Larisa pamiętała pierwszy raz, kiedy ujęła rękę Mykewa. Dziewczęca dłoń wsunęła się wtedy między jego palce, należące do mężczyzny już dorosłego i posiadającego na skórze pierwsze oznaki praktykowanego rzemiosła. Można by po wszelkich zadrach i zgrubieniach prześledzić całą mapę jego dotychczasowego dorobku. Ale zamiast zapytać, zabawiając przyszłego męża, wróciła do swoich zajęć, pozwalając by rozmowy na temat jej losu toczyły się nad jej głową. Ani razu nie żałowała tej bezwolności; nie kiedy pokonał jej ojca, nie kiedy wyrwał ją z rodzinnej posiadłości i nie kiedy cierpliwie uczył ją jak obchodzić się z drewnem i osadzać w nim rdzenie. W zamian za to wszystko, czym ją obdarował, ona wydarła mu syna. Ich syna.
Podobno w świecie zwierząt matki gotowe były zrobić wszystko, by swoje potomstwo chronić. Nigdy nie kwestionowała tych spostrzeżeń, ale jednocześnie obserwowała wychowane w rodowej posiadłości węże, wysiadujące złożone przez siebie gromady jaj. Obserwowała, jak owijały się wokół nich opiekuńczo, poświęcając własne zdrowie by zawsze mieć na nie oko. I tak samo obserwowała, jak wężowe matki pożerały czasem własne jaja.
Czasem śniła, że otwiera usta szeroko i niczym wąż. Że jest w niej jakaś prymitywna potrzeba, by pozbyć się potomstwa, które było wadliwe i które wydawało się nie być w stanie poradzić w świecie samemu. Następnie połykała w całości to, co uważała za wadliwe, a co przecież kochała również całym sercem. Ale może to jej serce było niewystarczające. Może zanadto rozsiadł się tam Salazar, a może zawsze było popsute. Może matki powinny jednak kochać swoje dzieci bezwarunkowo.
Drabina szczęknęła, kotary opadły, a karnisz został przykręcony lepiej do ściany na której się znajdował. Larisa w tym czasie przełożyła jeszcze parę tkanin, oglądając je powoli i uważnie. Do ostatniego momentu wyglądała, jakby długo jeszcze miała dywagować na tym, który wzór najbardziej pasował do wnętrz ich pracowni, ale kiedy Mykew na nią spojrzał, palce zacisnęły się mocniej na jednym zestawie i uniosły go ku niemu. Ciemne, z haftowanymi gałęziami głogu, które pięły się ku górze, przetykane zielenią liści, ale także czerwienią charakterystycznych jagód.