31.03.2026, 00:36 ✶
Minęły lata od jego pierwszego spotkania z Simone; brązowe tęczówki Pani Maalfoy tak samo mokre od wzruszenia jak grudy ziemi przysypujące jej trumne. Nie znał typów kobiet - odkąd pamiętał, absolutnie go nie interesowały; obce istoty spowite chłodnym nurtem matczynej obojętności i gęsią skórką siostrzanej złośliwości. Mężczyzn, natomiast, znał chorobliwie dogłębnie, marmur ich mięśni, wytyczone nurtem dotyku meandry żył i rozdrapująca zakrzepione rany twardość parodniowego zarostu.
Pożądanie nie było jednak miłością, rozumieniem czy wsparciem. Chwilowe miłostki kruszyły się, przesmykiwały między palcami i wsiąkały w ołtarz życia jak kamfora, jej chłód przenikajacy aż po kości nawiedzał duchami przeszłości, odrywał policzek od poduszki i znikał o brzasku wraz z aromatem czarnej herbaty. Mężczyźni byli opcją bezpieczną, znajomym schematem ucieczki, kobiety zaś, niewiadomą, krokiem w przepaść, lękiem ściskającym zbolałe mięśnie serca. Musiał skupić się na człowieczeństwie, na osobie, nie na pięknie i powabności cielesnych posągów, w których wszyscy byli zaklęci... Prawie wszyscy - metamorfomagia w końcu, pozwalała zmienić każdy szczegół, choć w środku osoba pozostawała tą samą.
Trzy myśli kolidowały ze sobą, sprawiając, że odpowiedź wydawała się niemożliwa do osiągnięcia.
Chęć zostania aurorem, ratowania innych, pomocy, wciąz zamknięta była w systemie Ministerstwa.
Podróże, towarzyszenie dziadkowi było tylko odzwierciedleniem lęku przed dyscyplina ojca.
Konie były odskocznią, sportem ludzi ze statusem, a działalność charytatywna, pomoc chorym zwierzętom ... czy było to coś, co warto było wyciągać w pierwszej rozmowie?
Zamrugał, pozwalając idealnie ukształtowanym brwiom ukazać więcej, niż powinny - nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Nie wiedział kim był, co go interesowało, a co nie przedstawiałoby sobą wartości Fortinbrasa.
Poczuł jak kołnierz zaciska się wokół szyi, czy się stresował? Jeżeli tak trywialne pytanie mogło wybić go z rytmu, to powinien zastanowić się, czy w ogóle był materiałem na mężczyznę w związku; ostatnie zdanie wybrzmiało w głowie ostrym tonem ojca... Do diabła z nim, nikt go nie zapraszał do tego stołu.
- Mam ten komfort, że kariera nigdy nie była dla mnie istotna. Aktualne stanowisko to przymus rodzinnego dziedzictwa, który od stuleci spleciony jest z losami naszego społeczeństwa w Wielkiej Brytanii. W szkole myślałem, że zostanie aurorem naprawiłoby świat, ale moja siostra ... znasz się z Eden, prawda? To żona twojego kuzyna - nie wątpił, że bliźniaczka jest osobą rozpoznawalną, ale wolał się upewnić - moja siostra mnie wyprzedziła, delikatnie ujmując, choć jej motywy były nieco inne. Zawsze chciałem zajmować się zwierzętami, padło na konie i nie, zanim zapytasz, nie mam problemu z hazardem, to idiotyczny sport do tracenia pieniędzy, nawet nie ma w nim interesującego elementu numerologii jak przy kasynach. Kupuję konie, które inni spisali na 'straty' i staram się je wyleczyć, nie osobiście, kontaktuje się z tymi, którzy są w tym kierunku wykształceni. Chociaż tyle mogę zrobić - w przeciwieństwie do nawyku nakładania maski, postanowił być szczerym. Po przykrej sytuacji z byłą żoną, wolał się upewnic, że kolejna kobieta będzie dziliła z nim życie, a nie rodzinną mogiłę.
