowało w nim też ciekawości. - Podpuszczając mnie aż tak? Zawiesił spojrzenie na jej twarzy na ułamek sekundy dłużej. - No chyba, że nie... - dodał spokojniej. - Chyba że naprawdę jesteś zainteresowana tym, o czym milczą kulisy głównej sceny.



i got ninety-nine problems but a bitch Mulciber ain't one
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (5836), Louvain Lestrange (5764)




Wiadomości w tym wątku
[07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 15.01.2026, 04:36
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 20.01.2026, 03:06
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 27.02.2026, 20:42
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 06.03.2026, 03:04
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 08.03.2026, 21:15
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 14.03.2026, 17:14
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 15.03.2026, 21:13
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 17.03.2026, 03:29
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Louvain Lestrange - 29.03.2026, 21:57
RE: [07.10.72] Get your pride out of your mouth - przez Astoria Avery - 03.04.2026, 02:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa