06.04.2026, 19:58 ✶
Wdech wydech. Będzie dobrze. Nie, nie będzie. Już jest dobrze.
Cokolwiek działo się teraz z Millie mogło poczekać na lepszy moment, aby o tym porozmawiać, czy też aby w ogóle nad tym rozmyślać. Bo oczywiście do jego głowy już przypałętały się różne rozwiązania o rozmaitym stopniu zagrożenia życia, ale skoro Moody była obecnie spokojna nie warto było roztrząsać tego teraz. Teraz należało skupić się na samej przyjaciółce, obecnie zamkniętej pomiędzy nim a Thomasem.
Napotkał wzrok Figga, dopiero po chwili myśląc o tym, że mógł wprowadzić drugiego czarodzieja w dyskomfort, ale Thomas nie wydawał się mieć z tym najmniejszego problemu. Uśmiechnął się do niego słabo i przez krótką chwilę w zmęczony umyśle uzdrowiciela przewinęła się niekształtna myśl, że teraz gdy tak patrzył na Figga to... To sam nie wiedział co. To chyba tylko jego obecny stan i nerwy dokładały mu głupich myśli i uczuć, które zapewne tak naprawdę były tylko inaczej ubraną oznaką wymęczonej głowy, która obecnie nie najlepiej radziła sobie z wiszącym na nim od kilku dni zmęczeniem. I tyle.
Ale cieszył się, że Thomas tutaj był i mógł razem z nim pomagać Millie, bo jednak kiedy czyjaś przyjaciółka pluła bluźnierczymi słowami, a potem zanosiła się płaczem, raźniej było gdy obok był ktoś jeszcze.
– Jeżeli porywasz kogoś na Skandynawskie pagórki to jesteś raczej trolem a nie kotwicą – rzucił cicho, to próbując ich rozbawić, to próbując kupić sobie nieco więcej czasu, aby zareagować na to co powiedziała Millie.
Koło ratunkowe.
Oczywiście, podobnie jak Thomas, chciał być jej kołem ratunkowym. To nie podlegało żadnej wątpliwości, ale jak na dobrą sprawę odpowiadało się na taką deklarację inaczej niż nerwowym żartem? Objął ją nieco mocniej, chociaż jej uścisk wciąż pozostawał tym silniejszym.
– Jesteśmy tu dla ciebie Miles i nigdzie się nie wybieramy – powiedział w końcu, chcąc aby wiedziała, że to koło, czy raczej koła ratunkowe, nigdzie nie odpłyną.
Cokolwiek działo się teraz z Millie mogło poczekać na lepszy moment, aby o tym porozmawiać, czy też aby w ogóle nad tym rozmyślać. Bo oczywiście do jego głowy już przypałętały się różne rozwiązania o rozmaitym stopniu zagrożenia życia, ale skoro Moody była obecnie spokojna nie warto było roztrząsać tego teraz. Teraz należało skupić się na samej przyjaciółce, obecnie zamkniętej pomiędzy nim a Thomasem.
Napotkał wzrok Figga, dopiero po chwili myśląc o tym, że mógł wprowadzić drugiego czarodzieja w dyskomfort, ale Thomas nie wydawał się mieć z tym najmniejszego problemu. Uśmiechnął się do niego słabo i przez krótką chwilę w zmęczony umyśle uzdrowiciela przewinęła się niekształtna myśl, że teraz gdy tak patrzył na Figga to... To sam nie wiedział co. To chyba tylko jego obecny stan i nerwy dokładały mu głupich myśli i uczuć, które zapewne tak naprawdę były tylko inaczej ubraną oznaką wymęczonej głowy, która obecnie nie najlepiej radziła sobie z wiszącym na nim od kilku dni zmęczeniem. I tyle.
Ale cieszył się, że Thomas tutaj był i mógł razem z nim pomagać Millie, bo jednak kiedy czyjaś przyjaciółka pluła bluźnierczymi słowami, a potem zanosiła się płaczem, raźniej było gdy obok był ktoś jeszcze.
– Jeżeli porywasz kogoś na Skandynawskie pagórki to jesteś raczej trolem a nie kotwicą – rzucił cicho, to próbując ich rozbawić, to próbując kupić sobie nieco więcej czasu, aby zareagować na to co powiedziała Millie.
Koło ratunkowe.
Oczywiście, podobnie jak Thomas, chciał być jej kołem ratunkowym. To nie podlegało żadnej wątpliwości, ale jak na dobrą sprawę odpowiadało się na taką deklarację inaczej niż nerwowym żartem? Objął ją nieco mocniej, chociaż jej uścisk wciąż pozostawał tym silniejszym.
– Jesteśmy tu dla ciebie Miles i nigdzie się nie wybieramy – powiedział w końcu, chcąc aby wiedziała, że to koło, czy raczej koła ratunkowe, nigdzie nie odpłyną.