- Ty jestes uzdrowicielką, prawda? Pracujesz w Lecznicy Dusz - zrobił krótką, prawie niezauważalną pauzę, czując jak serce zaciska się na wspomnienie chłodnych pomieszczeń instytucji - To kwestia dzielenia rodzinnej pasji? Czy rodzinnego obowiązku? - mówienie o sobie było niekomfortowe, więc postanowił odbić piłeczkę, aby dać emocjom chwilę oddechu.
Pożądanie nie było jednak miłością, rozumieniem czy wsparciem. Chwilowe miłostki kruszyły się, przesmykiwały między palcami i wsiąkały w ołtarz życia jak kamfora, jej chłód przenikajacy aż po kości nawiedzał duchami przeszłości, odrywał policzek od poduszki i znikał o brzasku wraz z aromatem czarnej herbaty. Mężczyźni byli opcją bezpieczną, znajomym schematem ucieczki, kobiety zaś, niewiadomą, krokiem w przepaść, lękiem ściskającym zbolałe mięśnie serca. Musiał skupić się na człowieczeństwie, na osobie, nie na pięknie i powabności cielesnych posągów, w których wszyscy byli zaklęci... Prawie wszyscy - metamorfomagia w końcu, pozwalała zmienić każdy szczegół, choć w środku osoba pozostawała tą samą.
Trzy myśli kolidowały ze sobą, sprawiając, że odpowiedź wydawała się niemożliwa do osiągnięcia.
Chęć zostania aurorem, ratowania innych, pomocy, wciąz zamknięta była w systemie Ministerstwa.
Podróże, towarzyszenie dziadkowi było tylko odzwierciedleniem lęku przed dyscyplina ojca.
Konie były odskocznią, sportem ludzi ze statusem, a działalność charytatywna, pomoc chorym zwierzętom ... czy było to coś, co warto było wyciągać w pierwszej rozmowie?
Zamrugał, pozwalając idealnie ukształtowanym brwiom ukazać więcej, niż powinny - nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Nie wiedział kim był, co go interesowało, a co nie przedstawiałoby sobą wartości Fortinbrasa.
Poczuł jak kołnierz zaciska się wokół szyi, czy się stresował? Jeżeli tak trywialne pytanie mogło wybić go z rytmu, to powinien zastanowić się, czy w ogóle był materiałem na mężczyznę w związku; ostatnie zdanie wybrzmiało w głowie ostrym tonem ojca... Do diabła z nim, nikt go nie zapraszał do tego stołu.
- Mam ten komfort, że kariera nigdy nie była dla mnie istotna. Aktualne stanowisko to przymus rodzinnego dziedzictwa, który od stuleci spleciony jest z losami naszego społeczeństwa w Wielkiej Brytanii. W szkole myślałem, że zostanie aurorem naprawiłoby świat, ale moja siostra ... znasz się z Eden, prawda? To żona twojego kuzyna - nie wątpił, że bliźniaczka jest osobą rozpoznawalną, ale wolał się upewnić - moja siostra mnie wyprzedziła, delikatnie ujmując, choć jej motywy były nieco inne. Zawsze chciałem zajmować się zwierzętami, padło na konie i nie, zanim zapytasz, nie mam problemu z hazardem, to idiotyczny sport do tracenia pieniędzy, nawet nie ma w nim interesującego elementu numerologii jak przy kasynach. Kupuję konie, które inni spisali na 'straty' i staram się je wyleczyć, nie osobiście, kontaktuje się z tymi, którzy są w tym kierunku wykształceni. Chociaż tyle mogę zrobić - w przeciwieństwie do nawyku nakładania maski, postanowił być szczerym. Po przykrej sytuacji z byłą żoną, wolał się upewnic, że kolejna kobieta będzie dziliła z nim życie, a nie rodzinną mogiłę.
- Ty jestes uzdrowicielką, prawda? Pracujesz w Lecznicy Dusz - zrobił krótką, prawie niezauważalną pauzę, czując jak serce zaciska się na wspomnienie chłodnych pomieszczeń instytucji - To kwestia dzielenia rodzinnej pasji? Czy rodzinnego obowiązku? - mówienie o sobie było niekomfortowe, więc postanowił odbić piłeczkę, aby dać emocjom chwilę oddechu.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