01.04.2026, 23:01 ✶
Eliksir nie miał być dla Millie. Eliksir miaĺ być dla Thomasa, a Basilius chciał tylko podlega wykorzystać sytuację, aby tamtej go przyniósł i wypił. Nie kłócił się więc i po prostu pozostał przy ich dwójce, całą swoją uwagę poświęcając zamkniętej w ramionach Figga Millie.
Miał wrażenie, że ktoś właśnie zacisnął lodowatą pętlę wokół jego serca. Przecież Millie miała już się lepiej. Wyszła z Lecznicy Dusz. Śmiała się, uśmiechała, rysowała, planowała co dalej ze swoim życiem i tak miała gorsze momenty, ale Basilius widział, że było lepiej, a teraz... Nie chciał, tak bardzo nie chciała aby ponownie działa się jej krzywda. I oczywiście najchętniej wziąłby ją od razu gdzieś, gdzie mogłaby otrzymać odpowiednią pomoc, poprosić aby jednak komuś o tym powiedziała, zapytać od kiedy to trwa, ale widząc ją skuloną w objęciach Thomasa doskonale wiedział, że tego pożaru nie powinno się gasić radykalnym działaniem. Przysunął się więc do nich bliżej i sam objął Millie, zamykając ją w uścisku z drugiej strony.
– Już, już, wszystko jest dobrze – powiedział uspokajającym głosem, ale nie tym uzdrowicielskim, wyćwiczonym do wyciszania pacjentów, a tym zarezerwowanym dla najbliższych mu osób. Możliwie że ten głos był nieco bardziej emocjonalny, ale nie przeszkadzało mu to w tym momencie. – Thomas ma rację. Nikt cię nigdzie nie zamknie. Nie myśl na razie o tym. Wdech i wydech. Już jest dobdze. Nic się nie dzieje.
Miał wrażenie, że ktoś właśnie zacisnął lodowatą pętlę wokół jego serca. Przecież Millie miała już się lepiej. Wyszła z Lecznicy Dusz. Śmiała się, uśmiechała, rysowała, planowała co dalej ze swoim życiem i tak miała gorsze momenty, ale Basilius widział, że było lepiej, a teraz... Nie chciał, tak bardzo nie chciała aby ponownie działa się jej krzywda. I oczywiście najchętniej wziąłby ją od razu gdzieś, gdzie mogłaby otrzymać odpowiednią pomoc, poprosić aby jednak komuś o tym powiedziała, zapytać od kiedy to trwa, ale widząc ją skuloną w objęciach Thomasa doskonale wiedział, że tego pożaru nie powinno się gasić radykalnym działaniem. Przysunął się więc do nich bliżej i sam objął Millie, zamykając ją w uścisku z drugiej strony.
– Już, już, wszystko jest dobrze – powiedział uspokajającym głosem, ale nie tym uzdrowicielskim, wyćwiczonym do wyciszania pacjentów, a tym zarezerwowanym dla najbliższych mu osób. Możliwie że ten głos był nieco bardziej emocjonalny, ale nie przeszkadzało mu to w tym momencie. – Thomas ma rację. Nikt cię nigdzie nie zamknie. Nie myśl na razie o tym. Wdech i wydech. Już jest dobdze. Nic się nie dzieje.