11.04.2026, 21:05 ✶
— Teraz już nie spocznę, dopóki nie poznam nazwiska tej kobiety — postraszył Peregrinus i on również uniósł swój kufel do ust. — Brenna… — powtórzył imię w zamyśleniu, bynajmniej nie dlatego, żeby nie wiedział, kim Brenna Longbottom jest. Wróżbita potrzebował kilku sekund na przypomnienie sobie katalogu swoich spotkań z brawurową brygadzistką. — Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, to było w Windermere, ranna chyba nie była. Ale przedostatnio, w kwietniu, rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Może coś w tym jest. — Pokiwał głową, przekonując się do tej teorii Basila, jakoby Brenna zawsze była w tarapatach.
Trelawney nie wyciągał z przyjaciela na siłę żadnych tajemnic. Skoro Basil zamknął owo zdarzenie w słowach dziwna sytuacja, Peregrin zamierzał to uszanować. Wystarczająco już tego dnia usłyszał. Więcej niż się spodziewał. Po wyznaniu Prewetta poczuł się w jego towarzystwie… bezpieczniej niż wcześniej? Jakby ich to zbliżyło, mimo że on sam pozostał cichy i nie odważył się zdradzić z tym, co ich łączy. Myśl o tym, że dzielą preferencje, a przynajmniej częściowo, miała z czarodziejem pozostać i być może znaleźć ujście następnym razem. Peregrinus Trelawney był człowiekiem zachowawczym, potrzebował wiele czasu, żeby poczuć się w pewnych rzeczach utwierdzonym. Nie lubił podejmować pochopnych decyzji, a zdradzenie się z tym, że miał partnera… to była duża rzecz, lecz ziarno porozumienia i zaufania między nim a Basilem zostało posiane.
— Dobrze, że nie jesteś we mnie zakochany. Bez urazy. — Mężczyzna uniósł ręce w obronnym geście i uśmiechnął się, żeby rozproszyć tę lekką niezręczność sytuacji. — O nie, nie wspominajmy o klątwach. Też Windermere? — zapytał, choć raczej retorycznie. Temat tego wyjazdu wracał raz po raz w ich rozmowie. Wyglądało na to, że dla obu czarodziejów była to wyjątkowo pamiętna przygoda.
Wspomniana przez przyjaciela fizyczność dała Trelawneyowi również do myślenia. Gdy wspominał to, jak obejmował w łazience Millie… w intymnej, delikatnej sytuacji, a jednak tak zwyczajnie czule. A gdy zbliżał się do Vakela i chciał…
— Wszystko w porządku? — Szybko zauważył krwotok Basiliusa i natychmiast wyrwało go to z wszelkich romantycznych przemyśleń. — Poczekaj, podam ci coś. — Wstał i sięgnął do szafki po pudełko chustek zachomikowane na kolejne przeziębienie. — Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Gdy zaś kryzys został opanowany, koledzy zajęli się grą. Nowe wyznania nie zmieniły między nimi nic na zewnątrz — rozmowa toczyła się zwykłym rytmem, wokół zwykłych tematów, wspólnych znajomych… a jednak nie da się odeprzeć wrażenia, że temat ich żyć uczuciowych miał jeszcze powrócić. W swoim czasie.
Trelawney nie wyciągał z przyjaciela na siłę żadnych tajemnic. Skoro Basil zamknął owo zdarzenie w słowach dziwna sytuacja, Peregrin zamierzał to uszanować. Wystarczająco już tego dnia usłyszał. Więcej niż się spodziewał. Po wyznaniu Prewetta poczuł się w jego towarzystwie… bezpieczniej niż wcześniej? Jakby ich to zbliżyło, mimo że on sam pozostał cichy i nie odważył się zdradzić z tym, co ich łączy. Myśl o tym, że dzielą preferencje, a przynajmniej częściowo, miała z czarodziejem pozostać i być może znaleźć ujście następnym razem. Peregrinus Trelawney był człowiekiem zachowawczym, potrzebował wiele czasu, żeby poczuć się w pewnych rzeczach utwierdzonym. Nie lubił podejmować pochopnych decyzji, a zdradzenie się z tym, że miał partnera… to była duża rzecz, lecz ziarno porozumienia i zaufania między nim a Basilem zostało posiane.
— Dobrze, że nie jesteś we mnie zakochany. Bez urazy. — Mężczyzna uniósł ręce w obronnym geście i uśmiechnął się, żeby rozproszyć tę lekką niezręczność sytuacji. — O nie, nie wspominajmy o klątwach. Też Windermere? — zapytał, choć raczej retorycznie. Temat tego wyjazdu wracał raz po raz w ich rozmowie. Wyglądało na to, że dla obu czarodziejów była to wyjątkowo pamiętna przygoda.
Wspomniana przez przyjaciela fizyczność dała Trelawneyowi również do myślenia. Gdy wspominał to, jak obejmował w łazience Millie… w intymnej, delikatnej sytuacji, a jednak tak zwyczajnie czule. A gdy zbliżał się do Vakela i chciał…
— Wszystko w porządku? — Szybko zauważył krwotok Basiliusa i natychmiast wyrwało go to z wszelkich romantycznych przemyśleń. — Poczekaj, podam ci coś. — Wstał i sięgnął do szafki po pudełko chustek zachomikowane na kolejne przeziębienie. — Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Gdy zaś kryzys został opanowany, koledzy zajęli się grą. Nowe wyznania nie zmieniły między nimi nic na zewnątrz — rozmowa toczyła się zwykłym rytmem, wokół zwykłych tematów, wspólnych znajomych… a jednak nie da się odeprzeć wrażenia, że temat ich żyć uczuciowych miał jeszcze powrócić. W swoim czasie.
Koniec sesji
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie