Podróż nie należała do specjalnie skomplikowanych. Dotarła na miejsce od razu. Na całe szczęście, jeszcze tego brakowało, żeby przekręciła nazwę i znalazła się gdzieś, gdzie nie powinna. Nie zdziwiło by jej to wcale, lubiła sobie komplikować życie, gdy nie było to zupełnie potrzebne.
Znalazła się na stadionie. Faktycznie był ogromny, robił spore wrażenie. Bardzo przyjemnym uczuciem musiałoby być zagranie koncertu w takim miejscu. Ile ludzi mogłoby na nią patrzeć w jednym momencie... Niesamowite.
Obserwowała mężczyznę przez chwilę. Zauważyła, że Stanley jest szczęśliwy. Chyba nigdy dotąd nie widziała go aż tak zadowolonego. Musiało to być dla niego ważne wydarzenie. Kiedy już zauważył jej obecność zbliżyła się do niego. - Pierwszy i ostatni raz, możesz to zapamiętać, bo pewnie nigdy się nie powtórzy. - Miała na myśli swoje spóźnienie. - Postaram się już ładniej zachowywać, żeby trzymać standardy. - Uśmiech pojawił się na jej twarzy. Dobry nastrój jej towarzysza zdecydowanie działał i na nią, chociaż właściwie to nie lubiła takich miejsc.
- Tak, pytałam. - Bardzo poważnie pytała, bo jeśli chodzi o quidditcha, to jej wiedza była niemalże zerowa. Zupełnie nie interesowała się tym miejscem. Westchnęła, gdy Stan poprawiał jej szalik, najwyraźniej był to ważny element garderoby każdego kibica, skoro tak przywiązywał do niego wagę. - Taaak, sprawdzam Cię.- Odpowiedziała jeszcze, żeby nie było. Zjednoczeni teraz tylko będzie musiała jakoś domyślić się, którzy to byli. Nie sądziła, że będzie to łatwe, ale może jakoś powinna sobie poradzić z tym problemem. Miała wrażenie, że gdyby zapytała o to Borgina, to mógłby nie uwierzyć, że pyta się go o to na poważnie. Cóż miała zrobić, że była takim laikiem jeśli chodzi o wiedzę związaną z tym sportem.
Avery podążała grzecznie za Stanleyem w kierunku trybun. Bardzo dużo ludzi kręciło się wokół. Bała się, że zgubi go w tłumie. Tym bardziej, że wszyscy wydawali się zlewać w dwa kolory, które były barwami drużyn, które miały dzisiaj się tutaj zmierzyć. Próbowała przyspieszyć kroku, żeby za nim nadążyć, nie było to jednak takie proste jakby się mogło wydawać. Udało się jej go dogonić i zrównać tempem. Teraz mogli porozmawiać, może dowie się jeszcze jakichś istotnych szczegółów. - Same dziewczyny, to imponujące. - Odparła z podziwem, w końcu nie było to chyba nic standardowego wśród drużyn quidditcha, przynajmniej tak się jej wydawało. - Taki jesteś pewien, że Ci Zjednoczeni wygrają? - Wolała się upewnić, zawsze lepiej jest kibicować tej drużynie, która miała większe prawdopodobieństwo wygranej, chyba na tym polegało kibicowanie? Prawda?
Dotarli do stoisk, gdzie znajdowali się różni wystawcy. Avery tak właściwie, to nie potrzebowała nic do szczęścia. Zobaczyła krótkie spojrzenie Borgina w stronę stoiska z piwem, jednak szybko przeniósł wzrok na jakieś inne. Jak chciał, to potrafił się zachować i być grzeczny. Trochę jej to nawet zaimponowało, może jego matka miała rację, że mężczyzn można sobie wychować? Powinna bardziej zainteresować się tym tematem. - Póki co, to właściwie nie mam na nic ochoty. - Odpowiedziała jeszcze na zadane przez niego pytanie. Wylądowali wtedy przed stoiskiem z orzeszkami od razu pokiwała przecząco głową, co jak co, ale na orzechy nie mogła sobie pozwolić. Bała się, że mogła odezwać się jej alergia. Jeszcze spuchłaby na twarzy, zdecydowanie dzisiaj wolała tego uniknąć. - Nie mogę jeść orzechów. - Powiedziała trochę za głośno, żeby Stanley ją usłyszał. - Mogą mnie zabić, w zbyt dużych ilościach. - Dodała jeszcze.
Borgin zakupił pożywienie - rzecz ważną w czasie meczu i ruszyli dalej. Powoli kierowali się do swoich miejsc. Uważnie słuchała tego, co mówił mężczyzna. Musiała bardzo szybko nadrobić braki w materiale. - Matka gra na takiej samej pozycji? - To ją zaciekawiło. - Nepotyzm w quidditchu, myślałam, że tutaj istotne są umiejętności, jak widać wszędzie to wygląda tak samo. - Nie żeby jej rodzina nie korzystała ze swoich koneksji, kiedy tylko mogła. Innych zdecydowanie dużo łatwiej się ocenia.
Nott To nazwisko coś jej mówiło. Musiała poznać jakiegoś podczas wydarzeń na których towarzyszyła rodzicom. Jednak poza znajomym nazwiskiem nie potrafiła skojarzyć żadnych faktów. - Klasa, to dobrze. Pewnie on się dostał do drużyny dzięki talentowi, a nie z powodu znajomości. - Postanowiła dodać swoje trzy grosze, choć nie miała pojęcia, jak było. Nie połączyła faktów z tym, że rodzina Nottów była znana ze swojego zainteresowania quidditchem, więc pewnie to też miało coś wspólnego z tym, że kolejny z nich grał w popularnej drużynie.
- Za ile się zaczyna? - Zapytała jeszcze Stanleya. W sumie to obejrzy ten mecz, może uda jej się zrozumieć w końcu na czym dokładnie polega quidditch, niby znała zasady, jednak nigdy się jakoś specjalnie na wszystkim nie skupiała. Powoli kierowali się w kierunku miejsc, które mieli dzisiaj zająć.