06.04.2026, 20:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.04.2026, 20:40 przez Basilius Prewett.)
Nie patrzył na nią oceniająco. Po prostu wysłuchał tego co miała do powiedzenia, próbując zrozumieć jej perspektywę tylko że...
Tylko że bardzo ciężko było mu ją zrozumieć. Czy miał dosyć? Na pewno bywał zmęczony. Zmęczony byciem zmęczonym, wracaniem do domu bez siły na cokolwiek innego, zmęczony zastanawianiem się czy uda mu się zrealizować plany na wyjście gdzieś w weekend, czy jednak obudzi się w sobotę czując się fatalnie. Zmęczony nawet takimi głupotami jak zasypianie na kanapie, kiedy chciało się tylko poczytać na niej książkę. Tak, jakkolwiek by to nie brzmiało, czasem męczył się tym jak bardzo jego ciało wymagało odpoczynku. To było męczące. Ale branie leków dzięki którym czuł się jednak mniej zmęczony? Tego raczej dosyć nie miał.
– Na pewno jest to... Ucią–upierdliwe – powiedział uśmiechając się do niej. – I rozumiem, że to może frustrować, ale... – Zamilkł na chwilę, zastanawiając się jak bardzo radykalny mógł być w swoich kolejnych słowach. – Ale nie muszę sprawdzać kim byłbym bez leków, bo doskonale znam odpowiedź na to pytanie. Byłbym martwym bratem, przyjacielem i synem. – Alternatywa nie była zbyt kusząca, zwłaszcza że teraz w Zaświatach czekała na niego Florence, która na pewno nie dałaby mu obiecywanego wszystkim zmarłym świętego spokoju, gdyby dowiedziała się jak zakończył swoje życie.
Myślami powrócił jednak do Astorii, bo on wiedział że będzie brać leki, to o nią się martwił.
– Czy mogę coś zrobić, aby było to dla ciebie łatwiejsze? – spytał w końcu, zakładając że straszenie ją skutkami zdrowotnymi ignorowania eliksirów nie miało najmniejszego sensu. – Wiesz, jeśli tego potrzebujesz... Istnieją magimedycy, z którymi można porozmawiać o zmęczeniu chorobą.
Tylko że bardzo ciężko było mu ją zrozumieć. Czy miał dosyć? Na pewno bywał zmęczony. Zmęczony byciem zmęczonym, wracaniem do domu bez siły na cokolwiek innego, zmęczony zastanawianiem się czy uda mu się zrealizować plany na wyjście gdzieś w weekend, czy jednak obudzi się w sobotę czując się fatalnie. Zmęczony nawet takimi głupotami jak zasypianie na kanapie, kiedy chciało się tylko poczytać na niej książkę. Tak, jakkolwiek by to nie brzmiało, czasem męczył się tym jak bardzo jego ciało wymagało odpoczynku. To było męczące. Ale branie leków dzięki którym czuł się jednak mniej zmęczony? Tego raczej dosyć nie miał.
– Na pewno jest to... Ucią–upierdliwe – powiedział uśmiechając się do niej. – I rozumiem, że to może frustrować, ale... – Zamilkł na chwilę, zastanawiając się jak bardzo radykalny mógł być w swoich kolejnych słowach. – Ale nie muszę sprawdzać kim byłbym bez leków, bo doskonale znam odpowiedź na to pytanie. Byłbym martwym bratem, przyjacielem i synem. – Alternatywa nie była zbyt kusząca, zwłaszcza że teraz w Zaświatach czekała na niego Florence, która na pewno nie dałaby mu obiecywanego wszystkim zmarłym świętego spokoju, gdyby dowiedziała się jak zakończył swoje życie.
Myślami powrócił jednak do Astorii, bo on wiedział że będzie brać leki, to o nią się martwił.
– Czy mogę coś zrobić, aby było to dla ciebie łatwiejsze? – spytał w końcu, zakładając że straszenie ją skutkami zdrowotnymi ignorowania eliksirów nie miało najmniejszego sensu. – Wiesz, jeśli tego potrzebujesz... Istnieją magimedycy, z którymi można porozmawiać o zmęczeniu chorobą.