13.03.2023, 20:57 ✶
Leta skinęła głową, przyjmując do wiadomości, że odręcznie spisany papierek wystarczy. Wspaniale, załatwi to od razu przy tym, jak będzie dopieszczać dokumenty, by wyglądały, jakby naprawdę wyszły z oficjalnego źródła, a nie powstały… gdzieś. W miejscu, które istnieć nie powinno.
Jak pomyślała, tak w sumie zrobiła – w trakcie tego kwadransa uwinęła się również i ze sporządzeniem notatki, która powinna była zadowolić nie tylko Brennę, ale zapewne i każdego funkcjonariusza, który by się tą sprawą zajmował. W końcu nie miała powodów przypuszczać, że tu szła jakaś konkretniejsza ściema, prawda?
I nie, to też nie tak, że w zupełności ufała Longbottom – nie mogła przecież. Nie, gdy sama powinna być przecież aresztowana, o czym – na szczęście – odpowiednie władze nie miały pojęcia. Niemniej całość historii, jaką przedstawiała pracownica BUM wyglądała na tyle spójnie – z możliwością weryfikacji – że podchodziła do całości w miarę spokojnie. Co nie oznaczało, że nie zerknęła w miarę dyskretnie po powrocie, czy przypadkiem w pokoju nie zaistniały zmiany, których być nie powinno. Wprawdzie w teorii skrzat powinien był to wyłapać, ale, no właśnie: w teorii. Więc wolała również i samej się przyjrzeć.
- Oczywiście, nie musi się pani o ot martwić – zapewniła z całkiem ładnym, szczerym uśmiechem. Raz, że rzeczywiście pociągnęłaby w ten sposób również i samą siebie na dno, dwa, że wystawiałaby się na większe ryzyko, bo można by było odkryć znacznie więcej niż tylko fałszerstwa, trzy… cóż, z niedyskretną osobą mało kto by chciał wchodzić w jakiekolwiek interesy. A jakimś sposobem takie wieści lubiły się wręcz same rozchodzić.
Nie spodziewała się – bo i nie miała powodu – że sakiewka odstawi taki numer. Szczegół, że to nie ona tak naprawdę go odstawiła, ale wystarczyło, żeby…
- Aj, przepraszam, niezdara ze mnie – rzuciła szybko, w istocie odruchowo się odwracając i patrząc za monetami, które raczyły się potoczyć w różnych kierunkach.
Nie zauważyła.
Wspomnienie się zmieniło i wydawało się, że te nazwiska od zawsze brzmiały tak, a nie inaczej.
- … naprawdę pani nie musiała, dziękuję – wyrzuciła jeszcze z siebie dość pośpiesznie, dostrzegając przywołaną monetę w dłoni. Przyjęcie przeprosin, zapewnienie, że naprawdę nic się nie stało, po prostu najwyraźniej jest niezgrabą i tyle i…
… rozeszły się.
A Leta zapewne nigdy nie miała się dowiedzieć, co naprawdę zaszło w tym momencie.
Jak pomyślała, tak w sumie zrobiła – w trakcie tego kwadransa uwinęła się również i ze sporządzeniem notatki, która powinna była zadowolić nie tylko Brennę, ale zapewne i każdego funkcjonariusza, który by się tą sprawą zajmował. W końcu nie miała powodów przypuszczać, że tu szła jakaś konkretniejsza ściema, prawda?
I nie, to też nie tak, że w zupełności ufała Longbottom – nie mogła przecież. Nie, gdy sama powinna być przecież aresztowana, o czym – na szczęście – odpowiednie władze nie miały pojęcia. Niemniej całość historii, jaką przedstawiała pracownica BUM wyglądała na tyle spójnie – z możliwością weryfikacji – że podchodziła do całości w miarę spokojnie. Co nie oznaczało, że nie zerknęła w miarę dyskretnie po powrocie, czy przypadkiem w pokoju nie zaistniały zmiany, których być nie powinno. Wprawdzie w teorii skrzat powinien był to wyłapać, ale, no właśnie: w teorii. Więc wolała również i samej się przyjrzeć.
- Oczywiście, nie musi się pani o ot martwić – zapewniła z całkiem ładnym, szczerym uśmiechem. Raz, że rzeczywiście pociągnęłaby w ten sposób również i samą siebie na dno, dwa, że wystawiałaby się na większe ryzyko, bo można by było odkryć znacznie więcej niż tylko fałszerstwa, trzy… cóż, z niedyskretną osobą mało kto by chciał wchodzić w jakiekolwiek interesy. A jakimś sposobem takie wieści lubiły się wręcz same rozchodzić.
Nie spodziewała się – bo i nie miała powodu – że sakiewka odstawi taki numer. Szczegół, że to nie ona tak naprawdę go odstawiła, ale wystarczyło, żeby…
- Aj, przepraszam, niezdara ze mnie – rzuciła szybko, w istocie odruchowo się odwracając i patrząc za monetami, które raczyły się potoczyć w różnych kierunkach.
Nie zauważyła.
Wspomnienie się zmieniło i wydawało się, że te nazwiska od zawsze brzmiały tak, a nie inaczej.
- … naprawdę pani nie musiała, dziękuję – wyrzuciła jeszcze z siebie dość pośpiesznie, dostrzegając przywołaną monetę w dłoni. Przyjęcie przeprosin, zapewnienie, że naprawdę nic się nie stało, po prostu najwyraźniej jest niezgrabą i tyle i…
… rozeszły się.
A Leta zapewne nigdy nie miała się dowiedzieć, co naprawdę zaszło w tym momencie.
368/2019
Koniec sesji