Kiedy otrzymała list od Borgina bardzo się ucieszyła. Sama nie wiedziała, czym była spowodowana, w końcu to nie tak, że czekała na to, aż się do niej odezwie, prawda? Dziwne by to było. Poczuła jednak takie nietypowe uczucie na żołądku i z ekscytacją otworzyła lisy. Bardzo ciekawiło ją to, co w nim zastanie. Miała nadzieję, że przyjdzie im się spotkać w najbliższym czasie. Nie myliła się za bardzo, chociaż data ostatniego dnia sierpnia nieco ją rozczarowała. Liczyła na jakiś szybszy termin, no ale nie mogła narzekać, w końcu pamiętał o niej i znalazł dla niej czas w swoim grafiku. Całe szczęście o niej pamiętał.
Informacje, które przekazał jej w liście były dosyć enigmatyczne. Nie wynikało z nich zbyt wiele. Nie mogła się więc domyślić, co planuje. Nie do końca przepadała za niespodziankami, lubiła mieć kontrolę i wiedzieć na co się pisze. Tym razem jednak miało być inaczej. Musiała zdać się na niego. Jakoś to przetrawi, choć nie było jej to do końca na rękę. Wiedziała jednak, że Borgin nie zrobi jej krzywdy, nie wprowadzi na minę. Spodziewała się, że to nie będzie nic niebezpiecznego. Oczywiście od razu wysłała mu odpowiedź, że pojawi się w Kotle tego dnia, o którym pisał. Nie mogła mu odmówić, nie chciała. Lubiła gdy był obok niej, zdarzało jej się łapać na tym, że brakowało jej go obok. Oczywiście nie zamierzała mu o tym powiedzieć.
Ich ostatnie spotkanie było dosyć nietypowe. Stella bez zająknięcia spełniła jego prośbę. Pojawiła się w domu, w którym mieszka z matką i bardzo zgrabnie naginała prawdę na temat tego, co ich łączy. Opowiadała kobiecie to, co chciała usłyszeć, faktycznie działało. Anne wydawała się być zachwycona tym, czym dzieliła się z nią Stella. Sama Avery nie miała sobie nic do zarzucenia, bo częściowo mówiła prawdę. Może poza najważniejszym - ona i Stanley nie byli parą. Jedynie bliskimi znajomymi, chociaż czasem sama nie do końca potrafiła ocenić, czy dokładnie tak było. Przynajmniej z jej strony, wydawało jej się, że zaczyna patrzeć na niego inaczej, jednak nie chciała, żeby się wystraszył, czy od niej odsunął. Szczególnie, że jako znajomi się świetnie dogadywali, po co właściwie to niepotrzebnie psuć? Avery bała się poczuć do kogoś coś więcej, bała się odrzucenia i tego, że mogło to nie być prawdziwe, a spowodowane jedynie urokiem wiły. Dotychczasowi mężczyźni, którzy zwracali na nią uwagę, robili to tylko przez jej urokliwe zdolności, dlatego też była bardzo zdystansowana.
Trochę jej się dłużył ten sierpień. Malowała, zagrała w kilku miejsach, jednak czegoś jej brakowało. Nie pisała jednak listów, nie chciała wyjść na jakąś desperatkę, czekała na ten ostatni dzień sierpnia. Rozmyślała nad tym, co wymyślił Borgin, jednak trudno jej było znaleźć odpowiedź na to pytanie. Nie miała zielonego pojęcia gdzie planował ją zabrać, ani w jaki sposób chciał spędzić ten czas. Miała jedynie nadzieję, że był zadowolony z tego, jak potoczyło się ich ostatnie spotkanie i nie miał dla niej złych wieści, typu, że Anne się rozmyśliła i wyrzuciła go z domu. Swoją drogą nadal ją lekko bawiło to, że mieszkał z matką, ale nie zamierzała o tym wspominać, żeby go nie urazić.
