06.04.2026, 12:36 ✶
Czy to mógł być najgorszy dzień jej żałosnej egzystencji? Nawet świadoma tego, jak wiele dramatów czekało ją jeszcze w na ten moment ubogim w doświadczenia życiu, nie potrafiła pozbyć się myśli, że to był jakiś koniec. Zdarzenie tak złe, aby po nim załamało się już wszystko inne. Jak miała jawić sie przyszłość kogoś, kto przeżył coś takiego? Miałaby wierzyć w karierę w Ministerstwie albo szpitalu? W szczęśliwe małżeństwo, dobre chwile z ludźmi, którzy ją kochali i szanowali? Nie, tym co czuła teraz Primrose było widmo nieskończonej pętli bólu i rozpaczy, powoli niknący oddech, a na końcu koniec żywota – wszystko pozbawione chwały i satysfakcji, bo przecież całe jej szczęście wylało się na kamienną posadzkę wraz z falami młodzieńczych łez.
Podobno posiadanie wstydliwego wspomnienia, którego musisz strzec jak najciemniejszego, rodzinnego sekretu, było czymś bardzo ludzkim, czego doświadczało wielu, o ile nie większość. Komuś tak łatwo władającemu w destrukcyjną histerię ciężko było jednak dojść do wniosku, że złe rzeczy, nawet tak przerażające i absurdalne, po prostu się zdarzały. Jaką niby lekcję miała z tego wyciągnąć? W jaki sposób uśmiechać się wciąż patrząc w lustro po tym, jak zostało się ośmieszoną przez zmorę przeszłości? Nie wiedziała.
Potrafiła jednak dostrzec motywację do bycia silną w detalach mogących umknąć komuś innemu.
Kiedy się w cierpieniu nie było skazanym na samotność, kiedy ktoś inny wezbrał się na odwagę stanięcia twarzą w twarz z tym przerażającym końcem, zamiast zwiać i porzucić znajomość (a to przecież zawsze było łatwiejsze od walki), broda jakoś tak sama zadzierała się do góry, a kosmate myśli powoli ustępowały napięciu dającemu jej moc do robienia rzeczy niemożliwych. Wezbrała więc całą siłę, jaką dała jej swoją postawą Astoria i nabrała powietrza w usta, nie pozwalając wydostać się spomiędzy spierzchniętych warg ostatnich słów, jakie miała do powiedzenia Marcie.
Nie interesowały jej już kolczyki porzucone w zlewie. Żaden dziennik ani cokolwiek innego, co mogło tam być. Najwyżej będzie błagała jakiegoś losowego kuzyna lub kolegę o to, żeby odzyskali jej porozrzucane po łazience przedmioty.
– N-no… no dobrze – powiedziała i pociągnąwszy nosem ruszyła przed siebie, drżąc wręcz kiedy zimna, paskudna, śmierdząca ektoplazma spłynęła po jej odsłoniętej szyi i poczuła, jak część płynu dostaje się za kołnierz mundurka.
Wspólne sekrety potrafiły łączyć i dzielić. Czasami działo się z nimi to, co wydarzyło się pomiędzy tymi dwiema panienkami – czyli wzburzyły na moment morze ich relacji, a później uspokoiły je i nadały ich spotkaniom czegoś nowego – jakiegoś takiego obustronnego zrozumienia, że mogły sobie w pewnych kwestiach zaufać. Nie chodziło tu o wesołe dzielenie się detalami swojego życia, ale o brak wstydu w wyznaniach, których nie można było lub nie chciało się uniknąć.
Największym osiągnięciem ich wspólnych ustaleń i działań okazało się to, że mimo ucieczki z miejsca zdarzenia, ani nikt nie odkrył nigdy detali ich paskudnego spotkania z Jęczącą Martą, ani nie przejęto tego, co porzuciły za sobą. Astoria dzielnie stanęła na czatach, Primrose przybrała inną postać i zarówno rozsypana biżuteria, jak i dziennik z zapiskami prosto z pełnego jadu serca Astorii, wróciły do ich szafek w dormitoriach.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Podobno posiadanie wstydliwego wspomnienia, którego musisz strzec jak najciemniejszego, rodzinnego sekretu, było czymś bardzo ludzkim, czego doświadczało wielu, o ile nie większość. Komuś tak łatwo władającemu w destrukcyjną histerię ciężko było jednak dojść do wniosku, że złe rzeczy, nawet tak przerażające i absurdalne, po prostu się zdarzały. Jaką niby lekcję miała z tego wyciągnąć? W jaki sposób uśmiechać się wciąż patrząc w lustro po tym, jak zostało się ośmieszoną przez zmorę przeszłości? Nie wiedziała.
Potrafiła jednak dostrzec motywację do bycia silną w detalach mogących umknąć komuś innemu.
Kiedy się w cierpieniu nie było skazanym na samotność, kiedy ktoś inny wezbrał się na odwagę stanięcia twarzą w twarz z tym przerażającym końcem, zamiast zwiać i porzucić znajomość (a to przecież zawsze było łatwiejsze od walki), broda jakoś tak sama zadzierała się do góry, a kosmate myśli powoli ustępowały napięciu dającemu jej moc do robienia rzeczy niemożliwych. Wezbrała więc całą siłę, jaką dała jej swoją postawą Astoria i nabrała powietrza w usta, nie pozwalając wydostać się spomiędzy spierzchniętych warg ostatnich słów, jakie miała do powiedzenia Marcie.
Nie interesowały jej już kolczyki porzucone w zlewie. Żaden dziennik ani cokolwiek innego, co mogło tam być. Najwyżej będzie błagała jakiegoś losowego kuzyna lub kolegę o to, żeby odzyskali jej porozrzucane po łazience przedmioty.
– N-no… no dobrze – powiedziała i pociągnąwszy nosem ruszyła przed siebie, drżąc wręcz kiedy zimna, paskudna, śmierdząca ektoplazma spłynęła po jej odsłoniętej szyi i poczuła, jak część płynu dostaje się za kołnierz mundurka.
–––
Wspólne sekrety potrafiły łączyć i dzielić. Czasami działo się z nimi to, co wydarzyło się pomiędzy tymi dwiema panienkami – czyli wzburzyły na moment morze ich relacji, a później uspokoiły je i nadały ich spotkaniom czegoś nowego – jakiegoś takiego obustronnego zrozumienia, że mogły sobie w pewnych kwestiach zaufać. Nie chodziło tu o wesołe dzielenie się detalami swojego życia, ale o brak wstydu w wyznaniach, których nie można było lub nie chciało się uniknąć.
Największym osiągnięciem ich wspólnych ustaleń i działań okazało się to, że mimo ucieczki z miejsca zdarzenia, ani nikt nie odkrył nigdy detali ich paskudnego spotkania z Jęczącą Martą, ani nie przejęto tego, co porzuciły za sobą. Astoria dzielnie stanęła na czatach, Primrose przybrała inną postać i zarówno rozsypana biżuteria, jak i dziennik z zapiskami prosto z pełnego jadu serca Astorii, wróciły do ich szafek w dormitoriach.
Dziękuję za wątek, zakończyłam go bo mamy do pisania nowe.
@Astoria Avery
@Astoria AveryKoniec sesji