02.04.2026, 17:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2026, 17:38 przez Henry Lockhart.)
Przytaknął. Istniało wiele sposobów, by łączyć rysunek i fotografię. Robienie zdjęć i rysowanie tego samego obiektu, porównywanie obu rezultatów albo chociażby rysowanie ze zdjęcia lub szukanie narysowanych rzeczy w prawdziwym świecie. Obie sztuki jakoś się do siebie odnosiły, dobrze współgrały. Chciały obrazować świat, szukać w nim rzeczy godnych uwiecznienia. Przedstawiały coś unikalnego, pewną perspektywę. Henry chciał poznać spojrzenie Hestii na świat i pokazać jej lepsze ze swoich zdjęć. Czasem bywało, że wychodził na miasto i robił zdjęcia. Z wielu zrobionych w pracy też był dumny.
W sali kinowej sam parsknął śmiechem na żart o hiszpańskiej inkwizycji. Okej. Rzeczywiście nikt się jej nie spodziewał. Heniowi wydawało się, że chodziło o absurd całej przedstawionej sytuacji, o to, że w mugolskim domu pojawili się wystrojeni w czerwień kapłani. A dla czarodzieja... ten żart miał wymiar z lekka obrazoburczy. Mógł się przecież kojarzyć z polowaniami na czarownice. Tutaj jednak wyśmiewano inkwizycję, więc nikogo chyba to nie obrażało. A Henio miał słabość do z lekka czarnego humoru.
Po chwili ekran zgasł. Henry spojrzał na Hesię zdziwiony, a potem rozejrzał się po sali. Nikt nie wiedział chyba, o co chodziło.
– To chyba jakaś awar... – nie skończył mówić, bo nagle rozległa się syrena przeciwpożarowa. Przez głośnik pracownik kina mówił coś o niepanikowaniu i spokojnym opuszczeniu sali. Henry dotknął ramienia Hestii. – No to nam się udało... – westchnął. – Chodźmy, bo zaraz dopadnie nas inkwizycja.
Głupi żart i trochę nie na miejscu. Chwilowo jednak chodziło o to, by wydostać się z sali. Niektórzy zaczęli wybiegać w panice. Henry za to dał Hestii przejść przed sobą i oboje skierowali się do wyjścia dość żwawym krokiem. Przy drzwiach do sali chłopak usłyszał rozmowę pracownika kina z jednym z widzów.
"To jakieś dzieciaki znowu palą trawkę w łazience" – wyjaśnił znudzony chłopak, chyba w wieku podobnym do Henryka i Hestii.
Lockhart spojrzał na przyjaciółkę porozumiewawczo. Przez chwilę bał się, że to coś poważnego, ale teraz... chyba pozostało im tylko dojeść gdzieś popcorn. Lub poczekać na wznowienie seansu.
W sali kinowej sam parsknął śmiechem na żart o hiszpańskiej inkwizycji. Okej. Rzeczywiście nikt się jej nie spodziewał. Heniowi wydawało się, że chodziło o absurd całej przedstawionej sytuacji, o to, że w mugolskim domu pojawili się wystrojeni w czerwień kapłani. A dla czarodzieja... ten żart miał wymiar z lekka obrazoburczy. Mógł się przecież kojarzyć z polowaniami na czarownice. Tutaj jednak wyśmiewano inkwizycję, więc nikogo chyba to nie obrażało. A Henio miał słabość do z lekka czarnego humoru.
Po chwili ekran zgasł. Henry spojrzał na Hesię zdziwiony, a potem rozejrzał się po sali. Nikt nie wiedział chyba, o co chodziło.
– To chyba jakaś awar... – nie skończył mówić, bo nagle rozległa się syrena przeciwpożarowa. Przez głośnik pracownik kina mówił coś o niepanikowaniu i spokojnym opuszczeniu sali. Henry dotknął ramienia Hestii. – No to nam się udało... – westchnął. – Chodźmy, bo zaraz dopadnie nas inkwizycja.
Głupi żart i trochę nie na miejscu. Chwilowo jednak chodziło o to, by wydostać się z sali. Niektórzy zaczęli wybiegać w panice. Henry za to dał Hestii przejść przed sobą i oboje skierowali się do wyjścia dość żwawym krokiem. Przy drzwiach do sali chłopak usłyszał rozmowę pracownika kina z jednym z widzów.
"To jakieś dzieciaki znowu palą trawkę w łazience" – wyjaśnił znudzony chłopak, chyba w wieku podobnym do Henryka i Hestii.
Lockhart spojrzał na przyjaciółkę porozumiewawczo. Przez chwilę bał się, że to coś poważnego, ale teraz... chyba pozostało im tylko dojeść gdzieś popcorn. Lub poczekać na wznowienie seansu.