09.04.2026, 11:39 ✶
Alastor wyglądał spokojnie, ale spokojny nie był. Przez niewzburzoną z zewnątrz twarz przedzierał się tabun myśli przeróżnych – składały się na nie obawy i leki, które stały się jego codziennością, ale i te dobre – bo Millie mogła udawać, ale nawet jeśli udawała, a on nie był tak głupi aby pozwolić sobie na naiwność, to wciąż były próby. Nie potrafił nie myśleć o tym, że jego czas w jakiś sposób się kończył. Nie chciał odchodzić lub odpływać z myślą, że zostawi ją samą wzburzoną, rozedrganą. Nie potrafiącą udźwignąć odejścia brata, ani swojego życia, kiedy Alastor nie pojawiał się na wezwanie i nie naprawiał tego, czego nie potrafiła naprawić sama.
Ciężko mu więc było pogodzić się z tym, że nie mieszkali razem, ale jednocześnie rozluźniało mu to duszę. Księżycowy Staw był przecież pełen ludzi, o których będzie mogła oprzeć się w chwili, kiedy zabraknie jego i ojca. A dla kogo oni walczyli? Dla niej przecież. Nie będzie to miało sensu, jeśli nie będzie mogła cieszyć się wolnością.
– Boję się, że jak ci się nie spodoba efekt końcowy, to będzie na mnie – przyznał bez ogródek, wiedząc bardzo dobrze, że „mi się podoba” nie oznaczało wcale „jej się podoba”, szczególnie przy wzrastających wymaganiach wobec samej siebie. – No to bez ojca. – Poklepał ją po głowie, nie komentując tego szczególnie. Sam się tymi komentarzami nie przejmował, ale nie musiał przecież narzucać jej jego obecności. – A stawy zarybia się na wiosnę, żeby ryby nauczyły się żerować przed zimą. Inaczej padną, może nie wszystkie, ale w większości... Straciłem rachubę co było dalej. – Ścisnął palcami lewej dłoni kąciki oczu, zaciskając przy tym powieki i nagle dotarło do niego, że rozluźnił się za bardzo. I to już na jego twarzy się odbiło. Millie mogła obserwować, jak z rozluźnionego Alastora, który pozwolił sobie na coś takiego jak niedokładne wsłuchanie się w coś po godzinach wykańczającej psychicznie pracy, znów wszedł w tryb nie pozwalający mu na odpoczynek. Stała czujność, jak zwykł mawiać. Nie musiał nawet rozchylić warg, żeby oboje to usłyszeli. Nie było tu przecież miejsca na słabość. Nawet w Księżycowym Stawie, nawet w obecności siostry, chociaż prawdę mówiąc... Wcale nie chciało mu się sprzątać. Chętnie uciąłby sobie dłuższą drzemkę.
@Millie Moody
Ciężko mu więc było pogodzić się z tym, że nie mieszkali razem, ale jednocześnie rozluźniało mu to duszę. Księżycowy Staw był przecież pełen ludzi, o których będzie mogła oprzeć się w chwili, kiedy zabraknie jego i ojca. A dla kogo oni walczyli? Dla niej przecież. Nie będzie to miało sensu, jeśli nie będzie mogła cieszyć się wolnością.
– Boję się, że jak ci się nie spodoba efekt końcowy, to będzie na mnie – przyznał bez ogródek, wiedząc bardzo dobrze, że „mi się podoba” nie oznaczało wcale „jej się podoba”, szczególnie przy wzrastających wymaganiach wobec samej siebie. – No to bez ojca. – Poklepał ją po głowie, nie komentując tego szczególnie. Sam się tymi komentarzami nie przejmował, ale nie musiał przecież narzucać jej jego obecności. – A stawy zarybia się na wiosnę, żeby ryby nauczyły się żerować przed zimą. Inaczej padną, może nie wszystkie, ale w większości... Straciłem rachubę co było dalej. – Ścisnął palcami lewej dłoni kąciki oczu, zaciskając przy tym powieki i nagle dotarło do niego, że rozluźnił się za bardzo. I to już na jego twarzy się odbiło. Millie mogła obserwować, jak z rozluźnionego Alastora, który pozwolił sobie na coś takiego jak niedokładne wsłuchanie się w coś po godzinach wykańczającej psychicznie pracy, znów wszedł w tryb nie pozwalający mu na odpoczynek. Stała czujność, jak zwykł mawiać. Nie musiał nawet rozchylić warg, żeby oboje to usłyszeli. Nie było tu przecież miejsca na słabość. Nawet w Księżycowym Stawie, nawet w obecności siostry, chociaż prawdę mówiąc... Wcale nie chciało mu się sprzątać. Chętnie uciąłby sobie dłuższą drzemkę.
@Millie Moody
fear is the mind-killer.