Odprowadziła Cressidę spojrzeniem, zauważając, że tej już przestały się szklić oczy. Potem nawet schyliła się, by podnieść spinkę, która spadła Avery z włosów w tej kotłowaninie i przypadkiem gdzieś kopnięta, wylądowała pod nogami aurorki i odłożyła ją na biurko, żeby przypadkiem nie zaginęła i potem blondynka nie oskarżyła Rosierów o kradzież czy inną bzdurę. Poza tym starała się nie wchodzić w drogę pracownicom Domu Mody, które teraz musiały to wszystko posprzątać. Przynajmniej element chaosu się stąd ewakuował – a raczej został ewakuowany.
– Myślę, że to bardziej ta sówka wybrała Christophera niż na odwrót – wtrąciła przy okazji i nawet uśmiechnęła się lekko, może nawet nieświadomie w jakiś sposób rozładowując atmosferę, która na nowo zaczynała się robić gęsta, ale w zupełnie inny sposób niż jeszcze chwilę temu. Dwie minuty temu leciały tutaj iskry zwiastujące burzę z piorunami i huragan, teraz było to coś znacznie innego, czego Lestrange nie potrafiła jeszcze nazwać.
Bo widziała minę Chrisa i jego konsternację, i sama też ją czuła, słysząc co mówi do własnej matki, niejako potwierdzając to, co jeszcze chwilę temu powiedział do Cressidy czy do samej Victorii. Dobrze, nie spotykali się całkowicie bezinteresownie, oboje o tym wiedzieli doskonale, ale na głos pomiędzy nimi nic nie padło. To było raczej – tak się przynajmniej Victorii do tej pory zdawało – delikatne badanie terenu z obu stron. Od strony Rosiera znacznie śmielsze niż od niej, zgoda, ale nadal nie było to tak… ostentacyjne i na głos. Naprawdę powinni porozmawiać, teraz już zwłaszcza. bo po tym co przeżywała ostatnim razem, nie zamierzała się bawić w jakieś domysły i zgadywanki.
No i, na Matkę, to totalnie nie był czas na rozmowę z czyimikolwiek rodzicami. Cholera, nawet miedzy sobą niczego nie wyjaśnili, a Analise zapraszała ich na herbatę. Lestrange poczuła lekką panikę, którą zaraz starała się skryć, uciekając się do technik, które miała tak dobrze wyćwiczone przy ukrywaniu własnych emocji. Kamienna twarz. Zachować kamienną twarz. Ale to nie nastąpiło tak od razu i jakiś przebłysk emocji był przez chwilę widoczny, nim zgasł. Nie zaprzeczyła, bo nie było czemu zaprzeczać. Nie odzywała się. Wolała się nie odzywać, tylko, że… ostatnie słowa Christophera ją zaalarmowały.
Coś jest nie tak.
Milion myśli na sekundę.
– Chris, czy jadłeś coś, albo piłeś tak do godziny od teraz? Coś, czego źródła nie jesteś w stu procentach pewien? – oczywiście, że jej pierwszą myślą było zakamuflowane veritaserum. Albo wariacja na temat – skoro za dużo mówił. Niezwykle silny eliksir i pasował do profilu mówienia za dużo, zwłaszcza rzeczy, których mówić się wcale nie chciało – ale myślało. W tej sekundzie poltergeist jakoś nie pojawił się w jej myślach. Jeszcze.