– A zamianę płci? Byłaś już Brendonem Longbottomem, czy to jeszcze przed tobą? – Victorię to co prawda ale nieco spanikowany Laurent, a raczej Laura, pojawił się któregoś dnia w jej domu i szukał dla siebie odpowiedniej sukienki i makijażu, więc wiedziała bardzo dokładnie jak to działa. – Znając życie, na ile znam wybryki poltergeistów to od kilku do kilkudziesięciu godzin. Pełny dzień to taki standard – mruknęła. Nie znała się na klątwołamaniu samym w sobie, ale znała się ogólnie na dziedzinie rozpraszania magii, czasu trwania różnych zaklęć i tak dalej. Jak zobaczyła Laurenta i powiedział jej co się wydarzyło, to potrafiła stwierdzić co się stało i o ile wiedziała, to nawet nieźle to wyliczyła.
– Oj Brenna. Jesteś czasami wręcz uroczo naiwna – uroczość kończyła się tam, gdzie dwóch chłopów biło się „o quidditcha”, a ona próbując ich rozdzielić, zarabiała cios w twarz. – Nawet nie wiesz o jakie durnoty oni potrafią być zazdrośni. Na przykład Sauriel zrobił mi raz scenę, bo dałam Laurentowi czekoladową żabę po seansie spirytystycznym, który poszedł tak sobie i leciała mu krew z nosa – rzecz jasna Sauriela przy tym nie było, ale to poczuł przez tę cholerną więź. I potem przyszedł do niej i zrobił jej scenę. – Skoro głupia żaba może być powodem do zazdrości, to co dopiero jakiś list czy spojrzenie, czy aura czy co on tam widział – już nawet nie chciała wnikać, zresztą nie miało to teraz nawet większego znaczenia, a poczuła się zdecydowanie zniechęcona do jakiegokolwiek pytania o cokolwiek. – Tak, chociażby – przyznała, bo owszem, nietrudno było zauważyć te tęskne spojrzenia, jakie Anthony Borgin rzucał Brennie przez te lata szkoły. Brenna była niedomyślna, a Anthony mało konkretny, zresztą widziała go tez po drodze w towarzystwie swojej kuzynki, która nie przebierała w chłopakach, nie sądziła więc wtedy (to jest w szkole), by pomiędzy Brenną a Anthonym miało cokolwiek wyjść.
– Zrobił to bez namysłu – powtórzyła za Brenną i uniosła wyżej brwi, trochę nie wierząc w to, że Bren ją teraz przepraszała za Atreusa. – Błagam cię nie usprawiedliwiaj go i nie przepraszaj za coś, czego nie zrobiłaś – owszem, dotknęło ją to, jak została przy tym potraktowana, nie próbowała zaprzeczać ani udawać, że wszystko jest w porządku, ale nawet jeśli Brenna źle dobrała czas na swoje pytanie, to nie definiowało to całej reszty. – Wystarczyło mi powiedzieć, żebym się odwaliła to bym sobie poszła sama, nie trzeba było mnie traktować z góry jak jakiejś gówniary, która nie rozumie sugestii, a potem mówić, że teraz już możemy rozmawiać, jakby robił mi tym jakąś łaskę. Nie ty się zachowałaś jak palant, bez obrazy – „głupio wyszło” było dla Victorii pewnym niedopowiedzeniem, ale to głównie przez jej charakter, przez to jak do siebie brała takie rzeczy i przez to, jak została potraktowana nie tak dawno temu, co nie sprzyjało wzruszeniem ramion i machnięciem ręki. – Nie przepraszaj mnie – dodała.