01.04.2026, 14:04 ✶
Oczy panienki Lestrange, wpatrujące się w opowiadającego jej o swoim życiu mężczyznę, były swego rodzaju pułapką. Wielkie, piękne, wymalowane w zgodzie z czarodziejską i paryską modą, wydawały się być tymi, o których dało się pisać wiersze. Poeci mieli wylać na ich widok hektolitry słów, lejących się z ich głów niepowstrzymanie, a jednak… cóż dokładnie mieliby napisać? Bo te wielkie, piękne oczy należały do kogoś, kto potrafił wyrazić nimi wszystko, a także zmusić się do tego, by nie wyrażały nic. Ciężko więc było ją przez te oczy poznać, bo Primrose idealnie panująca teraz nad swoim uśmiechem i tym, gdzie uciekał jej wzrok, bardzo dobrze chroniła swoją prywatność i niezliczoną ilość obaw wynikających z tego, że zaczynało zależeć jej na tej rozmowie bardziej niż pierwotnie zakładała.
Czy większość kobiet czuła to samo? Prawda była taka, że bardzo chciała mieć męża. Takiego, który mówi jej rzeczy i zadanie pytania. Przynajmniej udającego zainteresowanie jej opinią. Jednocześnie samotność była… bezpieczna. Kiedy byłeś samotny, nikt nie mógł cię zawieść, skrzywdzić, ani wykorzystać. Młody człowiek, który osiągnął tak wiele. Ktoś, kto być może pójdzie kiedyś w ślady ojca i zasiądzie na fotelu Ministra. Przystojny. Lubiący zwierzęta. Obracający się w kręgu jej rodziny i przyjaciół. Słuchała go, kiwała głową w potwierdzeniu, nie wchodziła mu w słowo. Histeryczny charakter nie potrafił uciec od założenia, że Malfoy zrzuci na nią zaraz coś, od czego jej serce stanie, zamiast poruszać skrzydłami jak do tej pory.
– Tak, ukończyłam magisterium i kursy hipnotyzerskie – przyznała od razu, widząc w tym nie bez powodu powód do dumy, bo utrzymanie się w jednym miejscu przez tyle lat przychodziło jej z niemałym trudem. Wiedziała, że nie może skłamać, bo to kłamstwo będzie miało krótkie nogi, a nie o to chodziło w tej sztuce, żeby próbować wcisnąć komuś coś żałośnie oczywistego. – Moi rodzice nigdy na nic nie nalegali. Moje siostry są urzędniczkami, Victoria – również zakładała, że imię jej siostry niesie się głośno przez sprawę Zimnych – również została Aurorką, a nie uzdrowicielką. Spróbowałam w życiu różnych rzeczy. Pracowałam chwilę w biurze kanclerza, mieszkałam też rok w Paryżu. Dopiero co ukończyłam studia, więc nie wiem jak wiele mogłabym powiedzieć o pasji, ale jestem pewna, że chociaż to zawód wymagający i potrafiący niezwykle zdołować, kiedy nie da się komuś pomóc – chyba nie powinna tego mówić akurat przy Elliottcie, ale nie była przecież geniuszem perswazji, tylko histeryczną oszustką – ale bardzo nagradza, kiedy uda się odmienić czyjś los i to uczucie potrafi nieść mnie bardzo długo. – Upiła łyk ze swojego kieliszka. Iskra która rozbłysła w jej oku wydawała się nieco nienaturalna, ale pasowała do lekkiego uśmiechu unoszącego kąciki czerwonych ust. – Też chciałam zostać Aurorką, tak w ogóle – wypaliła nagle, odnajdując coś, co było w ich życiorysie zaskakującym spoiwem. Doszukiwała się takich detali, bo obawiała się przekreślania przez wzgląd na bycie na innych etapach życia. – Victorii to ten plan na życie wyszedł trochę lepiej. – I dosyć łatwo było domyślić się dlaczego. Nie było szans, żeby ktoś o takiej posturze przeszedł testy sprawnościowe.
Czy większość kobiet czuła to samo? Prawda była taka, że bardzo chciała mieć męża. Takiego, który mówi jej rzeczy i zadanie pytania. Przynajmniej udającego zainteresowanie jej opinią. Jednocześnie samotność była… bezpieczna. Kiedy byłeś samotny, nikt nie mógł cię zawieść, skrzywdzić, ani wykorzystać. Młody człowiek, który osiągnął tak wiele. Ktoś, kto być może pójdzie kiedyś w ślady ojca i zasiądzie na fotelu Ministra. Przystojny. Lubiący zwierzęta. Obracający się w kręgu jej rodziny i przyjaciół. Słuchała go, kiwała głową w potwierdzeniu, nie wchodziła mu w słowo. Histeryczny charakter nie potrafił uciec od założenia, że Malfoy zrzuci na nią zaraz coś, od czego jej serce stanie, zamiast poruszać skrzydłami jak do tej pory.
– Tak, ukończyłam magisterium i kursy hipnotyzerskie – przyznała od razu, widząc w tym nie bez powodu powód do dumy, bo utrzymanie się w jednym miejscu przez tyle lat przychodziło jej z niemałym trudem. Wiedziała, że nie może skłamać, bo to kłamstwo będzie miało krótkie nogi, a nie o to chodziło w tej sztuce, żeby próbować wcisnąć komuś coś żałośnie oczywistego. – Moi rodzice nigdy na nic nie nalegali. Moje siostry są urzędniczkami, Victoria – również zakładała, że imię jej siostry niesie się głośno przez sprawę Zimnych – również została Aurorką, a nie uzdrowicielką. Spróbowałam w życiu różnych rzeczy. Pracowałam chwilę w biurze kanclerza, mieszkałam też rok w Paryżu. Dopiero co ukończyłam studia, więc nie wiem jak wiele mogłabym powiedzieć o pasji, ale jestem pewna, że chociaż to zawód wymagający i potrafiący niezwykle zdołować, kiedy nie da się komuś pomóc – chyba nie powinna tego mówić akurat przy Elliottcie, ale nie była przecież geniuszem perswazji, tylko histeryczną oszustką – ale bardzo nagradza, kiedy uda się odmienić czyjś los i to uczucie potrafi nieść mnie bardzo długo. – Upiła łyk ze swojego kieliszka. Iskra która rozbłysła w jej oku wydawała się nieco nienaturalna, ale pasowała do lekkiego uśmiechu unoszącego kąciki czerwonych ust. – Też chciałam zostać Aurorką, tak w ogóle – wypaliła nagle, odnajdując coś, co było w ich życiorysie zaskakującym spoiwem. Doszukiwała się takich detali, bo obawiała się przekreślania przez wzgląd na bycie na innych etapach życia. – Victorii to ten plan na życie wyszedł trochę lepiej. – I dosyć łatwo było domyślić się dlaczego. Nie było szans, żeby ktoś o takiej posturze przeszedł testy sprawnościowe.