Później Victoria miała sobie myśleć o tym, jak jedna, drobna i wcale nie przesadnie wysoka kobieta może wywołać taki chaos i wręcz sterroryzować część Domu Mody. Jak jedna osoba może tak zdenerwować mężczyznę, swojego byłego partnera, jakby celowo próbując mu nadepnąć na odcisk, zamiast zająć się swoim życiem. Jak w tym całym bałaganie potrzeba było kilku osób, by w ogóle powstrzymać to wszystko, co się działo.
Nie było czasu wzywać brygady, taka była cholerna prawda. Victoria była tu sama jedna, bez partnera do pomocy, a Cressida wpadła w taki szał, który mówił jasno i tym, że być może ta kobieta wymagała konsultacji z magipdychiatrą i przynajmniej jakichś ziółek na uspokojenie. W momencie, gdy Christopher ją złapał i próbował odciągnąć od reszty wieszaków i kreacji, gdy ta kopała w powietrzu nogami na oślep jak małe dziecko, które wpadło w jakąś histerię, było dla Lestrange jasne, że tego nie da się załatwić pokojowo. Że będą tu szkody, że był atak fizyczny, że może i nie trzeba paniusi aresztować, ale przydałby się jej kubek zimnej wody na głowę – upomnienie, może mandat za zakłócanie spokoju, niszczenie mienia i agresję fizyczną, a na pewno wyprowadzenie z lokalu.
W jednym momencie zadziało się kilka rzeczy – to puszczone zaklęcie wiążące na ręce Cressidy, która ostatecznie w jakimś przypływie siły wyrwała się z uścisku Chrisa, Victoria która zdecydowała się w końcu wyciągnąć odznakę i pojawienie się matki Christophera.
Nie było czasu na tłumaczenia. I przede wszystkim nie było już miejsca na pokojowe załatwienie sprawy, bo ta zdecydowanie wyrwała się spod kontroli i polubowna próba zatrzymania tego wszystkiego spełzła na niczym.
– Victoria Lestrange, auror. Proszę natychmiast się uspokoić, albo będę zmuszona użyć siły! – znała procedury, podała więc swoje nazwisko i pełnioną funkcję jednocześnie okazując odznakę. Cressida nie miała w rękach różdżki, więc i Victoria po swoją nie sięgała, nie chcąc jej dodatkowo prowokować. Miała tylko nadzieję, że i reszta powstrzyma się od rzucania dalszych zaklęć.