Jakoś udało jej się doczekać tego ostatniego dnia sierpnia. Z ekscytacji nie spała prawie całą noc. Nie mogła się doczekać, aż wreszcie się zobaczą, niespodzianka zeszła na drugi plan, ważne, że spędzą ten dzień razem, w końcu dawno się nie wiedzieli. Zapamiętała to, że wspomniał w liście o tym, żeby nie ubrała się zbyt elegancko. Cóż, musiała się nad tym chwilę pogłowić, bo raczej miała w zwyczaju ubierać się właśnie w ten sposób. Skoro jednak ją poprosił... Musiała się dostosować, kto wie, gdzie mieli się wybrać. Czasem i zbyt elegancki ubiór mógł narobić problemu. Panna Avery wyjątkowo postawiła na spodnie, dzwony jeansowe, do nich dołączyła czarne pantofle. Założyła również fioletowy sweter, prosty, dosyć obcisły, a w ręku trzymała krótką, czarną, skórzaną kurtkę. Włosy zaplotła w dwa warkocze, żeby kosmyki nie wpadały jej do oczu. Przed wyjściem przejrzała się w lustrze i w sumie była zadowolona z efektu. Mogła wyjść.
W powietrzu czuć było, że jesień się zbliża. Ostatnie dni sierpnia były trochę taką granicą, zimne poranki, zimne wieczory, dni, które jeszcze miały w sobie coś z lata. Mimo wszystko noc przychodziła już szybciej, czuć było, że lato niedługo odejdzie. Avery przemierzała alejki całkiem szybkim tempem. Nie znosiła się spóźniać, dlatego też dotarła do Kotła na czas, chociaż kosztowało ją to chwilową zadyszkę.
Rozejrzała się po pomieszczeniu poszukując wzrokiem Borgina. Nie miała problemu z tym, żeby go odnaleźć, ruszyła więc w jego kierunku. Uśmiech pojawił się na jej twarzy, naprawdę cieszyła się z tego spotkania. - Cześć! Też się cieszę, że już jestem. - Przytulenie na powitanie było całkiem przyjemne, trwało jednak dosyć krótko. - Mam zamknąć oczy? Nie planujesz nic nikczemnego? - Zadała to pytanie, chociaż znała odpowiedź. Nie czekała na nią tylko od razu zamknęła oczy. Była gotowa na niespodziankę. Wreszcie się dowie, co zaplanował.
Poczuła, że coś zostało jej zawieszone na szyi. Czy był yo szalik? Do zimy jeszcze daleko, zdecydowanie nie potrzebowała jeszcze tej części garderoby. Usłyszała entuzjastyczne TADAM i potraktowała to jako przyzwolenie na otwarcie oczu. Od razu skierowała wzrok w stronę szalika. Był niebieski, Borgin miał na sobie taki sam. Minęła krótka chwila nim sobie uświadomiła, o co może w tym wszystkim chodzić. - Mecz? - Zdecydowanie kiedy to powiedziała nie można było zauważyć w tym takiego entuzjazmu, z jakim podszedł do sprsey Stan. Naprawdę starała się uśmiechać, choć przychodziło jej to trudno. Avery nie znosiła sportu, w żadnej możliwej wersji.
Nie zamierzała jednak zniechęcać Stana swoim zachowaniem, próbowała więc naprawdę nie dawać po sobie znać, że średnio jej się ten pomysł podoba. - Ważne pytanie, czyje mamy szaliki, komu kibicujemy? - Warto było się tego dowiedzieć nim usiądą na trybunach. - Na pewno będzie fantastycznie.
Podeszli do kominków, musieli się jeszcze teleportować na miejsce, był to istotny punkt wycieczki, w końcu trzeba było uważać, żeby nie zgubić się po drodze. Wzięła do dłoni trochę proszku od Borgina. - Rzeka Piddle w Dorset, dobrze? - Wolała się upewnić, że odpowiednio zakodowała nazwę miejsca. Usłyszała twierdzącą odpowiedź, więc mogła zaraz wejść do kominka. Przewróciła oczami, kiedy złapał ją za policzek, był to odruch jej większości ciotek. Nie do końca za nim przepadała. - Do zobaczenia. - Rzekła jeszcze nim rzuciła proszek do kominka i powiedziała przy tym Rzeka Piddle w Dorset, dzięki czemu zniknęła w płomieniach, jak jej towarzysz.