Przyglądała się Cressidzie czujnie, obserwowała ją bacznie. Jak się podniosła, przestając w końcu wierzgać (choć Lestrange nie była pewna, czy do niej dotarło, że ma przed sobą aurora, który nie blefował). Jak rzuciła na Christophera kolejne spojrzenie pełne czystej nienawiści… albo złości… Trudno jej było powiedzieć.
Victoria spojrzała to na jedno, to na drugie, po tej kolejnej wymianie zdań, bardzo wymownie, ale ostatecznie swoją uwagę ponownie zwróciła na blondynkę.
– Pani Avery, proszę nie wszczynać kolejnej kłótni. Usunę zaklęcie, ale jak znowu się pani na kogoś rzuci, albo na wystawione tutaj rzeczy, to będę zmuszona użyć środków przymusu bezpośredniego, proszę nie pogarszać tej sytuacji – zwróciła się do kobiety, przechodząc w ten oficjalny tryb, chociaż jej aparycja nie pasowała teraz wcale, bo nie była w mundurze, a w sukience. Pani Rosier mogła sobie z tych słów poskładać pewien obraz sytuacji, chociaż pewnie było tutaj nadal sporo znaków zapytania.
Cressida uniosła dłonie w kierunku Victorii i Lestrange wydobyła swoją różdżkę, by rozproszyć zaklęciem liny krępujące jej nadgarstki. Blondynka zaczęła je sobie natychmiast rozcierać, jakby były związane długo i mocno, a w rzeczywistości było to ledwie mgnienie. Chyba zdawała sobie sprawę przynajmniej częściowo ze swojego położenia, bo już faktycznie nie rzuciła się w kierunku wieszaków, tylko stała tak, taka biedna i niemal pokonana, po czym przeniosła spojrzenie na Analise.
– Christopher umówił się ze mną w zeszłym tygodniu i nie przyszedł na spotkanie. Czekałam tu na niego dzisiaj, żeby to z nim wyjaśnić i wtedy zobaczyłam go z tą… – nie powiedziała z „czą”, być może orientując się, że powiedzenie tego do aurora, który okazał odznakę może przynieść jej jakieś konsekwencje, nie była przecież głupia, wręcz przeciwnie. – I coś we mnie pękło. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
Lestrange zdołała tylko unieść brwi. Cressida była sprytna – za to, co właśnie powiedziała, nie mogła jej pociągnąć do odpowiedzialności, gdy przestała tak wierzgać, bić na oślep i robić wokół bałagan.
To było niedorzeczne. Na Panią Księżyca, Cressida robiła z niej jakąś… „tą trzecią”, która stała na szczęściu jej już dawno zakończonego związku z Rosierem. Victoria jakoś w odruchu lekko zmrużyła oczy, pomału łącząc te kropki. Schowała odznakę do kieszeni, nie mając zamiaru się odzywać, póki ten cyrk się nie skończy – a wtedy poprosi Av ery na bok, wygłosić jej formalne i oficjalne upomnienie, a następnie wyprosić z lokalu, ale póki co…