• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue

[17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
03.04.2026, 19:16  ✶  
Przeniosłem wzrok na ulicę przed nami, na kolejne wejścia, na szyldy, które próbowały coś obiecywać, chociaż większość z nich kłamała albo przemilczała najważniejsze szczegóły. Nokturn nie był miejscem, które się „odkrywało” w klasycznym sensie, raczej miejscem, które odsłaniało się tylko na tyle, na ile chciało. Ruch wokół nas płynął swoim tempem, niespieszny, ale konkretny, ludzie nie krążyli tu bez celu, nawet jeśli próbowali sprawiać takie wrażenie - my też tego nie robiliśmy, tylko dziś ten „cel” był… Inny. Przechyliłem lekko głowę, przyglądając się Prue uważniej, z błyskiem w oku, sprawdzając, czy zdawała sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiła. Kącik ust unosił mi się stopniowo, im dalej brnęła w nasze rozważania o nudzie, o tym, że ze mną się nie da, że to w ogóle nie jest miarodajny argument… Pokręciłem lekko głową, jakbym naprawdę rozważał jej słowa, a nie tylko czekał, aż skończy, by wtrącić coś od siebie.
-Czyli oficjalnie pszyznajesz, sze jestem loslywką sam w sobie. - Mruknąłem, puszczając do niej oczko. - Dobsze wiedzieś. Zapamiętam to sobie. - Nie było sensu udawać skromności, której i tak bym nie utrzymał dłużej niż kilka sekund, jeśli już coś działało na moją korzyść, nie widziałem powodu, żeby to umniejszać. - Ale spokojnie - dodałem po chwili, z lekkim uśmiechem - dziś nie będę się tym zbyt długo delektował. Jeszcze bym się zlobił nieznośny, a musimy jeszcze dowlec się do domu. - To było oczywiście kłamstwo - już byłem nieznośny, zwłaszcza dla siebie, z tym moim ślimaczym tempem - ale wypowiedziałem je jak większość rzeczy, które mówiłem, tym tonem oscylującym między pół-żartem, pół-prawdą. Ruszyliśmy dalej, wchodząc głębiej w Nokturn, a ja automatycznie przesunąłem się odrobinę bliżej niej, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby. Mijaliśmy kolejne miejsca, które wyglądały jakby powstały z potrzeby chwili, nie według planu zagospodarowania, i przez moment pozwoliłem sobie na to, żeby nie analizować każdego ruchu, tylko iść obok, tak zwyczajnie. Kiedy zatrzymaliśmy się przy tej wąskiej uliczce, spojrzałem dłużej na stoiska, które wciskały się jedno obok drugiego, jakby każdy sprzedawca walczył o to, żeby zająć choćby kawałek przestrzeni.
„Wszystko może być pamiątką” w ustach Prue nie było rzucone od niechcenia, tylko podszyte czymś, czego zwykle nie dało się zobaczyć tak po prostu, przynajmniej jeśli nie było się obdarzonym umiejętnościami trzeciego oka. Zerknąłem na nią z boku, krócej niż zwykle, po czym przeniosłem wzrok z powrotem na stoiska przed nami, na przedmioty, które dla większości byłyby tylko dziwnymi ozdobami albo bezużytecznym złomem. Dla niej pewnie miały coś więcej - ślad, historię - coś, czego ja mogłem się co najwyżej domyślać. Cóż, tym razem to nie ja miałem przewagę w ocenianiu tego, co nas otaczało, liczyłem tylko na to, iż nie odbije się to w żaden sposób na prezencie, który dla niej wybiorę…
- Fakt. - Przyznałem, rzeczywiście - należało założyć, że część z tych rzeczy miała więcej historii, niż sprzedawca byłby skłonny przyznać, trzeba było wziąć to pod uwagę.
Pozwoliłem sobie pociągnąć ją za sobą w głąb uliczki, zanim zdążyłaby się zatrzymać i rozłożyć to wszystko na czynniki pierwsze, głównie dlatego, że znałem ten schemat - gdybyśmy zostali jeszcze chwilę w miejscu, zaczęłaby analizować każdą opcję, zanim zrobi pierwszy krok, a to by zepsuło całą spontaniczność naszej nieoczekiwanej gry. Ruszyłem bez większego ceremoniału, bardziej odruchowo niż świadomie, jak ktoś, kto już podjął decyzję i nie widział sensu, żeby ją jeszcze omawiać. Zwolniłem dopiero między stoiskami, gdzie przestrzeń sama wymuszała wolniejsze tempo - tu nie dało się iść pewnie i szeroko, trzeba było lawirować, mijać ludzi, czasem się zatrzymać, czasem zrobić pół kroku w bok.
- Mam momenty. - Rzuciłem lekko. - Wykoszystuj je, póki tlwają. - Pozwoliłem sobie na krótki uśmiech, zanim znowu skupiłem się na otoczeniu. Przesunąłem spojrzeniem po jednym ze stolików, gdzie leżało coś, co wyglądało jak starodawny sekretnik, ale ale miało w sobie tę charakterystyczną, nieprzyjemną „nutę problemu”, która sugerowała, że historia za nim nie była szczególnie czysta, i nie trzeba było być nawet nikim specjalnie wrażliwym na takie rzeczy - ja nie byłem - aby wiedzieć, iż najpewniej ciążyła na nim jakaś niezbyt wyrafinowana klątwa, to po prostu się czuło.
Pomysł z trzema rzeczami układał mi się w głowie coraz bardziej sensownie, im dłużej o nim myślałem, chociaż nie powiedziałbym tego wprost, lubiłem zasady, które nie wyglądały jak zasady, tylko jak pretekst do ich łamania.
„Zdecydowanie potrzebuję limitu czasowego”, pokręciłem lekko głową, uśmiechając się lekko pod nosem - to był dokładnie ten moment, w którym wychodziło z niej wewnętrzne uporządkowanie, którego jeszcze do końca nie odpuściła, ale nie dało się ukryć, było to urocze. Czułem, że zaczynaliśmy się w to wciągać - nie w Nokturn, bo ten już oboje doskonale znaliśmy, tylko w samą ideę tej całej zabawy - to było nowe i całkiem… Pasujące.
- Świetny pomysł. Ustalmy jeszcze budszet i listę kontlolną. - Przechyliłem lekko głowę, patrząc na nią z tym samym przekornym wyrazem twarzy, przez kilka sekund, zanim dodałem, już poważniej. - Okej. Mamy się ścigaś s czasem czy ze sobą? - Spytałem, ponieważ w tej grze obie opcje były równie dobre.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4931), Prudence Fenwick (3418)




Wiadomości w tym wątku
[17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 25.03.2026, 23:17
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.03.2026, 00:47
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 26.03.2026, 01:48
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 26.03.2026, 21:58
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 27.03.2026, 00:49
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 27.03.2026, 19:56
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 28.03.2026, 21:03
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.04.2026, 08:58
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 03.04.2026, 19:16
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 05.04.2026, 22:34
RE: [17.10.72] As-is ghost, £9.99. Ours now | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.04.2026, 18:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa